John Phelan został w środę odwołany ze stanowiska sekretarza marynarki wojennej USA. Decyzja zapadła nagle, w czasie gdy Pentagon zmaga się z chaosem kadrowym i napięciami na najwyższych szczeblach dowodzenia oraz, oczywiście, istotnymi wyzwaniami w Zatoce Perskiej - informują brytyjskie i amerykańskie media.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
O dymisji Johna Phelana poinformował rzecznik Departamentu Obrony Sean Parnell w krótkim oświadczeniu opublikowanym na platformie X. Nie podano jednak powodów tej decyzji. Według "Financial Times", odwołanie nastąpiło w atmosferze napięć pomiędzy Phelanem a szefem Pentagonu, Pete’em Hegsethem, dotyczących programu budowy okrętów oraz nominacji i awansów wojskowych.
Jak podaje CNN, szef Pentagonu miał być zirytowany bezpośrednią komunikacją Phelana z prezydentem Donaldem Trumpem, z pominięciem Hegsetha. Według "FT", dymisja wpisuje się w szerszy proces odsuwania od władzy urzędników uznawanych za przeciwników administracji Trumpa lub tych, którzy mają nieco inne wizje zarządzania armią niż sekretarz Departamentu Obrony.
W kwietniu Hegseth zwolnił najwyższego rangą oficera armii, gen. Randy’ego George’a, który sprzeciwiał się wysłaniu tysięcy żołnierzy na Bliski Wschód i przygotowaniom do ewentualnej operacji lądowej w Iranie.
Brytyjski "The Guardian" zauważa, że od objęcia urzędu w ubiegłym roku Hegseth zdymisjonował już kilku czołowych generałów, admirałów i innych dowódców.
Nowym sekretarzem marynarki wojennej ma zostać dotychczasowy podsekretarz Hung Cao. Zmiana następuje w trakcie jednej z najważniejszych operacji amerykańskiej marynarki od dekad - blokady cieśniny Ormuz oraz potencjalnej eskalacji konfliktu z Iranem. W regionie stacjonuje obecnie 21 amerykańskich okrętów wojennych, a siedem kolejnych jest w drodze na Bliski Wschód. Ponad tuzin jednostek bierze udział w blokadzie irańskich portów.
CNN przypomina, że John Phelan jest biznesmenem bez wcześniejszego doświadczenia wojskowego. Na stanowisko sekretarza marynarki wojennej został powołany w 2025 roku, a więc już za czasów aktualnej administracji Białego Domu.



