56-letni Andy Burnham, wieloletni burmistrz Wielkiego Manchesteru i jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci brytyjskiej Partii Pracy, jest wskazywany jako najpoważniejszy kandydat do objęcia stanowiska premiera po zapowiedzianym odejściu Keira Starmera. Polityk od lat buduje swój wizerunek jako reprezentant mieszkańców regionów pozostających poza londyńskim centrum władzy i głos tych, którzy czują się pomijani przez polityczne elity.

  • Andy Burnham jest uznawany za faworyta do przejęcia stanowiska premiera Wielkiej Brytanii po Keirze Starmerze. 
  • Popularność w Wielkiej Brytanii przyniosła mu funkcja burmistrza Wielkiego Manchesteru oraz spór z rządem Borisa Johnsona w trakcie pandemii Covid-19.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Andy Burnham jest wymieniany jako najpoważniejszy kandydat do objęcia stanowiska premiera Wielkiej Brytanii po Keirze Starmerze. Przez lata budował swoją pozycję z dala od londyńskich elit, przekonując, że polityka powinna bardziej wsłuchiwać się w głos mieszkańców regionów pomijanych przez Westminster.

Sam uważa, że przełomowym momentem w jego życiu był kwiecień 2009 roku. Wówczas, jako minister w rządzie Gordona Browna, uczestniczył w obchodach 20. rocznicy tragedii na Hillsborough, w której w 1989 roku zginęło 97 kibiców Liverpoolu.

Kiedy Burnham wyszedł na murawę stadionu Anfield, by złożyć kondolencje i wygłosić okolicznościowe przemówienie, został wygwizdany i zagłuszony przez tysiące kibiców domagających się sprawiedliwości dla ofiar katastrofy (przez lata kolejne brytyjskie rządy odrzucały bowiem postulaty przeprowadzenia pełnego publicznego śledztwa).

Nagrania z tamtego dnia pokazują wyraźnie poruszonego polityka. Urodzony w Aintree na przedmieściach Liverpoolu Burnham wysłuchał okrzyków, skinął głową i cicho powiedział: "OK".

Moja droga z dala od Westminsteru rozpoczęła się tego dnia na Anfield. To był punkt zwrotny w moim życiu. Straciłem serce do tego typu polityki - wspominał po latach.

Dziś, po deklaracji Keira Starmera, że zamierza ustąpić ze stanowiska po wyłonieniu następcy, 56-letni Burnham jest uznawany za faworyta do przejęcia przywództwa w Partii Pracy, a w konsekwencji także urzędu premiera.

Od serialu o bezrobociu do polityki

Burnham wychował się w Culcheth w hrabstwie Cheshire. Jego ojciec pracował jako inżynier w brytyjskiej sieci telekomunikacyjnej BT, matka była recepcjonistką w przychodni lekarskiej. Swoje dzieciństwo określa jako "fantastyczne".

Do zaangażowania politycznego skłonił go serial BBC "Boys from the Blackstuff", opowiadający o skutkach masowego bezrobocia w Liverpoolu. Miał 14 lat i właśnie wtedy zdecydował się wstąpić do Partii Pracy.

Dzięki bardzo dobrym wynikom w nauce dostał się na filologię angielską na Uniwersytecie Cambridge, gdzie poznał swoją przyszłą żonę, pochodzącą z Holandii Marie-France van Heel.

Po studiach przeprowadził się do Londynu. Pracował m.in. dla branżowych czasopism "Tank World" i "Passenger World Management", a następnie trafił do biura poselskiego Tessy Jowell. Później został doradcą ministra kultury Chrisa Smitha.

W 2001 roku zdobył mandat posła z okręgu Leigh w Wielkim Manchesterze (metropolitalne hrabstwo w północno-zachodniej Anglii, obejmujące miasto Manchester oraz otaczające je gminy i miasta tworzące jeden duży obszar miejski). W kolejnych latach zajmował coraz ważniejsze stanowiska w rządach Partii Pracy. Za czasów Tony'ego Blaira był ministrem niższego szczebla, później został sekretarzem skarbu, a w rządzie Gordona Browna kierował resortami kultury i zdrowia.

Dwie porażki i polityczny zwrot

W 2010 roku po raz pierwszy stanął do walki o przywództwo w Partii Pracy. Przekonywał wtedy do idei "socjalizmu opartego na aspiracjach", ale zajął dopiero czwarte miejsce. Wygrał Ed Miliband.

Pięć lat później spróbował ponownie, tym razem stawiając na bardziej centrowy program i podkreślając znaczenie biznesu dla gospodarki. Przekonywał wówczas, że przedsiębiorcy zasługują na taki sam szacunek i społeczne uznanie jak pielęgniarki. Ponownie jednak przegrał. Liderem partii został Jeremy Corbyn.

Co ciekawe, Burnham nie odwrócił się od nowego przywódcy. Przyjął stanowisko w gabinecie cieni jako rzecznik ds. spraw wewnętrznych i pozostał w jego zespole nawet wtedy, gdy wielu współpracowników Corbyna odchodziło po referendum brexitowym.

Burmistrz, który rzucił wyzwanie Londynowi

W 2017 roku Burnham zrezygnował z działalności na szczeblu krajowym i wystartował w wyborach na pierwszego burmistrza Wielkiego Manchesteru. Zwyciężył zdecydowanie, zdobywając ponad 60 proc. głosów. Cztery lata później poprawił ten wynik.

Ogólnokrajową rozpoznawalność przyniosła mu pandemia Covid-19. Burnham wszedł w otwarty spór z rządem Borisa Johnsona o sposób traktowania północnej Anglii podczas kolejnych lockdownów. Wielu mieszkańców regionu uznało go wówczas za polityka, który skutecznie broni ich interesów przed decyzjami podejmowanymi w Londynie.

Podczas urzędowania przeprowadził również reformę transportu publicznego, przywracając autobusy pod kontrolę publiczną. Dzięki konsekwentnemu zabieganiu o interesy regionu zyskał przydomek "króla północy".

Największa nadzieja Partii Pracy?

Choć przeciwnicy zarzucają mu polityczną chwiejność i przypominają, że na przestrzeni lat prezentował bardzo różne poglądy, jego zwolennicy twierdzą, że potrafi słuchać wyborców i reagować na zmieniające się nastroje społeczne.

W Partii Pracy wielu działaczy uważa dziś, że to właśnie Burnham ma największe szanse odzyskać wyborców odpływających zarówno do Reform UK Nigela Farage'a, jak i do Partii Zielonych.

Sam zapowiada, że Wielka Brytania potrzebuje nowego otwarcia. Jeśli utrzyma obecną pozycję, polityk, którego karierę naznaczyły gwizdy na Anfield, może wkrótce stanąć na czele brytyjskiego rządu.