Do tej pory policja zatrzymała trzy osoby, które mogą mieć związek z wczorajszym atakiem na 23-latka w Krakowie. Chłopak wykrwawił się na ulicy. Nadal na wolności przebywa ten, który zadał śmiertelny w skutkach cios maczetą. „Dla nas najważniejsze jest zatrzymanie tego, który to zrobił” – powiedział w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Bogdanem Zalewskim inspektor Dariusz Nowak. Rzecznik małopolskiej policji nie chciał ujawnić roli trzech zatrzymanych dziś mężczyzn, ani tego czy policja dotarła do świadków zbrodni. Przyznał jednak, że 23-latek nie był przypadkową ofiarą. „To było zaplanowane. To były porachunki, dawne animozje między dwoma grupami, oni czekali na tego chłopaka” – przyznał Nowak w rozmowie z RMF FM.

Posłuchaj rozmowy z inspektorem Dariuszem Nowakiem

Bogdan Zalewski: Wczoraj 23-latek wykrwawił się na śmierć po tym jak bandyci niemal odcięli mu rękę ostrym narzędziem w Krakowie. Ile osób zostało zatrzymanych?

Inspektor Dariusz Nowak, rzecznik małopolskiej policji: W tej chwili są zatrzymane dokładnie trzy osoby, tylko proszę wziąć pod uwagę to, że naszym zadaniem jest oczywiście zatrzymanie tego bandyty, czy bandytów, ale także zabranie dowodów. Bez dowodów potem w prokuraturze czy w sądzie ta sprawa się po prostu nie utrzyma.

A panie inspektorze, może pan powiedzieć jaką role oni mogli odegrać w tej zbrodni?

Nie chcemy mówić dlatego, że dla nas najważniejsze jest zatrzymanie tego, który to zrobił, więc oczywiście o ich roli nie powiemy przynajmniej w tej chwili. Jeżeli już sprawa znajdzie finał, to znaczy znajdzie w postaci zatrzymania, oczywiście o tym opowiemy.

Rozumiem, a może pan zdradzić inne szczegóły z tego śledztwa, dlaczego ten młody mężczyzna zginął? Czy to był atak bez powodu, czy zemsta, jeśli tak - to czyja?

Nie, nie, absolutnie to nie było bez powodu. To było zaplanowane, to był rodzaj porachunków pomiędzy nim, a grupą. Gdzieś tam w tle rzeczywiście pojawia się ten aspekt kibicowania, ale on jest daleki. Tak naprawdę to jest grupa ludzi, która ma zadawnione jakieś animozje, rany, to wszystko dzieje się od wielu lat...

To była jakaś ustawka?

Nie, nie, to nie była ustawka. Oni po prostu czekali na tego chłopaka, wiedzieli, czy dowiedzieli się niedawno, gdzie on mieszka...

W grę mogły wchodzić narkotyki?

Bezpośrednio nie, tu nie mogę mówić o szczegółach. Bardziej idziemy jednak w kierunku zadawnionych ran, animozji, które pomiędzy tą grupą są. Oni po prostu nawzajem walczą ze sobą, tu trudno powiedzieć, czy chodzi o jakieś porachunki kryminalne, gdzieś one także się pojawiały...

Panie inspektorze, pan bardzo plastycznie opisuje to, co się wydarzyło w Krakowie. Czy dotarliście do jakiś nowych świadków, którzy widzieli krwawe sceny, które rozegrały się w okolicach Polany Żywieckiej?

Absolutnie nie mogę w tej chwili powiedzieć nic na ten temat. Bardzo bym chciał, natomiast po prostu nie mogę powiedzieć, bo wciąż jesteśmy podporządkowani jednemu celowi: zatrzymaniu tego, który to zrobił, rozbiciu tej grupy. Proszę wziąć pod uwagę, że oni nas po prostu słuchają, chcą się także dowiedzieć, jakie są postępy w śledztwie, więc oczywiście nie możemy im ułatwiać zadania.

Rozumiem, czyli już można powiedzieć tyle, że wiemy, kto to zrobił, tak?

