Napięcia w Kolumbii po ogłoszeniu wstępnych wyników pierwszej tury wyborów prezydenckich. Prawicowy kandydat Abelardo de la Espriella, który zdobył najwięcej głosów, apeluje do USA o międzynarodowy nadzór nad drugą turą. Tymczasem urzędujący prezydent Gustavo Petro oraz jego polityczny sojusznik Ivan Cepeda kwestionują legalność rezultatów, zarzucając nieprawidłowości w liczeniu głosów.

  • W pierwszej turze wyborów prezydenckich w Kolumbii, według wstępnych wyników, zwyciężył prawicowy kandydat Abelardo de la Espriella, zdobywając prawie 44 proc. głosów; jego rywalem w drugiej turze będzie Ivan Cepeda, protegowany obecnego lewicowego prezydenta Gustavo Petro.
  • Obóz lewicowy kwestionuje wstępne wyniki, zarzucając nieprawidłowości w liczeniu głosów, podczas gdy Alberto de la Espriella apeluje do USA o międzynarodowy nadzór nad drugą turą wyborów.
  • Ewentualne zwycięstwo prawicy oznaczałoby polityczny zwrot w prawo w Kolumbii i dołączenie kraju do grona państw Ameryki Łacińskiej rządzonych przez sojuszników Donalda Trumpa.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Według wstępnych wyników pierwszej tury wyborów prezydenckich, ogłoszonych w niedzielę wieczorem czasu lokalnego, Abelardo de la Espriella zdobył prawie 44 proc. głosów, a jego główny rywal Ivan Cepeda, protegowany obecnego prezydenta Kolumbii Gustavo Petro, uzyskał niespełna 41-procentowe poparcie. Oznacza to, że ci dwaj politycy zmierzą się 21 czerwca w drugiej turze wyborów prezydenckich.

"Jesteście parą bandytów"

"Pokonamy tyranię i absolutyzm! Przeszliśmy do drugiej tury dzięki ponad 10 milionom Kolumbijczyków" - napisał na platformie X Abelardo de la Espriella. Polityczny outsider, który sam siebie nazywa "tygrysem", zapowiada twardą rozprawę z przestępczością i nie kryje sympatii do prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa.

Tymczasem Gustavo Petro, pierwszy lewicowy prezydent Kolumbii, ogłosił, że nie uznaje wyniku wstępnego liczenia głosów i poczeka na oficjalne, zatwierdzone przez sądy wyniki. Podkreślił przy tym, że wstępne rezultaty nie mają mocy prawnej i zarzucił nieprawidłowości firmie odpowiedzialnej za te obliczenia.

Podobne oświadczenie wydał Ivan Cepeda, zapowiadając przy tym, że "bez żadnych wątpliwości" pokona swojego kontrkandydata w drugiej turze. Zarzucił swojemu przeciwnikowi ksenofobię, mizoginię i faszyzm, a gdy przemawiał, setki jego zwolenników skandowały: "Prawa - tak, prawica - nie!".

Abelardo de la Espriella w ostrych słowach skomentował wypowiedzi obozu władzy. Nie ważcie się obstawać przy nieuznawaniu wyników, bo naród powstanie i was ukarze. Jesteście parą bandytów, których wyślemy na emeryturę - powiedział, zwracając się do tłumu swoich zwolenników w mieście Barranquilla. Przemawiał z kuloodpornej klatki, by podkreślić swoje przesłanie w kwestii bezpieczeństwa.

Będziemy bronić demokracji rozsądkiem albo siłą - zapowiedział. Zwrócił się też z apelem "do Stanów Zjednoczonych i państw demokratycznych, aby czuwały nad drugą turą" wyborów prezydenckich.

Poparcie dla zwycięskiego kandydata zadeklarowali tymczasem przedstawiciele tradycyjnej prawicy, w tym senatorka Paloma Valencia, która w pierwszej turze znalazła się na trzecim miejscu, a także wpływowy były prezydent Alvaro Uribe. Gratulacje złożyli mu m.in. prawicowi przywódcy Ekwadoru Daniel Noboa i Argentyny Javier Milei.

Zwrot w prawo w kolejnym kraju Ameryki Łacińskiej?

Media zauważają, że ewentualne zwycięstwo przedstawiciela prawicy w drugiej turze wyborów prezydenckich oznaczałoby polityczny zwrot w prawo w kolejnym państwie Ameryki Łacińskiej. Kolumbia dołączyłaby do rosnącego grona krajów rządzonych przez prawicowych lub skrajnie prawicowych sojuszników Donalda Trumpa.

Wybory prezydenckie w Kolumbii odbywają się w czasie, gdy amerykańska administracja stara się powiększać swoje wpływy w Ameryce Łacińskiej. W ramach kampanii antynarkotykowej amerykańskie wojsko atakuje łodzie przemytnicze, m.in. na Morzu Karaibskim. Kolumbia jest największym producentem kokainy na świecie, a prezydent USA zarzucał swojemu kolumbijskiemu odpowiednikowi, że pomaga przemytnikom narkotyków.