Łóżka na korytarzach, przepełnione sale, przepracowani lekarze, miesiące oczekiwania na przyjęcie, walka o każdą złotówkę – to trudna rzeczywistość oddziału psychiatrii dziecięcej szpitala im. J. Babińskiego w Łodzi. W tym momencie personel ma pod opieką 35 osób. Już raz oddział znalazł się na skraju upadku – udało się go uratować, ale sytuacja nadal jest krytyczna.

Oddział psychiatrii dziecięcej szpitala im. Babińskiego to jedyny oddział w województwie łódzkim, który przyjmuje wyłącznie dzieci miedzy 3 a 13 rokiem życia. W Centralnym Szpitalu Klinicznym w Łodzi, jak czytamy na stronie lecznicy "przyjmowani są pacjenci między 13. a 18. rokiem życia, obojga płci". Z kolei w Centrum Psychiatrycznym w Warcie takiego podziału nie na.

POSŁUCHAJ ROZMOWY PAWŁA BALINOWSKIEGO Z DR ALEKSANDRĄ LEWANDOWSKĄ

Pieniędzy, które trafiają do szpitali w zakresie psychiatrii dzieci i młodzieży nie dzieli również wiekowo NFZ. Kontrakty przyznawane są po prostu na opiekę nad pacjentami poniżej 18. roku życia - W zakresie psychiatrii dzieci i młodzieży zapewniamy opiekę na czterech oddziałach w trzech szpitalach w województwie łódzkim - podkreśla rzecznik łódzkiego NFZ Anna Leder. Szacujemy, że pieniądze przeznaczone na ten rodzaj leczenia wystarczają na 89 łóżek w regionie - zaznacza. Podział, w którym granicą przyjęcia jest 13. rok życia to rozwiązanie stosowane wyłącznie przez same szpitale, na które fundusz nie ma wpływu.

Do Łodzi na oddział w szpitalu im. Babińskiego  trafiają też pacjenci z innych regionów - Mamy bardzo często dzieci z Mazowsza, Wielkopolski, zdarzają się też pacjenci z Podlasia - opisuje w rozmowie z RMF FM ordynator dr Aleksandra Lewandowska. 

Pieniędzy nie było i nie ma

Jeśli chodzi o liczbę łóżek, opłacanych przez NFZ - ze szpitala oraz Narodowego Funduszu Zdrowia płyną sprzeczne informacje . Jak twierdzi Aleksandra Lewandowska, Fundusz płaci łódzkiemu szpitalowi za 22 łóżka na tym oddziale, tymczasem obecnie pacjentów jest 35. Jesteśmy przepełnieni, zazwyczaj jest to kilkanaście "dostawek". Dzieci leżące na korytarzach to nie jest mit, to rzeczywistość - mówi. 

Szpital im. Babińskiego ma podpisaną umowę z łódzkim oddziałem NFZ na dwa oddziały szpitalne w zakresie psychiatrii dzieci i młodzieży - jeden to 26 łóżek, a drugi, z którym kontrakt jest od 2018 roku 13 łóżek - odpowiada Anna Leder. Jak dodaje, fundusz już w listopadzie podjął decyzję o zwrocie kosztów wszystkich nadwykonań. Za 10 miesięcy funkcjonowania poradni i oddziałów zdrowia psychicznego dla dzieci i młodzieży NFZ zapłaci za wszystkie nadwykonania - deklaruje. To oznacza, że oddziały mogą liczyć na zwrot środków związanym z leczeniem wszystkich "nadprogramowych" pacjentów.

Niezależnie od tego faktem jest poważne niedofinansowanie i brak wolnych miejsc - problem coraz poważniejszy głównie dlatego, że dramatycznie rośnie liczba pacjentów przyjmowanych na oddział w trybie nagłym. To dzieci, które np. podejmują próby samobójcze - w przypadku zagrożenia życia nie ma możliwości odroczenia przyjęcia na oddział. W ten sposób "wypychani" z kolejki są ci pacjenci, którzy mieli zostać przyjęci planowo, zgodnie z zaleceniem lekarza.

Kolejki rosną, system niewydolny

W tej chwili czas oczekiwania na łóżko na łódzkim oddziale psychiatrii dziecięcej wynosi co najmniej 8 miesięcy. Jednak - w związku z koniecznością wspomnianych nagłych przyjęć - ten czas często się wydłuża, nawet o kilka kolejnych miesięcy. To skrajnie trudna sytuacja, żadne z dzieci, które według zaleceń lekarza powinny trafić na oddział, nie może czekać tak długo - każdy dzień zwłoki to kolejny krok ku coraz poważniejszej chorobie, której skutki mogą być śmiertelne.

Przy obecnym, niskim finansowaniu psychiatrii dziecięcej i potężnych brakach kadrowych zmniejszenie tych długich kolejek jest niemożliwe, mówi dr Aleksandra Lewandowska. Mało tego, z roku na rok okres oczekiwania na przyjęcie dziecka w trybie planowym wydłuża się - podkreśla.

Przyczyny takiego stanu rzeczy to nie tylko zła sytuacja na oddziałach psychiatrii dziecięcej. Ogromnym problemem jest zapaść całego publicznego systemu dbania o zdrowie psychiczne dzieci. Wynika to z niewystarczająco rozwiniętej opieki środowiskowej i ambulatoryjnej. Chcę podkreślić, że nie każde dziecko wymagało interwencji psychiatry. Gdyby na wcześniejszych poziomach to dziecko, ta rodzina otrzymała odpowiednią pomoc, to z większością naszych pacjentów w oddziale szpitalnym w ogóle nie musielibyśmy się spotkać - zaznacza dr Lewandowska.

Ludzi brak, problemy się mnożą

Do braku pieniędzy dochodzi również brak personelu. Jak informowaliśmy w RMF FM, w Polsce jest tylko 437 psychiatrów dziecięcych.

ZOBACZ: Psychiatria dziecięca na skraju wytrzymałości. Dramatyczne braki lekarzy

Cały czas psychiatrzy dziecięcy są poszukiwani, ale również psychologowie kliniczni, psychoterapeuci pracujący z dziećmi i rodzinami. Znalezienie ich graniczy z cudem, bo jest potężna dysproporcja między warunkami proponowanymi przez NFZ i rynek komercyjny. W warunkach systemu budżetowego trudno pozyskać do pracy nowe osoby - opisuje Aleksandra Lewandowska. Większość z tych, którzy pracują,  na co dzień zmaga się z natłokiem obowiązków, zbyt wieloma pacjentami i niską płacą. Wiele oddziałów takich jak łódzki działa tylko dzięki poświęceniu i ciężkiej pracy ludzi, którym zależy na pacjentach.

Pracownicy oddziału psychiatrii dziecięcej szpitala im. Babińskiego w Łodzi już raz stanęli nad przepaścią. Gdyby nie dyrekcja szpitala, której cudem udało się znaleźć dodatkowe pieniądze, najprawdopodobniej wszyscy straciliby pracę, a ich oddział zostały zamknięty kilka miesięcy temu. Ta groźba cały czas jest realna, bo zaciąganie kolejnych kredytów przez zadłużone szpitale nie rozwiąże problemu - potrzeba przede wszystkim zwiększenia finansowania i zmian systemowych.

Te zmiany, choć obiecane i zaprojektowane przez Ministerstwo Zdrowia wchodzą w życie w ślimaczym tempie. To jest nadal etap prac nad zmianami... de facto, jeśli chodzi o rzeczywistość nic się nie zmieniło. Nadal mamy trudną sytuację, która pogarsza się z miesiąca na miesiąc - podsumowuje dr Lewandowska.

Opracowanie: