Zakończona 62. Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa pozostawiła światowych przywódców z większą liczbą pytań niż odpowiedzi. Przywódcy rozmawiali przede wszystkim o nowym światowym porządku, przyszłości NATO, pogarszających się relacjach transatlantyckich i wojnie w Ukrainie. "Stany Zjednoczone wyrzekły się świata zachodniego, który same stworzyły po II wojnie światowej" - komentował w rozmowie z RMF FM Janusz Reiter, ekspert ds. stosunków międzynarodowych i były ambasador Polski w Niemczech i USA.
- Chcesz wiedzieć, co dzieje się w kraju i na świecie? Wejdź na rmf24.pl.
Najbardziej wyczekiwanym momentem szczytu w Monachium było przemówienie sekretarza stanu USA Marca Rubio. Choć eksperci podkreślali jego łagodny i pojednawczy ton, za fasadą kilku ciepłych słów o silnych związkach i historii Europy z USA kryło się przesłanie, że Ameryka ogranicza swoje zaangażowanie na Starym Kontynencie, a także stawia sojusznikom ultimatum - albo idziecie naszą drogą, drogą MAGA, albo reset w relacjach będzie trudny.
Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa miała przynieść odpowiedzi na kluczowe pytania dotyczące przyszłości Europy. Zamiast przełomu przyniosła jednak coś innego - pogłębioną diagnozę kryzysu i poczucie bezradności.
Dużo bardzo ciekawych rozmów, dużo bardzo wnikliwej analizy sytuacji, którą dzisiaj mamy i bardzo dużo bezradności w sprawie, jak z tą sytuacją sobie poradzić - ocenia w rozmowie z RMF FM Janusz Reiter, ekspert ds. stosunków międzynarodowych i były ambasador Polski w Niemczech i USA.
Jak podkreśla, konferencja wróciła do swojej dawnej, zimnowojennej formuły. W centrum znów znalazły się kwestie twardego bezpieczeństwa.
To się nie wszystkim podoba, ale jest zrozumiałe. Sprawy bezpieczeństwa są dziś najważniejsze, szczególnie w Europie, ze względu na wojnę, która jest sprawą przyszłości całej Europy - mówi.
Nie było jednak ani większego, ani nawet mniejszego przełomu. Niestety taki jest stan rzeczy - dodaje Reiter.
Jednym z najważniejszych momentów konferencji było wystąpienie sekretarza stanu USA. Zdaniem Reitera potwierdziło ono, że Stany Zjednoczone nie zamierzają opuszczać Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Otrzymaliśmy od Ameryki potwierdzenie, że poczuwa się do swojej roli w NATO i nie zamierza pożegnać się z Europą - podkreśla nasz rozmówca.
Jednocześnie jednak Waszyngton wyraźnie ogranicza swoje zaangażowanie militarne na kontynencie.
Ameryka zamierza ograniczać swoje zaangażowanie w Europie do odstraszania nuklearnego. To bardzo ważna deklaracja, bo dziś nikt jej w tej roli nie zastąpi - zaznacza.
To rodzi fundamentalne pytania o przyszłość europejskiego bezpieczeństwa. Jak Europa ma się zorganizować, żeby wypełnić lukę, która będzie powstawać w wyniku stopniowego wycofywania się Amerykanów? Kto to ma zrobić? W jaki sposób? - zastanawia się Reiter.
W tym kontekście szczególne znaczenie mają deklaracje Berlina. Zapewnienia kanclerza Niemiec, że Niemcy będą miały najsilniejszą armię w Europie, są bardzo ważne i słuszne - mówi Reiter.
Jednocześnie zaznacza, że zwiększanie wydatków na obronność nie jest wyrazem militarystycznych ambicji. Nie dlatego budujemy większe armie, że nagle zmieniliśmy poglądy. Robimy to, bo nie możemy sobie pozwolić na próżnię w Europie wobec zagrożenia ze Wschodu - podkreśla.
Czy w tej sytuacji Stany Zjednoczone mogą utracić pozycję światowego lidera? Reiter uważa, że raczej walczą o jej utrzymanie.
Stany Zjednoczone walczą o utrzymanie tej pozycji i dlatego potrzebują zasobów na zmagania z tymi, którzy rzucają im wyzwanie. To są głównie Chiny. Dlatego przenoszą swoje zasoby z Europy w rejon Azji i Pacyfiku - tłumaczy. To jednak dla Europy oznacza szok.
Jeszcze poważniejsza zmiana dotyczy - jego zdaniem - sfery wartości i instytucji. Stany Zjednoczone wyrzekły się świata zachodniego, który same stworzyły po II wojnie światowej - mówi.
Przypomina, że to Waszyngton był jednym z architektów integracji europejskiej. Ameryka była akuszerką przy porodzie Unii Europejskiej. Sprzyjała temu projektowi i otoczyła go opieką - zaznacza.
Dziś sytuacja wygląda inaczej. Ameryka nie tylko wycofuje się z tej roli, ale ogłasza wotum nieufności wobec projektu europejskiego, który sama w dużej mierze stworzyła - ocenia.
Najmocniejsza diagnoza dotyczy jednak kryzysu wiary w fundamenty powojennego ładu. Ameryka straciła wiarę w instytucje, normy i wartości, które sama sformułowała i narzuciła światu zachodniemu - mówi Reiter.
I dodaje obrazowe porównanie. To tak, jakby w Kościele katolickim papież nagle oświadczył, że stracił wiarę. Dla Kościoła byłby to ogromny kłopot. Dla świata zachodniego to też jest ogromny kłopot - i wciąż nie bardzo wiadomo, jak sobie z nim poradzić - przyznaje.


