"Jestem niemal pewien, że Królewiec zostałby zneutralizowany w ciągu pierwszych 24 godzin" - stwierdził były dowódca sił amerykańskich w Europie gen. Ben Hodges, zaznaczając, że NATO ma zdolności, by szybko "wyłączyć" tę rosyjską enklawę w razie konfliktu zbrojnego. Jak jego zdaniem mogłoby wyglądać takie uderzenie?
- Były dowódca sił USA w Europie, gen. Ben Hodges, uważa, że NATO mogłoby zneutralizować Królewiec w ciągu 24 godzin w razie konfliktu z Rosją.
- Jak jego zdaniem mogłoby wyglądać takie uderzenie? Szczegóły w poniższym artykule.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Początkiem lutego amerykański dziennik "Wall Street Journal" opisał grę wojenną, w której wzięło udział 16 byłych wysokich rangą urzędników z Niemiec i NATO, a także parlamentarzyści i eksperci ds. bezpieczeństwa. Zorganizowana została wspólnie przez dziennik "Die Welt" i Uniwersytet Bundeswehry z Hamburga.
Wynik symulacji jest bardzo ponury - Rosjanie w ciągu zaledwie kilku dni niewielkimi siłami opanowują strategiczny przyczółek na Litwie, a NATO reaguje paraliżem decyzyjnym.
Jednak w opinii gen. Bena Hodgesa, byłego dowódcy sił zbrojnych USA w Europie i jednego z najbardziej znanych amerykańskich wojskowych, fikcyjny scenariusz rosyjskiego ataku dostarczył "cennych lekcji". Amerykanin wyraził zaufanie do obrony północno-wschodniej flanki NATO, ale ostrzegł również, że państwa bałtyckie muszą być przygotowane na samotną walkę z Rosjanami przez kilka dni, zanim nadejdzie wsparcie.
Gdyby Rosja faktycznie zaatakowała przesmyk suwalski, wąski pas terytorium Polski wokół Suwałk i Augustowa, łączący Polskę z Litwą, Łotwą i Estonią, a jednocześnie oddzielający należący do Rosji obwód królewiecki od Białorusi, to - zdaniem Bena Hodgesa - NATO musiałoby szybko odzyskać inicjatywę.
Niekoniecznie tylko tam, gdzie doszłoby do ataku. Odstraszanie oznacza jasne danie Rosji do zrozumienia, że straci Królewiec - i to bardzo szybko. Muszą wiedzieć, że jesteśmy gotowi i zdolni to zrobić - powiedział w rozmowie z niemieckim dziennikiem "Die Welt".
Jestem niemal pewien, że Królewiec zostałby zneutralizowany w ciągu pierwszych 24 godzin. Inni dowódcy mówili to samo. Nie mam na myśli wejścia wojsk lądowych na ten obszar, ale raczej użycie środków kinetycznych i niekinetycznych do zneutralizowania Królewca jako ośrodka wojskowego Federacji Rosyjskiej - dodał.
Były dowódca amerykańskich sił zbrojnych w Europie wyraził przekonanie, że NATO bardzo dobrze wie, jakie siły i środki Rosja posiada na terenie obwodu królewieckiego. Mowa między innymi o systemach obrony powietrznej czy broni dalekiego zasięgu.
Nie wyobrażam sobie (w pierwszej kolejności) ataków kinetycznych, lecz raczej działania w cyberprzestrzeni i walkę elektroniczną, aby unieszkodliwić jak najwięcej systemów, w szczególności obronę powietrzną i broń dalekiego zasięgu. (...) Następnie mogę sobie wyobrazić użycie kinetycznych precyzyjnych środków dalekiego zasięgu - artylerii lub rakiet - przeciwko kluczowym obiektom w Królewcu - powiedział.
Według amerykańskiego wojskowego, regionalni sojusznicy, w tym państwa bałtyckie i Polska, mogłyby "wyrządzić znaczne szkody w Królewcu nawet bez pomocy ze strony Stanów Zjednoczonych".
Mogę sobie wyobrazić na przykład, że Polska natychmiast przyłączyłaby się do ataków na Królewiec. Są też inne miejsca, gdzie można wywrzeć presję na Rosję, takie jak Półwysep Kolski na dalekiej północy Rosji, w pobliżu Norwegii i Finlandii - zauważył.
Rozmówca "Die Welt" podał jednak w wątpliwość, czy Polska byłaby gotowa wysłać swoje wojska lądowe na Litwę w przypadku wybuchu prawdziwego konfliktu zbrojnego. Nie sądzę - nie dlatego, że boją się walki, ale dlatego, że zakładają, że jeśli Litwa zostanie zaatakowana, główne uderzenie zostanie skierowane na nich - na Polskę. Że inwazja na Litwę to dopiero początek czegoś większego - dodał.
Z tego też powodu - w jego opinii - amerykańscy i niemieccy żołnierze stacjonują na Litwie, by w razie konfliktu zbrojnego wesprzeć wojska sojusznicze walczące na przesmyku suwalskim.


