Świeże, ale też wędzone i marynowane. Różne rodzaje ryb można znaleźć w samym środku stolicy. Na placu Powstańców Warszawy odbył się tam pierwszy Targ Rybny. Na kilkunastu stołach znalazły się także owoce morza czy kremy ze ślimaków. Targ będzie się tam odbywał co piątek, od 12 do 20.

Targ będzie odbywał się co piątek od godz. 12 do 20 /Romuald Kłosowski /RMF FM

Na pierwszym Targu Rybnym w Warszawie nie zabrakło amatorów rybnych dań, ale klienci przyznawali, że ceny dobrze przyrządzonych potraw nie są na każdą kieszeń. Handlarze odpowiadali, że wędzą ryby według oryginalnej receptury, na drzewie olchowym, a nie w zamkniętych wędzarniach, gdzie ryba nabiera tylko koloru, a nie smaku. A tradycja kosztuje.

Gruba ryba

Klienci mieli jednak w czym wybierać. Od całej gamy wędzonych ryb, przez sandacza w sosie czosnkowo-kaparowym, przez wszystkie dzikie ryby z Atlantyku, owoce morza – od muli po krewetki i ośmiornice. Są też ryby po wietnamsku, ryby w curry i mnóstwo wariacji śledziowych. Dodatkowo zaprosiliśmy skorupiaki i aby było śmieszniej, te przygotowywane na Mazowszu – wylicza Krzysztof Cybruch, jeden z organizatorów Targu Rybnego w Warszawie. Furorę robił wystawiony na sprzedaż rekin. Nie był wielkich rozmiarów, ale i tak każdy wieszał na nim oko!

Z klientami i sprzedawcami na Targu Rybnym rozmawiał Romuald Kłosowski



Warszawiacy próbowali różnych przysmaków, wspominając dawny smak ryb. Teraz nie ma nawet sklepów rybnych, jak kiedyś – mówi jedna z klientek. Tu wprost przeciwnie! Stragany uginały się od świeżych ryb z Bałtyku: od łososi, przez dorsze i flądry, po specjalność regionu – pstrąga w różnych postaciach. Ta ryba królowała też wśród wystawianych tu produktów z certyfikatem Dziedzictwa Kulinarnego Warmii i Mazur. Wszystko jest według tradycyjnej receptury, nawet w naszych zalewach nie ma sztucznych konserwantów – przekonywał jeden z handlarzy.

Gdzie raki zimują?

Z organizatorami targu rozmawiał Romuald Kłosowski

Na przeciwległym rogu targowiska – rybne dania serwowała rodzina Wietnamczyków. Kleik ryżowy z łososiem, kleik ryżowy z małżami i ostro-kwaśną zupę rybną – zachęcał łamaną polszczyzną jeden z handlarzy. Gdy dopytujemy o ryby w Polsce – Wietnamczycy dziwią się, że mimo dostępu do morza  jemy ich tak mało. Istotnie, według statystyk – przeciętny Kowalski zjada tylko dwa kilogramy ryb rocznie.

Obok Wietnamczyków – stoisko ze ślimakami. Dwie sprzedawczynie przekonują, że to typowo polskie danie! „Już w średniowieczu mnisi hodowali ślimaki przy klasztorach. Ze względu na dużą zawartość białka, ślimak był uzupełnieniem postnej dietę – wyjaśnia Marta Skup. Podobnie jak kiedyś, osobno przyrządzana jest skorupa, oddzielnie farsz. Polacy zajadali się nimi w Dwudziestoleciu Międzywojennym, ale potem, gdy przyszła władza ludowa – uznano, że to jedzenie burżuazyjne, nie dla polskich robotników – dodaje Skup.  

Rybny Targ na placu Powstańców Warszawy będzie rósł każdego tygodnia. Z każdym kolejnym piątkiem ma być coraz więcej straganów i coraz więcej rybnych propozycji.

(mpw)