Dantejskie sceny na jednej ze stacji benzynowych w pobliżu Bolzano na północy Włoch. Doszło do szturmu kierowców. Wszystko z powodu ceny oleju napędowego. Wynosi ona ostatnio 2 euro za litr. Na tej stacji można było ją jednak kupić za 19,9 eurocentów.

  • Do nietypowej sytuacji doszło na stacji benzynowej w Avelengo, niedaleko Bolzano na północy Włoch.
  • Kierowcy szturmowali stację po tym, jak cena oleju napędowego spadła z 2 euro do 19,9 eurocentów za litr.
  • Powodem była awaria systemu elektronicznego podczas zdalnej aktualizacji cen przez centralę w Mediolanie.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

Do zdarzenia doszło na stacji benzynowej w małej miejscowości Avelengo w regionie Trydent- Górna Adyga. Z powodu awarii zamiast 2 euro za litr oleju napędowego trzeba było zapłacić niespełna 20 eurocentów.

Kolejki samochodów, kierowcy tankowali paliwo do kanistrów

Wieść szybko rozeszła się po okolicy. Na stacji zapanował chaos. Kierowcy ustawiali się w kolejkach, część tankowała paliwo do kanistrów - podały lokalne media z Bolzano, cytując burmistrz miejscowości Annę Plank.

"Czary" trwały do wyczerpania zapasów paliwa.

Jak doszło do błędu na stacji benzynowej?

Coś takiego zdarza się bardzo rzadko - wyjaśnił prezes stowarzyszenia właścicieli stacji benzynowych w Górnej Adydze Walter Soppera.

Wyjaśnił, że przyczyną niezamierzonej obniżki był błąd aparatury elektronicznej. Stacja benzynowa, o której mowa, to tak zwana stacja widmo. Tak nazywa się samoobsługowe stacje, na których nie ma żadnego pracownika. Aktualizacja cen na elektronicznych tablicach odbywa się zdalnie, dokonywana jest bezpośrednio przez dostawców paliwa.

W przypadku Avelengo podczas aktualizacji doszło do błędu elektronicznego w centrali w Mediolanie: zamiast 1,999 euro wpisano 0,199. Ta pomyłka kosztowała właściciela ok. 10 tys. euro.

Według prezesa stowarzyszenia prawdopodobnie to centrala w Mediolanie będzie musiała pokryć straty.

"Nie zrobili niczego nielegalnego"

Na stacji benzynowej znajdują się kamery monitoringu, ale zdaniem Waltera Soppery klienci nie mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności.

Klienci nie zrobili niczego nielegalnego, wyświetlana cena była faktycznie niższa - zaznaczył szef stowarzyszenia.