Opowieść o człowieku systemu, który rzucił wyzwanie prezydentowi Putinowi, trafiła do polskich kin. Andriej Niekrasow pokazał w tym dokumencie byłego rosyjskiego agenta, który oskażył Władimira Putina o morderstwa i korupcję. Sam zginął w Londynie otruty radioaktywnym polonem.

To cena, którą się płaci za mówienie prawdy o Rosji! - tak zabójstwo byłego agenta KGB Aleksandra Litwienki skomentował rosyjski reżyser Andriej Niekrasow, twórca pokazywanego na Festiwalu w Cannes filmu dokumentalnego "Bunt. Sprawa Litwinienki". czytaj więcej

Prace nad filmem rozpoczęły się jeszcze przed śmiercią Litwinienki. We wrześniu 2000 roku agent uciekł z Rosji do Turcji. Jego żona i dziecko do Londynu trafili z Hiszpanii. O tej ucieczce z wdową po oficerze FSB - Mariną Litwinienko rozmawiała Katarzyna Sobiechowska-Szuchta:

Dziennikarka RMF FM pytała też reżysera Andrieja Niekrasowa o porównanie jego filmu z kontrowersyjnym, antybushowskim dokumentem Michaela Moore'a "Fahrenheit 9.11". Z politycznego punktu widzenia to dobre porównanie. Ale Michael Moore żyje w społeczństwie demokratycznym. Jego nikt nie pyta, czy boi się kręcąc swoje filmy. Wiem, że on się nie boi. A mnie wszyscy o to pytają. I to jest podstawowa różnica. Poza tym należymy do innych kultur. Mooor ciagle mówi, wyjaśnia i tłumaczy. Ja staram się zostawić przestrzeń, mówić językiem kina i subtelnie prowadzić widza do przemyśleń- powiedział RMF FM Niekrasow

Polska jako pierwszy kraj wprowadza film "Bunt. Sprawa Litwinienki" do kin.