​Przed wrocławskim sądem ruszył w środę proces w sprawie byłego wiceministra sprawiedliwości Bartłomieja Ciążyńskiego, oskarżonego o korzystanie z auta służbowego do celów prywatnych. Polityk nie przyznaje się do winy tłumacząc, że nie otrzymał od pracodawcy zasad korzystania z auta. Akt oskarżenia przeciwko Ciążyńskiemu trafił do Sądu Rejonowego dla Wrocławia Fabrycznej w grudniu 2025 roku. Grozi mu do 10 lat więzienia.

  • Bądź na bieżąco. Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl.

Były wiceminister sprawiedliwości został oskarżony o to, że korzystając z auta służbowego przekazanego mu przez jego pracodawcę Sieć Badawczą Łukasiewicz PORT we Wrocławiu, doprowadził tę instytucję do "niekorzystnego rozporządzenia mieniem" w kwocie ponad 4,6 tys. zł.

Ciążyński nie przyznaje się do winy

W środę przed sądem Bartłomiej Ciążyński, który zgadza się na podawanie pełnych danych osobowych, nie przyznał się do zarzutów i złożył wyjaśnienia. Przytoczył m.in. chronologię wydarzeń związanych z jego zatrudnieniem w maju 2024 roku w Sieci Badawczej Łukasiewicz PORT we Wrocławiu. 

Powiedział, że odebrał służbowy samochód 9 maja. Został wówczas poinformowany przez pracowniczkę PORT-u jedynie o tym, jak technicznie korzystać z karty flotowej. Pytałem, czy można korzystać z auta za granicą, usłyszałem, że tak, ale oprócz Wielkiej Brytanii. Pytałem, czy jest limit kilometrów, otrzymałem odpowiedź, że nie ma limitu kilometrów i kwoty - mówił Ciążyński.

"Nawet nie wiedziałem, że taki dokument istnieje"

Przekonywał, że nie otrzymał regulaminu korzystania z auta służbowego i nie wiedząc, że to niezgodne z nim, używał go do celów prywatnych. Nawet nie wiedziałem, że taki dokument istnieje. Cała moja wiedza na temat zasad korzystania z auta służbowego przekazana została mi w krótkiej rozmowie z pracowniczką podczas przekazania samochodu. Korzystałem z auta swobodnie, odwoziłem dzieci do szkoły, jeździłem tym samochodem na zakupy, również w weekend. Miałem bowiem zbudowane przeświadczenie w oparciu o tę rozmowę, że nie ma w tym nieprawidłowości - mówił.

Dodał, że nie miał pojęcia, że "jego uprawnienie pracownicze sprowadza się tylko do tego, aby korzystać z auta służbowego jedynie w drodze do pracy". 

Akt oskarżenia

Akt oskarżenia przeciwko Ciążyńskiemu (Lewica) trafił do Sądu Rejonowego dla Wrocławia Fabrycznej w grudniu 2025 r. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu prok. Karolina Stocka-Mycek poinformowała wówczas, że były wiceminister sprawiedliwości jest oskarżony o to, że od 2 czerwca 2024 r. do 28 lipca 2024 r. we Wrocławiu, będąc funkcjonariuszem państwowym, korzystał ze służbowego samochodu do celów prywatnych, przez co przekroczył swoje uprawnienia.

Ciążyński pracował wtedy w Sieci Badawczej Łukasiewicz PORT we Wrocławiu i - jak wskazano w akcie oskarżenia - korzystając z samochodu służbowego, doprowadził tę instytucję do "niekorzystnego rozporządzenia mieniem" w kwocie ponad 4,6 tys. zł.

Jak wskazała prokuratura, były wiceminister miał, używając służbowej karty flotowej, co najmniej ośmiokrotnie zatankować auto do celów prywatnych i kupić płyn do spryskiwaczy.
Oskarżonemu grozi od roku do 10 lat więzienia.

Bartłomiej Ciążyński - wcześniej wiceprezydent Wrocławia, do 2023 r. radny miejski - został wiceministrem sprawiedliwości na początku lipca 2024 r. Już w drugiej połowie sierpnia podał się do dymisji. Wcześniej portal wp.pl podał, że pojechał on na prywatne wakacje do Słowenii służbową limuzyną i "dwukrotnie zatankował pojazd, płacąc służbową kartą". 

Auto i karta należały do Polskiego Ośrodka Rozwoju Technologii (PORT) wchodzącego w skład ogólnopolskiej Sieci Badawczej Łukasiewicz, gdzie Ciążyński pracował przed objęciem funkcji w MS.

Nie miałem wiedzy, że nie mogę tak uczynić - tłumaczył wtedy Ciążyński. 

Dodawał, że pieniądze, które wydał na tankowanie, "zwrócił na konto" i przeprosił "za zaistniałą sytuację". Bartłomiej Ciążyński jest radcą prawnym.