"Nie sprzedam tego domu, nie chcę, by stał się swoistą atrakcją" - tak Natascha Kampusch tłumaczy, dlaczego nie sprzedała domu, w którym przez 8 lat była przetrzymywana przez swojego porywacza. 28-letnia kobieta przychodzi do budynku i go sprząta.

Natascha Kampusch /Daniel Bockwoldt DPA /PAP

W marcu 1998 roku 10-letnia wówczas Natascha została uprowadzona przez Wolfganga Priklopila. Mężczyzna przez 8 lat przetrzymywał ją w swojej willi na przedmieściach Wiednia. Wielokrotnie ją gwałcił. Dziewczynce udało się uciec w sierpniu 2006 roku. Jej porywacz popełnił wtedy samobójstwo. Okazało się, że mężczyzna zostawił Kampusch w spadku swój dom.

10 lat po odzyskaniu wolności Natascha Kampusch zdecydowała się pokazać budynek, w którym spędziła najgorsze lata swojego życia. Kobieta przyznaje, że nieustanne zainteresowanie ludzi jej historią to dla niej koszmar. Czy nie wystarcza im, że zostałam porwana? Cały czas chcą wszystko wiedzieć na mój temat. Nie mają sumienia - mówiła w rozmowie z programem Sunday Night.

Dlatego Kampusch nie chce sprzedać domu swojego oprawcy. Nie chcę, żeby ludzie odwiedzali go jak park rozrywki - tłumaczy. Przychodzenie tu nie jest dla mnie łatwe. Wywołuje pełno emocji - podkreśla kobieta.

Zanim Priklopil porwał Nataschę w marcu 1998 roku, długo planował to przestępstwo. Wciągnął dziewczynkę do samochodu, a potem umieścił w piwnicy o powierzchni 5 metrów kwadratowych. Ściany w pomieszczeniu miały grubość 50 cm. Drzwi do piwnicy ważyły 150 kg. Dlatego tak długo dziewczynce nie udawało się uciec. Policja przesłuchiwała nawet Priklopila w jego domu - ale nie zauważyła piwnicy.

10 lat po ucieczce kobieta przyznaje, że udało jej się przeżyć dzięki temu, iż wybaczyła swojemu porywaczowi. Cały czas wierzyła też, że odzyska wolność.

Ostatecznie Priklopil pozwolił Nataschy na zamieszkanie z nim w domu. Musiała spać w jego łóżku. Uczynił z niej niewolnicę, która miała dbać o dom. Zmuszał mnie do sprzątania, miał obsesję na tym punkcie - wspomina kobieta. Jak dodaje, porywacz wydzielał jej porcje jedzenia – np. dawał jej tylko marchewkę raz na dwa dni.

Miał dwie strony osobowości - jasną i ciemną. Może to była schizofrenia? - zastanawia się Kampusch. Przyznaje, że udawała, iż zakochała się w swoim prześladowcy. Dlatego ostatecznie zezwolił jej na wychodzenia do ogrodu. Właśnie w ten sposób udało jej się uciec. Mężczyzna, gdy zorientował się, co się stało, popełnił samobójstwo.

Normalny człowiek nie mógłby tego zrobić. Jestem pewna, że miał problemy ze sobą, ze swoją osobowością. W pewnym sensie też był ofiarą - ocenia teraz Kampusch.

10 lat po ucieczce kobieta wciąż wraca do miejsca swojego uwięzienia. Sprząta cały dom - poza piwnicą, w której była przetrzymywana.

Yahoo

(mpw)