Myślę, że po tych dwóch latach pracy nad tymi grupami mamy dobre rozpoznanie. Proszę zobaczyć, że we wszystkich tych sprawach, które wydarzyły się w Krakowie, my nie działamy na ślepo, wszystkie te sprawy zostały wykryte, co świadczy o tym, że to rozpoznanie jest rzeczywiście dobre.

No właśnie, jak wygląda prewencja? Jak wygląda rozbijanie takich bandyckich grup od środka?

To jest niezmiernie trudne, ja bym powiedział na dwóch poziomach. To jest poziom większy, w momencie, kiedy te grupy handlują chociażby narkotykami, można powiedzieć o grupach kilkudziesięcioosobowych, a nawet o pewnego rodzaju sitwie pomiędzy pseudokibicami z kilku miast - ale to jest w skali makro. Natomiast w skali mikro to są takie grupy, które wzajemnie ze sobą walczą, grupy bardzo niewielkie, 4, 6-osobowe.

Jak oni się komunikują? Przez internet, przez telefony?

W różny sposób. To są oczywiście telefony komórkowe, tylko proszę wziąć także pod uwagę, że jeżeli jest grupa 4, 6-osobowa, to są w niej bardzo silne więzi, takie emocjonalne. To są często bracia, to są koledzy z jednej klatki schodowej.

To jest rodzina mafijna? Tak można powiedzieć?

Tak i na pewno rozbijanie takich małych grup jest niezmiernie trudne, natomiast nie niemożliwe. Tylko na to potrzeba oczywiście czasu, trzeba znaleźć odpowiednie środki, żeby do tych ludzi dotrzeć. To wszystko trwa.

Panie inspektorze, maczeta w rękach bandytów przeraża, szokują noże, szokują nunczaka, czyli te pałki połączone łańcuchami, siekiery, co to za moda?

Ma pan racje, tak jak pan powiedział to ma przerażać, naszym zdaniem też właśnie o to chodzi, żeby wzbudzić obawę, przerażenie na swoich wrogach, żeby oni się po prostu bali, ona (maczeta - red.) ma taki charakter, bardzo wizualny, wymierny. Myślę, że ten pomysł został przywieziony gdzieś rodem z Ameryki Południowej, gdzie tam właśnie kartele używają tego rodzaju narzędzi...

Pan mówi "przywieziona", czy tutaj mogą być jakieś związki właśnie z kartelami narkotykowymi?

Ja myślę o samym pomyślę, oczywiście tu powiązań nie ma, chociaż ma pan rzeczywiście też rację, że w przeszłości takie powiązania również narkotykowe były, więc nie można wykluczyć, że i ten pomysł zrodził się jakoś bezpośrednio.

Panie inspektorze - tak na koniec, czy policja jest w ogóle w stanie opanować te miejską dżunglę, gdzie grasują takie dzikie hordy z maczetami?

Ja powtórzę, we wszystkich sprawach, które były w ostatnim czasie, wszędzie bandyci są zatrzymani, ustaleni, w zeszłym tygodniu zatrzymaliśmy 23 właśnie pseudokibiców, do dwóch takich ostatnich spraw w Krakowie. Teraz toczy się sprawa dotycząca zabójstwa 17-latka, na początku ubiegłego roku w Krakowie, czyli jak pan widzi, ten mechanizm działa. Natomiast wie pan, na czym polega problem? Problem polega w świadomości tych ludzi, bo jak my ich zatrzymujemy, przesłuchujemy to wielu z nich mówi: "Myśmy wybrali taką drogę i będziemy to robili" i pokonanie tego jest niezmiernie trudne, ani rozmowy, ani perswazję, ani wizja jakieś kary nie odstraszają...

I co jest jakaś mafijna omerta, jakaś zmowa milczenia?

Z regułą jest również i to, że w momencie, kiedy któraś ze stron jest pokrzywdzona, nazwijmy to jest w szpitalu, ktoś bo został zraniony, on mówi, że nic się nie stało, że nie zna tych, którzy to zrobili, chociaż oczywiście jest inaczej, świetnie się znają od wielu lat, a nawet padają jakieś takie kuriozalne stwierdzenia, że po prostu się wywrócił w łazience, bo to jest dosłownie cytat z jednego z przesłuchań. Tak, rzeczywiście ma pan rację, że ta zmowa milczenia jest bardzo duża.

(j.)