Zofia Romaszewska przyznała w Porannej rozmowie w RMF FM, że pójdzie 11 listopada na marsz biało-czerwony. Odnosząc się do marszu narodowców wyraziła nadzieję, że „oni są jednak Polakami, a nie nie wiadomo czym”. Zapytana przez Roberta Mazurka, jak ocenia decyzję prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz o odwołaniu marszu, stwierdziła: Uważam, że to było słuszne”. „Robienie awantur w środku Warszawy w 100-lecie odzyskania niepodległości jest po prostu szaleństwem, którego należało zakazać” - mówiła doradczyni Andrzeja Dudy.

Zofia Romaszewska: Decyzja Hanny Gronkiewicz-Waltz o odwołaniu marszu była słuszna /Karolina Bereza /RMF FM

Warto żyć w Polsce - przekonywała w rozmowie Zofia Romaszewska. Poproszona o wskazanie powodów, dla których warto żyć nad Wisłą, odparła: "To jest trudne pytanie". Po czym zwróciła się do młodych Polaków, aby byli odważni, żeby mieli własne zdanie i krytycznie przyglądali się rzeczywistości i ją naprawiali.

Posłuchaj rozmowy Roberta Mazurka z Zofią Romaszewską

Robert Mazurek, RMF FM: Pójdzie pani na marsz biało-czerwony razem z prezydentem?

Zofia Romaszewska: Tak.

To będzie pani pierwszy taki marsz.

W ogóle? Nie. Kiedyś byłam na jakimś marszu.

Kiedyś pani maszerowała zapewne. Nie na Marszu Niepodległości, jak mniemam.

Nie, na poprzednich nie bywałam.

Nie boi się pani, że teraz wszystko, co się tam wydarzy - narodowcy jednocześnie też chcą iść - pójdzie na karb prezydenta? Że to on bierze odpowiedzialność za wszystko, co się tam stanie?

Mam nadzieję, że się nic szczególnego nie stanie. Marsz narodowców wychodzi o drugiej.

Właśnie nie, podobno oni mówią, że oni się tylko zgromadzą o drugiej, a wyjdą sobie normalnie o trzeciej. To co? To ich przegonią?

Nie, myślę, że wtedy ich nie przegonią. Wyjmą z nich to coś, co nie jest sztandarem. Biało-czerwone sztandary - mogą narodowcy też pod takimi sztandarami iść, ale nie pod swoimi hasłami. Nie pod swoimi znakami runicznymi, swastykami i innymi rzeczami.

Ale oni twierdzą, że ukradliście im ich marsz!

Nie ma czegoś takiego. To już po prostu sposób manifestowania w naszym kraju... Jest to stulecie odzyskania niepodległości, jest to specjalny dzień. Nikt nikomu niczego nie ukradł tylko po prostu wszyscy powinniśmy pójść razem i koniec. Mam nadzieję, że oni są Polakami jednak, a nie nie wiadomo czym.

A co by im pani powiedziała? Oni mówią: my i tak pójdziemy. Wy, jak chcecie się dołączyć - prezydent, premier - to możecie ewentualnie do nas.

Powiedziałabym, że to jest nowy pomysł na narodowość. Narodowcy-anarchiści - takiego czegoś jeszcze nie było. To jest nowość historyczna.

Ale jak chciałaby ich pani przekonać do tego, żeby jednak może pójść razem, a niekoniecznie się wziąć za łby?

To się samo w sobie stanie po prostu.

Myśli pani, że...

Tak, oczywiście. Wszystkie ich inne hasła po prostu zostaną zabrane i już.

Wie pani, że wystarczy pięciu niespełna rozumu prowokatorów - co na kilkudziesięciotysięczny tłum jest raczej bardziej niż pewne?

No tak, ale również jest spora grupa policji, rozumiem, że jest również wojsko. Nie sądzę, żeby to był problem szalony.

A jak pani przyjęła decyzję Hanny Gronkiewicz-Waltz, która zakazała tego marszu i teraz - mimo decyzji sądu - twierdzi, że się będzie odwoływać, żeby nadal utrzymać zakaz tego marszu narodowców?

Uważam za słuszne. Uważam, że to...

Miller: Decyzja Gronkiewicz-Waltz prawdopodobnie zostanie obalona przez sąd

„Nie pójdę (na Marsz Państwowy 11 listopada), dlatego że nawet jeżeli pan prezydent Duda i pan premier Morawiecki staną na czele tego marszu, to przecież wiadomo, kto będzie za ich plecami” - mówi w Porannej rozmowie w RMF FM były premier Leszek Miller. „Chodzi o tych, którzy ten marsz od dawna... czytaj więcej

Naprawdę? Nawet Leszek Miller uważa, że to skandaliczna decyzja, że każdy ma prawo demonstrować.

Ja uważam, że robienie awantur w środku Warszawy w stulecie odzyskania niepodległości jest po prostu szaleństwem, którego należało zakazać, tak jak zakazał w swoim czasie marszu, którego... Nie mam nic przeciwko temu, nic przeciwko marszom bym nie miała, gdyby nie to, że wiadomo, że będzie awantura. W ramach awantury nie należy takich rzeczy robić.

W ramach awantury nie, ale czy jak nie mam prawa np. jako obywatel manifestować swoich poglądów - czy to narodowych, czy ultrasocjalistycznych, jakichkolwiek?

No to będą mieli okazję to zamanifestować, tyle że zamanifestować, że są Polakami. To mają manifestować 11 listopada. I że bardzo razem kochamy ten sam kraj - tylko każdy inaczej. Jeden chce, żeby tak był rządzony, inni inaczej. Nie wyrażamy swoich poglądów - ani partyjnych, ani żadnych innych - koniec kropka. Chcemy, żeby to była Polska i już.

W naszym studiu jest Zofia Romaszewska - nie tylko doradca prezydenta, ale Dama Orderu Orła Białego. Wnuczka Ksawerego Praussa - pani dziadek był ministrem w pierwszym rządzie niepodległej RP, w rządzie Moraczewskiego. Był ministrem - to się wtedy bardzo pięknie nazywało - wyznań religijnych i oświecenia publicznego. Ta tradycja jest w pani domu żywa?

Tak, był ważnym dziadkiem. On bardzo wcześnie umarł - w 1925 roku, jeszcze przed wypadkami majowymi.

Ale pani babcia, która była wtedy posłanką na Sejm z listy PPS-u żyła dłużej i poparła Piłsudskiego.

I poparła Piłsudskiego. Na końcu poparła Piłsudskiego. Wzięła udział w rozłamie PPS-u na tę frakcję popierającą Piłsudskiego i tę drugą. I zawsze właśnie pan Ludwik Cohn z Komitetu Obrony Robotników mówił mi, że "pańska babcia błąd popełniła". Ja sobie myślę, że popełnia się błąd jak się robi rozłamy. I to było hasło absolutnie nad moim życiem, nad życiem mojego męża Zbyszka. To było bardzo ważne, że żadnych rozłamów się nie robi.

Czyli nie popełniamy błędu babci Zofii Praussowej.

Tak jest.

Babcia była później w AK.

Babcia nawet nie zdążyła być w AK, bo ją zaaresztowali z listy rządowej, od razu poszła na Pawiak, a potem zginęła w Oświęcimiu, czyli Auschwitz, jak teraz się mówi.

Pani mama, Ewa Płoska, była już żołnierzem Kedywu, prawda? Tak samo zresztą jak ojciec oficerem Armii Krajowej. To jest taka tradycja, o której można powiedzieć tak: to jest patriotyczna tradycja ludzi, którzy nadstawiali głowę.

Tak, to jest właśnie taka część od nadstawiania głowy. Bo część jest od nadstawiania głowy, a część jest od konsumowania po nadstawieniu głowy i krytykowania tych, co nadstawili głowę.

A to wy jesteście w której części?

W tej, co nadstawiają. Niestety. Muszę powiedzieć - słowo niestety używam prawidłowo. Teraz już jest lepiej z mojego punktu widzenia staruszki. Jestem w daleko lepszej sytuacji.

Proszę mi powiedzieć, chce wrócić do tej tradycji sprzed stu lat, której rzecz jasna nie może pani pamiętać. Czy to w domu było jakoś przekazywane? Pani się wychowywała w latach dość marnych na kultywowanie takich tradycji, w latach pięćdziesiątych. Co tu gadać, nie szczycono się pewnie takimi dziadkami w szkole.

Ja się głównie wychowałam jednak na tradycji powstańczej. Uważałam, że szczęście miała moja mama, mój ojciec. Ojciec nie opowiadał, więc mniej było wiadomo, natomiast mama bardzo dużo opowiadała o powstaniu. Uważałam, że oni mieli wielkie szczęście, że mieli fantastyczne powstanie. Jak się ma tyle lat ile ja miałam wtedy, to tak jakoś głupio się uważa, że nic nie szkodzi, że umierali, że to w ogóle nie problem... Byłam tym zafascynowana. Uważałam, że nie mam szczęścia że nie ma powstania. A teraz wiem że miałam wielkie szczęście.

Pani Zofio, mam prośbę na poły osobistą. Mam córkę - piętnastoletnią Zosię. Niech pani Zofia powie takiej Zosi i tym innym Zosiom, dzisiaj niemal w przeddzień stulecia odzyskania niepodległości - czym jest Polska i dlaczego warto w niej żyć. To taki czas, że można takie pytania zadawać.

To jest trudne pytanie. To jest dla mnie po prostu oczywiste, że warto żyć w Polsce, to jest dla mnie bardzo ważne. Moja córka np. była w USA, ale wróciła do Polski.

To co pani powie takie piętnastolatce?

Po pierwsze powiedziałabym, żeby była odważna, żeby miała własne zdanie, żeby krytycznie przyglądała się rzeczywistości i żeby ją naprawiała. 


(ł, mc, mn)