Funkcjonariusze Border Patrol, którzy zastrzelili w Minneapolis Alexa Prettiego, zostali wysłani na przymusowe urlopy - taką informację przekazała rzeczniczka Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego USA (DHS) Tricia McLaughlin. Według raportu DHS strzały oddało dwóch pracowników służby.

  • Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

Tricia McLaughlin, cytowana przez NBC News, nie podała tożsamości funkcjonariuszy Border Patrol (straży granicznej). Przedstawiciel resortu powiedział natomiast telewizji Fox News, że jest to standardowa procedura i nie powinna być postrzegana jako podejrzenie nieprawidłowego zachowania.

Przypomnijmy, że dowódca operacji służb imigracyjnych w Minnesocie Greg Bovino został odwołany we wtorek.

Bovino tuż po sobotniej strzelaninie mówił, że jego podwładni pozostali na służbie, choć sugerował, że zostali odesłani do pracy przy biurkach. Według DHS, nie była to prawda.

Raport ws. śmierci Prettiego

We wtorek do Kongresu wpłynął pierwszy raport Urzędu Celnego i Ochrony Granic (CBP) na temat incydentu, w którym potwierdzono, że strzały do zabitego przez Border Patrol Alexa Prettiego oddało dwóch funkcjonariuszy. Broń, z której strzelano, to służbowe pistolety typu Glock. W raporcie napisano, że Pretti "stawiał gwałtowny opór", a funkcjonariusze oddali strzały kilka sekund po tym, gdy jeden z nich krzyknął, że mężczyzna ma broń. Materiały wideo wskazują jednak, że Pretti został zabity już po tym, gdy funkcjonariusze zabrali mu pistolet schowany za paskiem.

W środę DHS wycofało się z sobotnich słów swojej szefowej, Kristi Noem, która tuż po strzelaninie określiła ofiarę mianem terrorysty, usiłującego zabić funkcjonariuszy.

"Początkowe oświadczenie opierało się na raportach CBP z bardzo chaotycznej sytuacji na miejscu zdarzenia. Właśnie dlatego prowadzone jest dochodzenie, a DHS pozwoli, aby fakty kierowały śledztwem" - powiedział przedstawiciel ministerstwa.

We wtorek do ustąpienia Noem ze stanowiska w związku ze swoimi fałszywymi twierdzeniami wezwała dwójka senatorów partii rządzącej, Thom Tillis i Lis Murkowski. Prezydent USA Donald Trump jak dotąd bronił jej i zapewniał, że nadal ma do niej zaufanie.