Polska będzie musiała okazać solidarność z Włochami, Grecją czy Maltą i zacząć przyjmować więcej uchodźców z Afryki - to coraz mocniejsze apele z wielu stron w Unii Europejskiej. Na ustach wielu polityków w Brukseli pojawiło się słowo "solidarność". W czwartek w Brukseli zorganizowano nadzwyczajny szczyt Unii ws. problemu nielegalnych imigrantów. Zwołano go po katastrofie kutra w Cieśninie Sycylijskiej, w której mogło zginać nawet 900 imigrantów, próbujących przeprawić się z Libii do Włoch.

Unia zwiększy budżet na ratowanie imigrantów

Szef Rady Europejskiej Donald Tusk poinformował, że liderzy państw unijnych zgodzili się na potrojenie funduszy na operację Tryton, której celem jest patrolowanie granic UE na Morzu Śródziemnym. Wspólnota ma przeznaczać na to 120 mln euro. czytaj więcej

Z informacji dziennikarki RMF FM wynika, że podczas unijnego szczytu polska premier usłyszała sugestie, że także nasz kraj powinien zrobić więcej dla uchodźców z Afryki. Premier Holandii miał mówić podczas szczytu, że teraz kraje na wschodzie Europy powinny przyjmować uchodźców. Nie wszystkich przekonuje argument, że już mamy u siebie sporo obywateli z Ukrainy, a może ich przybyć jeszcze więcej. Gdy jutro będzie problem z napływem Ukraińców, Polacy będą liczyć na solidarność innych członków Unii. Z tego samego względu, Polacy powinni być już teraz solidarni z Włochami czy Grecją - mówił szef europejskich liberałów Guy Verhofstadt. Nie muszę chyba tłumaczyć Polakom, co znaczy "solidarność", bo właśnie solidarność była początkiem polskiego zrywu - dodawał.

Na okazanie solidarności naciskają także socjaliści w europaralmencie, a chadecy przygotowali nawet apel o obowiązkowe limity.  Eurodeputowani PO znaleźli się pod presją takich właśnie "solidarnościowych" argumentów i musieli się zgodzić na niezbyt korzystne zapisy w partyjnej deklaracji

Już 13 mają Bruksela przedstawi nową strategię ws. migracji. Problem więc powróci. Według polskiego eurodeputowanego PO-PSL Andrzeja Grzyba, polski rząd musi przedstawić dokładne dane mówiące o tzw. presji migracyjnej ze wschodu, zwłaszcza z Ukrainy. Jego zdaniem, tylko w ten sposób Polska zdoła przekonać Unię Europejską, żeby nie zmuszała nas do przyjmowania większej liczby uchodźców z Afryki.

„Przemytnicy ludzi są świetnie zorganizowani, mają oficjalne cenniki”

„Przemytnicy wcale się nie ukrywają, wszyscy wiedzą, gdzie ich szukać. Powszechnie wiadomo, w których miastach mieszkają, gdzie znajdują się obozy, w których gromadzą imigrantów” - mówi w rozmowie z korespondentką RMF FM libijski dziennikarz Ali Wahid z Dubai TV. Libia to centrum przemytu... czytaj więcej

Europoseł Grzyb wymienia także inne powody naszej ostrożności przed zbyt szerokim otwieraniem się na imigrantów z Afryki. To na przykład różnice kulturowe oraz niebezpieczeństwo radykalizacji imigrantów. W ten sposób importuje się potencjalnych bojowników terrorystycznych, bo nie wszyscy przyjeżdżają tylko dlatego, żeby ratować soje życie - twierdzi Grzyb. Zdaniem eurodeputowanego o wiele łatwiej Polakom zaakceptować przybyszów ze Wschodu, bo "mamy sentymenty". Polska nie ma także odpowiedniego doświadczenia w radzeniu sobie z napływem uchodźców. Do tej pory przyjęliśmy raptem kilku azylantów. Nasze ośrodki dla uchodźców pozostawiają także wiele do życzenia.

Polska już wiele zrobiła w sprawie integracji osób pochodzących ze Wschodu -  potwierdza w rozmowie z korespondentką RMF FM niemiecka posłanka Monika Hohlmeier. Jej zdaniem, nie powinniśmy się obawiać obowiązkowych limitów uchodźców, bo z pewnością będą one ustalane w sposób "elastyczny". Poza wielkością kraju i jego populacji, będzie brana pod uwagę także jego zasobność oraz istniejąca już "presja imigracyjna". Hohlmeier, podobnie jak poseł Grzyb, uważa, że polskie władze powinny jednak podeprzeć się twardymi danymi liczbowymi pokazującymi "presję z Ukrainy".

(mpw)