Policja i prokuratura wyjaśniają przyczyny wtorkowego pożaru hali na terenie stoczni Nauta w Gdańsku. Spłonął obiekt, w którym trzymane były między innymi farby i lakiery. Strażacy przez kilka godzin walczyli z ogniem. Trwają oględziny z udziałem biegłego z zakresu pożarnictwa. Niewykluczone, że obiekt trzeba będzie rozebrać.

Pożar stoczni w Gdańsku / Adam Warżawa /PAP

Stocznia była najemcą hali, która jest administrowana przez spółkę Synergia. Wyjaśniono, że w budynku było magazynowane wyposażenie niezbędne do bieżących prac Zakładu Nowych Budów Stoczni Remontowej Nauta.

Z informacji przekazanych przez przedsiębiorstwo wynika, że pożar został zgłoszony o godzinie 12:15. W gaszeniu ognia brało udział aż 20 zastępów strażaków. Sprzyjał im deszcz, który tego dnia padał w Gdańsku momentami dosyć intensywnie.

Jak informował rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Gdańsku Łukasz Płusa, pożar zniszczył halę i wszystko, co się w niej znajdowało, w tym farby i inne chemikalia. Magazyn przy ul. Niterów miał wielkość około 20 na 40 metrów, a jego wysokość wynosiła 12-15 metrów.

Płonące farby i inne chemikalia spowodowały, że pożarowi towarzyszył gęsty, czarny, gryzący dym, który w szybkim tempie rozprzestrzeniał się z terenów stoczniowych na centrum miasta.

Stocznia Nauta należy do grupy MARS Shipyards & Offshore. Zakład zajmuje się budową nowych statków i standardowymi remontami jednostek, ale też skomplikowanymi przebudowami, wyposaża też statki obsługujące sektor offshore.

Prokuratura będzie wszczynać śledztwo w tej sprawie, prowadzone ma być ono w kierunku sprowadzania zdarzenie, zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób lub mieniu w wielkich rozmiarach.

(mch)