​"W przyszłym roku po zakończeniu postępowania mogą się zacząć wypłaty dla poszkodowanych" - mówi reporterowi RMF FM syndyk masy upadłościowej Amber Gold. Dziś zeznawał przed sejmową komisją, która bada szczegóły afery, w której klienci Amber Gold stracili prawie 851 milionów złotych.

Syndyk masy upadłości Amber Gold Józef Dębiński w towarzystwie mec. Wojciecha Drożdżala. / Tomasz Gzell /PAP

Syndykowi udało się odzyskać zaledwie 67 milionów złotych, z czego 4,5 miliona już wypłacono.

Ta kwota może jeszcze wzrosnąć o kilka lub kilkanaście milionów, bo do sprzedania jest jeszcze jedna kamienica w centrum Gdańska. Przetarg na tę nieruchomość to ostatni krok w postępowaniu syndyka. W chwili, gdy zostanie zakończony, będzie można zacząć wypłaty.

Dla każdego wierzyciela będzie procentowy podział jednakowy. Podział jest stosunkowy i nie ma uprzywilejowania - mówi Józef Dębiński. To oznacza, że każdy z poszkodowanych odzyska jedynie ułamek tego, co stracił.

Ponad 16 milionów przelano na prywatne konta

Dębiński poinformował też, że szefowie Amber Gold Marcin i Katarzyna P. przelali sobie na prywatne konta 16,5 mln zł.

Świadek tłumaczył przed komisją ds. Amber Gold, że 20 sierpnia 2012 został ustanowiony zarządcą przymusowym spółki Amber Gold. Przez trzy tygodnie sporządził sprawozdanie dla sądu upadłościowego o stanie masy i symulację kosztów postępowania upadłościowego. Stwierdziłem, że spółka nie ma pieniędzy. (...) W czasie, kiedy przyszedłem do spółki, w kasie było 600 zł. Więc z tych 600 zł musiałem prowadzić to postępowanie upadłościowe - powiedział.

Syndyk poinformował, że na podstawie zgłoszeń wierzytelności otrzymanych od sędziego komisarza sporządził listę wierzytelności, która została prawomocnie zatwierdzona. Jest na niej 12 tys. 203 podmiotów.

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann zaznaczyła, że jeżeli ktoś nie zgłosił roszczenia, to nie dostanie pieniędzy od syndyka. Tak, to prawda, podstawą wypłaty jest tylko lista wierzytelności i naniesienie na tej liście wierzyciela. W innym przypadku będzie to niemożliwe - przyznał syndyk.

Złoto, srebro, platyna

Dębiński mówił, że udało mu się odzyskać 57,5 kg złota, 1,5 kg srebra i niecały kilogram platyny. Do czasu sprzedaży kruszcu od objęcia przez niego funkcji np. złoto potaniało z 1,8 tys. dol. za uncję do 1,2 tys. dol. Syndyk zaznaczył, że odzyskanego kruszcu nie można było przypisać do konkretnych umów.

Wassermann pytała też świadka, czy pamięta jakiej wysokości środki przelali sobie na prywatne konta szefowie Amber Gold Marcin i Katarzyna P. To jest 16,5 mln zł - odparł Dębiński.

Wiceprzewodniczący komisji Jarosław Krajewski (PiS) pytał m.in. o Łukasza Daszutę, byłego członka rady nadzorczej OLT Express i bliskiego współpracownika Marcina P. Dębiński zaprzeczył, aby Daszuta wykonywał jakiekolwiek czynności po przejęciu przez syndyka zarządu. Krajewski przypomniał, że Daszuta w ramach rozliczeń z Amber Gold za rzekome szkolenia na kwotę 150 tys. zł otrzymał samochód. Świadek odpowiedział, że były członek rady nadzorczej zwrócił auto. Poinformował również, że dotarł do umów "związanych z Marcinem P.", gdzie w ramach umów zleceń z tytuły wypłat zysku, dywidend wypłacono 16,5 mln zł.

Amber Gold powstała w 2009 r. i miała inwestować w złoto i inne kruszce

Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. W połowie 2011 r. spółka przejęła większościowe udziały w liniach lotniczych Jet Air, następnie w niemieckich OLT Germany, a pod koniec 2011 r. w liniach Yes Airways. Powstała wtedy marka OLT Express.

Linie OLT Express ogłosiły upadłość pod koniec lipca 2012 r. Z kolei Amber Gold ogłosiła likwidację 13 sierpnia 2012 r., a tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich. Według ustaleń, w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej firma oszukała w sumie niemal 19 tys. swoich klientów, doprowadzając do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.

(ł)