Nie ma notatki ani nagrania z rozmowy, w której kanclerz Niemiec Angela Merkel miała przeprosić premiera Mateusza Morawieckiego za to, że Beata Szydło nie została szefową jednej z komisji w Parlamencie Europejskim - ujawnia Onet. Ekspert ds. protokołu dyplomatycznego dr Janusz Sibora podkreśla w rozmowie z portalem, że takie postępowanie jest wbrew sztuce dyplomacji.


Angela Merkel miała przepraszać Mateusza Morawieckiego po tym, jak w lipcu Beata Szydło po raz drugi nie została wybrana na szefową unijnej komisji ds. zatrudnienia. Premier Morawiecki informował mnie, że tuż po głosowaniu zadzwoniła do niego kanclerz Niemiec Angela Merkel z przeprosinami po tym, co się stało - mówił wtedy lider Prawa i Sprawiedliwości Mateusz Morawiecki. 

Onet zapytał o tę rozmowę Centrum Informacyjne Rządu. "Informujemy, że doszło do rozmowy telefonicznej między Panem Premierem Mateuszem Morawieckim a Kanclerz Niemiec Angelą Merkel w dniu 15 lipca 2019 r.Rozmowa ta odbyła się bezpośrednio między szefami rządów, bez udziału tłumacza, nie uczestniczyły w niej żadne inne osoby. Z uwagi na charakter rozmowy nie sporządzano z niej notatki, nie utrwalano jej także w formie nagrania audio" - odpowiedziało CIR.

Ewidentnie przy rozmowie na takim szczeblu powinien obecny być tłumacz. Rozmowy szefów rządów muszą być precyzyjnie zapisane, bo każde słowo jest wagi państwowej - powiedział Onetowi ekspert ds. protokołu dyplomatycznego dr Janusz Sibora. To, co się stało, czyli brak tłumacza, brak zapisu audio i brak notatki jest z całą pewnością wbrew wszelkim zasadom i sztuki dyplomacji, i powszechnie obowiązujących na całym świecie regulacji - podkreślił. Więcej o tej sprawie można przeczytać tutaj. 

Opracowanie: