Gdyby wybory parlamentarne odbyły się w najbliższą niedzielę, Koalicja Obywatelska mogłaby świętować zwycięstwo – wynika z najnowszej prognozy parlamentarnej przygotowanej przez Onet. Jednak radość Donalda Tuska i jego drużyny byłaby umiarkowana, bo do samodzielnej większości w Sejmie zabrakłoby aż 26 mandatów. W praktyce oznacza to polityczny pat i konieczność szukania trudnych kompromisów.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

KO się umacnia, PiS spada

Według wyliczeń, Koalicja Obywatelska uzyskałaby poparcie 33,1 procent wyborców, co oznacza wzrost o 2,4 punktu procentowego w stosunku do wyborów z 2023 roku. Daje to KO wyraźną, prawie 7-punktową przewagę nad Prawem i Sprawiedliwością, które obecnie może liczyć na 26,3 procent głosów. To jednak spadek aż o 9,1 punktu procentowego względem ostatnich wyborów.

Konfederacje języczkiem uwagi

Na trzecim miejscu plasuje się Konfederacja z wynikiem 13 procent - to wzrost poparcia o blisko 6 punktów procentowych. Tuż za nią znalazła się Konfederacja Korony Polskiej, która zdobyłaby 8,7 procent głosów i wprowadziła do Sejmu 40 posłów. Warto zauważyć, że w wyborach w 2023 r. Grzegorz Braun i jego zwolennicy startowali do Sejmu w ramach Konfederacji.

Ostatnią formacją, która przekroczyłaby próg wyborczy, jest Lewica z poparciem 6,4 procent - to spadek o ponad 2 punkty w stosunku do poprzedniego wyniku, gdy startowała wspólnie z Partią Razem.

Poza Sejmem znalazłyby się Partia Razem (3,7 proc.), PSL (2,8 proc.) oraz Polska 2050 (2,3 proc.). To oznacza, że scena polityczna w Sejmie zostałaby mocno zdominowana przez ugrupowania prawicowe i skrajnie prawicowe.

Problemy z większością rządową

Podział mandatów wg tej prognozy: 

  • Koalicja Obywatelska - 188,
  • PiS - 153,
  • Konfederacja - 62, 
  • Konfederacja Korony Polskiej - 40
  • Lewica - 17.

Łącznie obecna koalicja rządowa miałaby 205 mandatów, czyli o 26 za mało, by samodzielnie rządzić. Pozostałe 255 miejsc przypadłoby partiom prawicowym, jednak i one nie byłyby w stanie stworzyć większości bez wzajemnej współpracy.

Wszystko przez polityczne podziały. Przemysław Czarnek, typowany przez PiS na premiera, stanowczo wykluczył jakąkolwiek współpracę z Grzegorzem Braunem i jego ugrupowaniem, które wprowadziłoby do Sejmu 40 posłów. Bez tego wsparcia utworzenie większości rządowej przez prawicę byłoby niemożliwe.