Pierwsza transza środków z unijnego programu SAFE została przekazana polskim firmom zbrojeniowym – poinformowała w piątek pełnomocniczka rządu ds. SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka. Jak podkreśliła, to realne wsparcie dla polskiego przemysłu obronnego, a kolejne wnioski o wypłatę środków będą składane do Komisji Europejskiej dwa razy w roku.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

"Tydzień po podpisaniu kontraktów. Realne pieniądze, realne kontrakty, prawdziwe bezpieczeństwo" - napisała Sobkowiak-Czarnecka na X. Na wpis odpowiedział również wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz pisząc: "Nie zwalniamy tempa, bo musi być #PolskaSAFE".

Program SAFE przewiduje dla Polski 43,7 mld euro w formie pożyczek na inwestycje w obronność, głównie na zakup sprzętu dla Wojska Polskiego. Do tej pory na konto Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, obsługiwanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego, wpłynęło już ok. 6,5 mld euro - to 15 proc. całej kwoty.

Pieniądze z Funduszu trafiły już do polskich zakładów zbrojeniowych, z którymi podpisano kontrakty. W najbliższych miesiącach planowane są kolejne umowy, także z partnerami zagranicznymi - m.in. ze Skandynawii, Grecji i Kanady, która jako jedyny kraj spoza UE uczestniczy w programie SAFE.

W tym roku Polska złoży kolejny wniosek o wypłatę środków w październiku, a w przyszłym roku - w kwietniu i październiku. Według Sobkowiak-Czarneckiej największa część funduszy ma trafić do Polski jesienią tego roku.

Sprzęt musi zostać dostarczony do 2030 r.

Program SAFE zakłada, że sprzęt zakupiony za unijne środki musi zostać dostarczony do 2030 roku. Część umów dotyczy zakupu nowego wyposażenia, a część - refinansowania już zawartych kontraktów, co pozwoli MON przeznaczyć uwolnione środki na inne potrzeby.

Polska jest największym beneficjentem programu SAFE, w ramach którego do podziału między państwa uczestniczące jest łącznie 150 mld euro.

Z przyznanych nam ponad 180 mld zł około 120 mld przeznaczyliśmy już na zakupy u rodzimych firm. Wśród umów, które zostaną zawarte z zagranicznym europejskim przemysłem, znajdą się tylko kontrakty na taki sprzęt, który nie mógłby powstać nad Wisłą - zapewniał MON.