Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu, który we wrześniu ubiegłego roku odesłał ciężko rannego ośmiolatka z Oleśnicy, złamał ustawę o Państwowym Ratownictwie Medycznym. To wniosek kontroli zakończonej w placówce przez Ministerstwo Zdrowia. Chłopiec trafił do innego szpitala, gdzie zmarł. To nie jedyne uwagi resortu.

5 minut spędzili lekarze Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu przy helikopterze Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, którym do placówki we wrześniu przyleciał ciężko ranny 8-latek z Oleśnicy. Chłopca po tej konsultacji odesłano do innego szpitala, gdzie zmarł. Maszyna stała na... czytaj więcej

Kontrola wykazała, że dziecko powinno trafić do szpitala dziecięcego. Tak się jednak nie stało. Chłopca przewieziono Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego przy ulicy Borowskiej. Placówka nie ma odpowiedniego oddziału dziecięcego, ale funkcjonuje w niej oddział intensywnej terapii. Po przyjęciu w szpitalu powinien zebrać zespół neurochirurgów potrzebny do przeprowadzenia operacji.

W wystąpieniu pokontrolnym urzędnicy podkreślają, że Szpitalny Oddział Ratunkowy nie może odmówić przyjęcia pacjenta będącego w stanie zagrożenia życia. Medycyna ratunkowa nie dzieli również pacjentów na dzieci i dorosłych.

Raport odnosi się również do informacji, które pojawiły się tuż po tragedii. Dyrekcja placówki tłumaczyła wówczas, że szpital w dniu wypadku nie pełnił ostrego dyżuru neurochirurgicznego. Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że SOR-y i centra urazowe powinny przyjmować pacjentów siedem dni w tygodniu przez 24 godziny na dobę.

Ministerstwo wezwało dyrekcję placówki do przestrzegania przepisów wynikających z ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym. Szpital ma przyjmować wszystkich pacjentów z nagłymi urazami. Ma to robić siedem dni w tygodniu. Jako Centrum Urazowe USK musi diagnozować i leczyć pacjentów. Dopiero po udzieleniu pomocy ratującej życie, pacjent może trafić na inny oddział lub do innej placówki. 

Potrąconego chłopca odesłano do szpitala wojskowego

Przypomnijmy, że do tragicznych zdarzeń doszło we wrześniu minionego roku w miejscowości Oleśnica na Dolnym Śląsku. Chłopiec prawdopodobnie wszedł na jezdnię w niedozwolonym miejscu podczas zabawy. Potrącił go ford focus, prowadzony przez 37-letnią wrocławiankę. Kilka sekund później chłopiec został potrącony przez kolejny pojazd jadący z naprzeciwka - forda mondeo, którym kierowała 33-letnia mieszkanka Oleśnicy. Jak mówiła rzeczniczka Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, po transporcie chłopca z miejsca wypadku do szpitala, Uniwersytecki Szpital Kliniczny przy ul. Borowskiej odmówił udzielenia dziecku pomocy. Lekarze odesłali 8-latka do szpitala wojskowego przy ul. Weigla, gdzie trafił po blisko 20 minutach. Nie udało się go uratować. 

(mal)