Na jednej z niewielkich wysp Pacyfiku, w atolu Enewetak na Wyspach Marshalla, od dziesięcioleci spoczywa radioaktywny „grobowiec” – Runit Dome. Zbudowany przez amerykańskie wojsko po serii testów nuklearnych, dziś staje się symbolem narastającego zagrożenia ekologicznego. Eksperci ostrzegają: pęknięcia w betonowej kopule i podnoszący się poziom mórz mogą wkrótce doprowadzić do potężnej katastrofy ekologicznej, której skutki odczuje cały region Pacyfiku.
- Na Wyspach Marshalla znajduje się Runit Dome, czyli betonowa kopuła, pod którą składowane są radioaktywne odpady po amerykańskich testach nuklearnych z czasów zimnej wojny.
- Kopuła ta miała być rozwiązaniem tymczasowym, ale stoi tam już prawie 50 lat.
- W 2018 roku zauważono pęknięcia w kopule, a badania wykazały obecność radioaktywnych izotopów w glebie poza kopułą.
- Naukowcy ostrzegają, że jeśli zalegające tam radioaktywne odpady przedostaną się do wód Pacyfiku, będziemy mieli do czynienia z potężną katastrofą ekologiczną.
- Więcej ciekawych treści z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
W samym środku błękitnych wód Pacyfiku, na niewielkiej wyspie Runit wchodzącej w skład atolu Enewetak, znajduje się jedno z najbardziej niepokojących dziedzictw zimnej wojny - Runit Dome, zwany również "grobowcem śmierci". To właśnie tutaj, w 1958 roku, amerykańska armia przeprowadziła potężny test nuklearny o kryptonimie "Cactus", pozostawiając po sobie krater o średnicy ponad 100 metrów. Wkrótce potem miejsce to stało się składowiskiem radioaktywnych odpadów.
Po zakończeniu 67 testów nuklearnych, amerykańskie wojsko musiało zmierzyć się z problemem: co zrobić z tonami skażonej gleby, gruzu i odpadów radioaktywnych. Rozwiązaniem okazało się zasypanie krateru na wyspie Runit i przykrycie go betonową kopułą. Tak powstał Runit Dome - konstrukcja o średnicy 115 metrów, pod którą spoczywa ponad 120 tysięcy ton materiałów skażonych plutonem i innymi izotopami.
Początkowo kopuła miała być rozwiązaniem tymczasowym. Jednak przez niemal pół wieku pozostawała jedyną barierą oddzielającą śmiertelnie niebezpieczne odpady od środowiska naturalnego. Dziś, w obliczu zmian klimatycznych i podnoszącego się poziomu mórz, ten "grobowiec" coraz częściej przypomina tykającą bombę ekologiczną.
Jak podaje ScienceAlert, już w 2018 roku chemiczka z Uniwersytetu Columbia, Ivana Nikolic-Hughes, podczas pobytu na wyspie zauważyła pierwsze poważne pęknięcia w strukturze kopuły. Jej badania wykazały podwyższone poziomy promieniowania oraz obecność pięciu groźnych izotopów promieniotwórczych w próbkach gleby pobranych poza obrębem kopuły.
Choć eksperci z Woods Hole Oceanographic Institute uspokajają, że obecnie wycieki są "stosunkowo niewielkie", nie ukrywają obaw o przyszłość. Dopóki pluton pozostaje pod kopułą, nie stanowi dużego zagrożenia dla Pacyfiku. Ale wszystko zależy od tego, jak podniesie się poziom morza i jak wpłyną na to sztormy oraz przypływy - mówi Ken Buesseler, specjalista ds. radioaktywności morskiej.


