Niemiecka para narciarzy, która podjęła się ekstremalnego wyzwania – przeprawy przez zamarzniętą Zatokę Botnicką – cudem uniknęła tragedii, gdy w nocy pod ich namiotem pękł lód. Dzięki błyskawicznej reakcji służb ratunkowych i własnej pomysłowości, turyści zostali odnalezieni i ewakuowani w ostatniej chwili.

Zatoka Botnicka, północny kraniec Morza Bałtyckiego, każdego roku przyciąga śmiałków z całego świata. Przez sześć miesięcy w roku jej powierzchnia zamienia się w lodową pustynię, która kusi miłośników sportów zimowych i ekstremalnych wypraw. Jednak nawet najlepiej przygotowani podróżnicy muszą liczyć się z nieprzewidywalnością natury - o czym boleśnie przekonała się para doświadczonych niemieckich narciarzy.

166 kilometrów przez lodową pustynię

Dwójka turystów z Niemiec - kobieta i mężczyzna, określani przez fińskie media jako "bardzo doświadczeni i świetnie przygotowani" - postanowiła pokonać na nartach trasę o długości aż 166 kilometrów. Ich celem było przejście z fińskiego Oulu do szwedzkiego Luleå, przemierzając zamarzniętą Zatokę Botnicką. Jak podkreśla fińska agencja MTV News, para wyruszyła z pełnym ekwipunkiem.

Narciarze rozbili namiot na pozornie solidnej tafli lodu. Jednak w środku nocy pod ich obozem lód zaczął pękać i rozsuwać się na kawałki. W jednej chwili niemal cały ich sprzęt wpadł do lodowatej wody.

Para zdołała wydostać się na większą, stabilniejszą krę, która jednak zaczęła dryfować po zatoce, oddalając się od stałego lądu.

Sygnał SOS

Nie tracąc zimnej krwi, niemieccy turyści natychmiast uruchomili radiową boję alarmową, wysyłając sygnał SOS do służb ratunkowych w Finlandii i Szwecji. Dodatkowo, z lodowych kawałków ułożyli wielki napis "SOS", by ułatwić lokalizację z powietrza. Akcja ratunkowa ruszyła błyskawicznie - w poszukiwania zaangażowano samoloty zarówno z Finlandii, jak i Szwecji.

Według informacji przekazanych przez fińską Straż Przybrzeżną, sygnał alarmowy został odebrany o godzinie 6:30 rano. Po kilku godzinach intensywnych poszukiwań, około 11:40 ratownicy zlokalizowali i ewakuowali parę z dryfującej kry. Narciarze byli wyziębieni i przemoczeni, ale - jak podkreślają służby - w zaskakująco dobrym stanie jak na tak ekstremalne okoliczności.