Sytuacja na Kubie jest dziś bardzo trudna. Ma to związek m.in. z utratą głównego sponsora, jaką dla rządzonego od 66 lat przez komunistów kraju była Wenezuela. Zdaniem części ekspertów, daje to szansę na osłabienie, a być może nawet upadek reżimu.

  • Kuba zmaga się z najgłębszym od dekad kryzysem gospodarczym, brakiem ropy i dramatycznym pogorszeniem warunków życia mieszkańców.
  • Utrata wsparcia ze strony Wenezueli i nasilające się protesty społeczne zwiększają presję na komunistyczny reżim, który może być zmuszony do ustępstw lub nawet upadku.
  • Eksperci podkreślają, że przyszłość Kuby zależy od presji międzynarodowej i ewentualnych negocjacji, choć brakuje m.in. wyrazistego lidera opozycji.
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy na RMF24.pl.

Współpracę z Wenezuelą przecięli Amerykanie

Jak informuje "Financial Times", zapasy ropy na Kubie wystarczą na maksymalnie 20 dni, a kraj nie może liczyć na zewnętrzną pomoc. Sytuację pogorszyło odcięcie dostaw z Wenezueli, która przez lata była głównym dostarczycielem taniej ropy w zamian za wsparcie polityczne. 

Po amerykańskiej operacji wojskowej w Caracas i wywiezieniu Nicolasa Maduro do USA, dostawy wenezuelskiego surowca na Kubę spadły do zera. Dodatkowo prezydent Trump podpisał rozporządzenie umożliwiające nałożenie dodatkowych ceł na kraje bezpośrednio lub pośrednio dostarczające ropę na Kubę.

W najpłodniejszym okresie wenezuelsko-kubańskiej współpracy, Hawana, odsprzedając tanią ropę z Wenezueli, mogła zarobić 10 mld dolarów rocznie.

Ian Vasquez z amerykańskiego think tanku Cato Institute wskazał, że amerykańska operacja w Caracas była dla Kubańczyków, przyzwyczajonych do "wstrzemięźliwości" USA, szokiem.

Kryzys szaleje - 78 proc. Kubańczyków chce wyemigrować

Szansa na koniec reżimu jest upatrywana także w trwającym kryzysie gospodarczym.

Według raportu Observatorio Cubano de Derechos Humanos, aż 89 proc. kubańskich rodzin żyje w biedzie, a 70 proc. mieszkańców musi rezygnować z co najmniej jednego posiłku dziennie. Tylko 3 proc. ludzi stać na leki w aptece.

Na stacjach benzynowych ustawiają się długie kolejki. Brakuje prądu i wody, a na ulicach zalegają śmieci. 78 proc. Kubańczyków objętych badaniem obserwatorium chce opuścić swój kraj lub zna kogoś, kto tego chce.

Ian Vasquez uważa, że społeczne niezadowolenie rośnie, a Kubańczycy coraz częściej wychodzą na ulice i nie boją się już protestować. Przykładem były masowe wystąpienia w lipcu 2021 roku, które jego zdaniem mogą powtórzyć się teraz i to z udziałem osób dotąd wspierających reżim.

Całkowity rozpad usług publicznych, nie wspominając o załamaniu się całej gospodarki, dotyka wszystkich, w tym zwolenników reżimu. Może więc nadejść moment, w którym Raul Castro i jego służby nie będą już mogli liczyć na poparcie ze strony własnych szeregów - ocenił ekspert.

Siła reżimu i źródła dochodów

Część ekspertów, jak Maria Weltrau z organizacji Archivo Cuba dokumentującej zbrodnie hawańskiego reżimu, jest jednak bardziej ostrożna w przewidywaniach.

Specjalistka zwraca uwagę, że komunistyczne służby na Kubie wciąż są silne, a represje w 2021 r. wobec protestujących były bardzo brutalne. Ponadto ci, którzy służą systemowi, czerpią z tego korzyści - strażnik więzienny zarabia na Kubie więcej niż lekarz.

Reżim utrzymuje się nie tylko z ropy i turystyki, ale także z eksportu siły roboczej - lekarzy, marynarzy, nauczycieli czy inżynierów, którym odbiera ponad 80 proc. zarobków. Według Weltrau same brygady medyczne, wysyłane nie tylko do Wenezueli, ale także wielu demokratycznych krajów świata, w latach 2018-2022 przyniosły komunistom około 31 mld dolarów.

Christopher Hernandez-Roy, wicedyrektor programu Americas w think tanku Center for Strategic and International Studies, przekonuje, że to, co się obecnie dzieje na Kubie, nie wystarczy do obalenia reżimu. "Samo odcięcie Kubie ropy" - jego zdaniem - nie wystarczy, aby na wyspie zaczęły się zmiany. Potrzebna jest dodatkowa "zewnętrzna presja", podkreślił.

Nie mówię nawet o całkowitej zmianie reżimu, ale o swoistym zarządzaniu kubańskim reżimem. Trzeba stworzyć takie warunki ekonomiczne na miejscu, które będą nie do zniesienia dla części kubańskich elit, aby zrozumiały, że nie da się już polegać tylko na represjach, by rządzić wyspą i że potrzebne są zmiany - ocenił. Ekspert dodał, że jeśli nie brać pod uwagę presji wojskowej, którą amerykańska administracja na razie wyklucza, to należy "odciąć" wszystkie źródła dochodów władzy, tak aby aparat represji nie miał pieniędzy na utrzymanie. Poza tym potrzebne są jego zdaniem zakulisowe rozmowy z tą częścią zwolenników reżimu, którzy "dadzą się przekonać do zmian na wyspie w zamian za lepsze warunki ekonomiczne".

Z kim rozmawiać o zmianach?

Pojawia się jednak pytanie, z kim negocjować, jeśli najwyżsi przywódcy Kuby będą chcieli zawrzeć jakiś układ z USA, aby móc wyjechać. Ian Vasquez przyznaje, że nie wyobraża sobie, by Raul Castro zdecydował się na współpracę z USA na wzór Delcy Rodriguez w Wenezueli. Ekspert podkreśla, że kubańska opozycja nie ma wyrazistego lidera, co dodatkowo komplikuje ewentualne rozmowy.

Vasquez zaznacza jednak, że potencjalne negocjacje z reżimem, które miałyby prowadzić do pokojowego przekazania władzy lub złagodzenia represji, nie powinny spotkać się ze sprzeciwem kubańskiej diaspory w USA. 

Kluczową rolę może odegrać bowiem Marco Rubio - wpływowy senator pochodzenia kubańskiego, który w administracji Trumpa odgrywa ważną rolę w kształtowaniu polityki wobec Hawany. Zdaniem eksperta, Rubio, jako zdecydowany przeciwnik reżimu Castro, ma wystarczającą wiarygodność, by przekonać kubańskich Amerykanów do zaakceptowania ewentualnych porozumień z komunistami.