"Z całą pewnością nie byliśmy na kursie kolizyjnym" - tak o wczorajszym incydencie na kanale La Manche mówi para brytyjskich emerytów. Małżeństwo płynęło na jachcie, w kierunku którego rosyjski okręt wojenny Admirał Grigorowicz oddał strzały ostrzegawcze.

  • We wtorek rano na Kanale La Manche rosyjska fregata Admirał Grigorowicz oddała strzały ostrzegawcze w kierunku jachtu brytyjskich emerytów Jane i Alana Kelveyów.
  • Rosyjskie Ministerstwo Obrony twierdzi, że jacht niebezpiecznie zbliżył się do fregaty i nie odpowiadał na próby kontaktu radiowego.
  • Jane Kelvey podkreśla, że jacht nie był na kursie kolizyjnym i zgłosiła incydent jako zagrożenie dla nawigacji.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

Do zdarzenia doszło we wtorek rano. Małżeństwo brytyjskich emerytów Jane i Alan Kelveyowie płynęło na swoim jachcie 23 mile od wybrzeży wyspy Wight, poza wodami terytorialnymi Wielkiej Brytanii. W pewnym momencie ich jednostka zbliżyła się do rosyjskiej fregaty Admirał Grigorowicz. Wtedy okręt wojenny oddał strzały ostrzegawcze w stronę jachtu Brytyjczyków.

"Cztery lub pięć strzałów z broni ręcznej"

Jane Kelvey opisywała to zdarzenie w programie BBC Newsnight. Okręt wojenny wydał z siebie pięć sygnałów dźwiękowych, co oznaczało: "widzieliście nas?'". Natychmiast skręciliśmy dwa stopnie w lewo, żeby mogli zobaczyć, że celowo zmieniliśmy kurs, co oznaczało, że ich widzieliśmy - relacjonowała kobieta. Potem, mniej więcej minutę później, pięć razy dali jeszcze sygnał syreną, po czym nastąpiły cztery lub pięć strzałów z broni ręcznej - dodaje. To nie było wymierzone w nas - naszym zdaniem to był ogień ostrzegawczy - oceniła kobieta.

Ministerstwo Obrony Rosji poinformowało, że jacht "niebezpiecznie zbliżał się" do okrętu wojennego. Resort twierdzi, że strzały padły po tym, jak rosyjska fregata kilkakrotnie próbowała nawiązać kontakt z jachtem drogą radiową. Dopiero wtedy - jak twierdzi Moskwa - załoga wystrzeliła rakiety ostrzegawcze, by nie doszło do kolizji. Rosjanie twierdzą, że marynarze działali "w ścisłej zgodności z międzynarodowymi przepisami żeglugowymi".

Jane Kelvey zapewnia, że jacht Bright Future, "z całą pewnością nie był na kursie kolizyjnym". Według niej strzały padły niepotrzebnie. Dlatego - jak mówi - zgłosiła incydent jako zagrożenie dla nawigacji, "bo tak właśnie należy robić".

Małżeństwo twierdzi, że nie przestraszyło się, gdy padły strzały. Jane zażartowała, że po prostu przykucnęła i założyła płócienny kaptur na głowę, "żeby się chronić", podczas gdy jej mąż nadal sterował.

Brytyjscy komandosi zajęli rosyjski tankowiec

Do incydentu doszło dwa dni po tym, jak brytyjscy komandosi przechwycili w kanale La Manche rosyjski tankowiec przewożący objętą sankcjami ropę naftową. Była to pierwsza operacja tego typu przeprowadzona przez armię brytyjską.

Ministerstwo Obrony Rosji zapewnia, że oddanie strzałów ostrzegawczych we wtorek było "odosobnionym incydentem" i nie miało związku z niedzielnym zajęciem tankowca.

Rosyjskie okręty wojenne regularnie przepływają przez kanał La Manche i są rutynowo monitorowane przez jednostki brytyjskiej marynarki Royal Navy. Jak pisze BBC, Admirał Grigorowicz był śledzony przez okręt HMS Mersey - kilka dni wcześniej zauważono go bowiem u wybrzeży Francji. 

W zeszłym tygodniu źródło w NATO poinformowało BBC Verify, że Admirał Grigorowicz otrzymał od Moskwy rozkaz eskortowania statków floty szpiegowskiej przez kanał La Manche. Wiadomo, że fregata operowała w tym rejonie przez pewien czas.

W kwietniu donoszono, że fregata eskortowała sześć statków floty cieni przez szlak wodny, będąc jednocześnie monitorowaną przez Royal Navy.

Królewska Marynarka Wojenna poinformowała wcześniej, że Admirał Grigorowicz eskortował statki pływające pod banderą rosyjską, płynące w kierunku Atlantyku, Morza Śródziemnego i Bałtyku, w tym "jeden okręt podwodny i około sześciu statków handlowych i pomocniczych".