Dwie osoby odniosły obrażenia podczas wtorkowej gonitwy z bykami w ramach obchodów święta Sanfermines w Pampelunie na północy Hiszpanii. Był to dotychczas najszybszy wyścig tegorocznego festiwalu - trwał nieco ponad dwie minuty.

Tym razem żaden z uczestników imprezy nie został wzięty na rogi - powiadomiły służby medyczne. 

Zastępca dyrektora regionalnego szpitala Tomas Belzunegui poinformował, że jeden z mężczyzn złamał nogę w kostce i pozostanie w szpitalu, natomiast drugi, który uderzył głową o ziemię, powinien niedługo zostać wypisany. 

Od początku festiwalu w niedzielę byki ugodziły rogami dwóch Amerykanów i Hiszpana. Jeden z nich został zaatakowany podczas próby zrobienia sobie zdjęcia ze zwierzęciem. 

Zgodnie ze zwyczajem trasa biegu kończy się dla byków na arenie. Po południu zwierzęta biorą udział w pojedynkach z matadorami, gdzie są pojedynczo zabijane. 

Co roku w lipcu w Pampelunie odbywa się osiem gonitw byków. Ogółem od 1910 roku w biegach tych zginęło co najmniej 16 osób, w tym ostatnio w 2009 roku.

Obchody święta Sanfermines rozpoczęły się w niedzielę i potrwają do najbliższej soboty, kiedy odbędzie się ostatnia gonitwa z bykami. Tradycja fiesty ku czci św. Fermina, jednego z patronów Nawarry - prowincji, gdzie znajduje się Pampeluna - sięga XVI wieku. Organizowane z tej okazji uroczystości i zabawy rozsławił Ernest Hemingway w powieści "Słońce też wschodzi". 

Gonitwy z bykami w Pampelunie wywołują protesty obrońców praw zwierząt, wskazujących, że zdezorientowane i narażone na stres byki są zmuszane do biegu wśród poszturchujących ich ludzi wąskimi uliczkami, a następnie giną w walce z matadorem. Krytycy wskazują ponadto na odnotowane w minionych latach podczas Sanfermines liczne napaści na tle seksualnym na kobiety.

Opracowanie: