Duńscy ratownicy morscy apelują do turystów o pilnowanie swoich nadmuchiwanych flamingów. Gubione zabawki wypływają na pełne morze i powodują kosztowne akcje ratunkowe, do których używane są helikoptery.

Duńscy ratownicy morscy apelują do turystów o pilnowanie swoich nadmuchiwanych flamingów. Gubione zabawki wypływają na pełne morze i powodują kosztowne akcje ratunkowe, do których używane są helikoptery.
Zdj. ilustracyjne /pexels.com /Pexels

"Prosimy o baczne obserwowanie swoich nadmuchiwanych zwierząt, a w przypadku ich wypłynięcia w morze, o zgłaszanie tego faktu służbom ratowniczym" - zaapelowało duńskie Centrum Ratownictwa Morskiego. Chodzi o to, by ratownicy mieli pewność, że na flamingu czy innym dmuchanym zwierzęciu nie ma człowieka, któremu trzeba pomóc.

Jak poinformowano, ostatnio przeprowadzono sześć niepotrzebnych akcji ratowniczych, do których wykorzystano helikoptery. Koszt każdej takiej operacji to dziesiątki tysięcy koron.

"Posiadamy prawdopodobnie największą i najdroższą w Danii kolekcję zabawek wodnych w kształcie zwierząt" - podkreśla ironicznie Klaus Thing Rasmussen z duńskiego Centrum Ratownictwa Morskiego. "Każdy plastikowy flaming czy krokodyl z naszej kolekcji stanowi dowód, że przeprowadzona została akcja ratownicza, także z użyciem helikoptera" - dodaje.