Niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung” pisze, że nie jest wykluczone, iż przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, którego początki w Brukseli były raczej trudne, będzie mógł pozostać na tym stanowisku przez kolejne dwa i pół roku. Autor artykułu Daniel Broessler twierdzi, że po ponad roku na tym stanowisku Tusk „znalazł swą równowagę”.

Niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung” pisze, że nie jest wykluczone, iż przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, którego początki w Brukseli były raczej trudne, będzie mógł pozostać na tym stanowisku przez kolejne dwa i pół roku. Autor artykułu Daniel Broessler twierdzi, że po ponad roku na tym stanowisku Tusk „znalazł swą równowagę”.
Donald Tusk na spotkaniu z kanclerzem Austrii Wernerem Faymannem /CHRISTIAN BRUNA /PAP/EPA

"SZ" opisuje działania Tuska w kontekście kryzysu uchodźczego, jako jego sukces ocenia wynegocjowanie kompromisowego porozumienia mającego zapobiec Brexitowi i wyraża opinię, że jeśli sukcesem zakończy się poniedziałkowy szczyt UE-Turcja w sprawie uchodźców, "co zostałoby zapisane na korzyść także Tuskowi", przedłużenie jego kadencji mogłoby stać się bardziej prawdopodobne.

Broessler pisze, że jeszcze kilka miesięcy temu niewielu mogło sobie wyobrazić, iż kadencja Tuska na stanowisku szefa Rady Europejskiej, kończąca się w maju 2017 roku, mogłaby zostać przedłużona o następne dwa i pół roku. Jego zdaniem od pewnego czasu w Brukseli obserwuje się jednak w tej kwestii zmianę nastrojów.

"Tusk dzielnie się sprawdził w trudnej walce z językiem angielskim. Usilniej zabiega też o kontakty z dyplomatami i parlamentarzystami. Wydaje się, że z (przewodniczącym Komisji Europejskiej Jean-Claude'em) Junckerem ustanowił rozsądne robocze relacje..." - wskazuje Broessler.

Zdaniem publicysty "największy znak zapytania, jeśli chodzi o przyszłość Tuska znajduje się jednak nie w Brukseli, lecz w Warszawie". "Dla prawicowego rządu w Polsce były liberalno-konserwatywny premier jest czymś w rodzaju wroga państwowego numer jeden. Jarosław Kaczyński widzi w Tusku kluczową postać domniemanego spisku mającego ukryć prawdziwe przyczyny katastrofy lotniczej, w której w rosyjskim Smoleńsku zginął jego brat Lech Kaczyński" - pisze Broessler.

Autor odnotowuje wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego z października 2015 roku. Szef PiS mówił: "My nie będziemy zabiegać o pozycję w Unii Europejskiej w tym sensie, żeby zajmować tam jakieś stanowiska. My będziemy zabiegać o polskie interesy". "Wydawało się, że Kaczyński wydał swój wyrok w sprawie brukselskiej kariery Tuska" - komentuje autor tę wypowiedź i akcentuje, że "bez wsparcia własnego kraju szanse Tuska na ponowny wybór zdawały się spaść do zera".

Z drugiej strony - kontynuuje Broessler - możliwe, że właśnie z uwagi na "nacjonalistyczne tony z Warszawy" wielu szefom rządów trudno byłoby poniechać liberała Tuska, "a tym samym proeuropejskiej części Polski".

Zdaniem autora, powołującego się na unijne źródła, "ludziom Kaczyńskiego nie pozwoli się na chowanie się za innymi rządami. To znaczy: jeśli z przyczyn wewnątrzpolitycznych polskie kierownictwo chce zaprzepaścić szansę ponownego objęcia przez rodaka najwyższego stanowiska w UE, niech to powie otwarcie".

Broessler sądzi, że właśnie tego nie chce jednak, jak się wydaje, polska premier Beata Szydło. Autor przypomina, że niedawno premier powiedziała po rozmowie z Tuskiem, iż zawsze wartością jest piastowanie przez Polaka ważnego stanowiska w organizacji międzynarodowej. "Zabrzmiało to tak, jakby (Szydło) mogła sobie wyobrazić przedłużenie kadencji Tuska" - uważa publicysta "SZ".

Gdyby do tego doszło, Tusk pozostałby w Brukseli do grudnia 2019 roku "W 2020 roku w Polsce wybierany będzie prezydent. Tusk miałby wtedy czas" - pisze Broessler na zakończenie. 


(j.)