Strona internetowa łączona z byłym szefem władz Hongkongu CY Leungiem oferuje nagrody pieniężne w wysokości nawet miliona dolarów hongkońskich za wskazanie sprawców niektórych czynów związanych z prodemokratycznymi protestami – podały we wtorek miejscowe media.

Na stronie wymieniono szereg incydentów, jakie miały miejsce w toku trwających do trzech miesięcy demonstracji, w tym ściągnięcie chińskiej flagi państwowej z masztu i wrzucenie jej do morza czy zbryzganie farbą chińskiego godła przed budynkiem biura centralnego rządu ludowego ChRL w Hongkongu.

W sumie na nagrody za przekazanie informacji, które doprowadzą do postawienia oskarżeń w tych sprawach, przewidziano 8 mln dolarów hongkońskich (ponad 4 mln zł). "Jesteśmy członkami różnych sektorów społecznych i mamy nadzieję, że w Hongkongu wkrótce będzie mógł znów zapanować spokój. Nagrody pochodzą w całości od społeczeństwa i będą w przyszłości zebrane poprzez crowdfunding" - napisano na stronie.

Adres strony - 803.hk - odnosi się do daty 3 sierpnia, gdy ktoś wrzucił chińską flagę do morza. Po tym incydencie CY Leung oferował milion HKD za przekazanie informacji, które pomogą organom ścigania ująć sprawcę. Strona została zarejestrowana 12 sierpnia i jest przypisana do osoby o nazwisku Leung Chun-ying, jak brzmi pełne nazwisko byłego szefa władz Hongkongu - wynika z danych w rejestrze domen internetowych.

Największe nagrody w wysokości miliona HKD dotyczą incydentów z flagą i godłem, ale mniejsze gratyfikacje przewidziano również w związku z wieloma innymi sprawami. Większość z nich to zdarzenia, za które odpowiedzialność przypisywana jest antyrządowym demonstrantom, takie jak wdarcie się do siedziby lokalnego parlamentu, zablokowanie lotniska, napaści na policjantów czy niszczenie radiowozów.

400 tys. dolarów hongkońskich zaoferowano jednak również za informacje dotyczące wydarzeń na stacji metra Yuen Long z 21 lipca, gdzie grupa ubranych na biało osobników zaatakowała podróżnych drewnianymi kijami i metalowymi prętami, raniąc 45 osób. Według świadków bito szczególnie osoby w czarnych strojach, które mogły wracać z antyrządowej manifestacji.

Masowe protesty w Hongkongu

W Hongkongu od 12 tygodni trwają masowe protesty, które regularnie przeradzają się w starcia z policją. Zaczęło się od sprzeciwu wobec zgłoszonego projektu nowelizacji prawa ekstradycyjnego, który przewiduje m.in. możliwość odsyłania podejrzanych do Chin kontynentalnych. Z czasem do postulatów doszło m.in. żądanie demokratycznych wyborów władz regionu.

Obecna szefowa administracji Hongkongu Carrie Lam potępiała radykalnych protestujących, ostrzegając, że spychają oni miasto "na skraj bardzo niebezpiecznej sytuacji". Lam wielokrotnie powtarzała również, że projekt nowelizacji prawa ekstradycyjnego "jest martwy", ale odmówiła wycofania go z parlamentu.

Opracowanie: