Zmiany w zachowaniu dziecka mogą niepokoić rodziców. Czy to normalna faza rozwoju, czy może sygnał, że warto skonsultować się z psychologiem? Aleksandra Musielak ‒ psycholożka pracująca z dziećmi i młodzieżą - wyjaśnia, na co zwrócić uwagę i kiedy warto szukać profesjonalnej pomocy.
- Nagłe i utrzymujące się zmiany w zachowaniu dziecka takie jak izolacja społeczna, obniżenie nastroju, agresja, problemy ze snem lub apetytem oraz spadek wyników w nauce są sygnałami ostrzegawczymi i powinny skłonić rodziców do konsultacji z psychologiem.
- W przypadku braku dostępności specjalistycznej pomocy w ramach NFZ lub wysokich kosztów prywatnych wizyt pierwszym krokiem powinna być konsultacja z psychologiem szkolnym, który może ocenić sytuację i zaproponować dalsze działania.
- W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia dziecka, np. występowania myśli samobójczych, konieczna jest natychmiastowa interwencja i zgłoszenie się do szpitala psychiatrycznego.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Mikołaj Wroński: W jakich sytuacjach warto zaprowadzić swoje dziecko na konsultację psychologiczną?
Aleksandra Musielak: Zawsze wtedy, kiedy nagle pojawiają się jakieś zmiany w zachowaniu, czyli kiedy coś, co do tej pory było normą, przestaje nią być. Z wizytą u psychologa najczęściej kojarzymy zmiany emocjonalne, czyli sytuacje, w których dziecko, które np. do tej pory było spokojne i radosne, zaczyna być smutne, płaczliwe albo bardziej pobudzone czy agresywne. To wszystko powinno wzbudzić naszą czujność, ale powodem do wizyty mogą być też zmiany fizjologiczne, związane ze snem czy apetytem. Mogą to być zarówno problemy z zasypianiem, jak i trudności ze wstawaniem oraz brak energii, wycofywanie się, porzucanie aktywności, które do tej pory sprawiały dziecku radość. Jeśli dziecko, które wcześniej było aktywne społecznie i miało duży krąg znajomych i wiele zainteresowań, zaczyna więcej czasu spędzać w domu z telefonem, to może oznaczać, że ucieka w ten sposób przed problemami, z którymi zmaga się w świecie rzeczywistym. Kolejnym oczywistym dla psychologów, ale niekoniecznie dla rodziców, dzwonkiem alarmowym są problemy w szkole. Kiedy oceny dziecka się pogarszają, to nie zawsze jest to spowodowane lenistwem i niechęcią do nauki. Często może to być oznaka problemów z koncentracją spowodowanych np. stanami depresyjnymi.
A w przypadku młodszych dzieci?
Oczywiście nie powinno się porównywać swojego dziecka do innych, ale jeżeli cokolwiek nas zaniepokoi, widzimy np., że rozwój dziecka jest wolniejszy niż rówieśników, to warto to sprawdzić i zaprowadzić dziecko do psychologa. Chodzi o sytuacje, w których np. trzyletnie dziecko jeszcze nie mówi, nie nawiązuje relacji rówieśniczych albo czuje duży lęk przed pójściem do przedszkola. Nawet jeśli okaże się, że to nie są objawy zaburzenia, konsultacja ze specjalistą może pozwolić nie utrwalać nieadaptacyjnych schematów i np. poradzić sobie z lękiem.
Czas dojrzewania to okres, w którym zmiany są naturalne i każdy w jakimś stopniu ich doświadcza. Jak odróżnić gwałtowne dojrzewanie od realnego problemu?
To jest dylemat bardzo wielu rodziców nastolatków. W tym okresie agresja czy pobudliwość dziecka bywa większa. Nastoletni bunt często wiąże się z większą ilością i intensywnością konfliktów w rodzinie. Natomiast złość i drażliwość mogą być też niestety oznaką rozwijającego się stanu depresyjnego. U nastolatków mogą pojawiać się też stany lękowe dotyczące wyboru zawodu czy studiów i innych życiowych decyzji i wyzwań. To może być choćby lęk przed maturą. To jest naturalne, natomiast jeśli te zmiany zaczynają utrudniać dziecku funkcjonowanie, czyli rodzic widzi, że nastolatek się stara, ale jednak sobie nie radzi, to warto umówić się na konsultację z psychologiem. Ja w takich sytuacjach powtarzam, że lepiej odbyć jedną wizytę za dużo niż jedną za mało. Warto powiedzieć dziecku, że widzimy, że się męczy, że to dla niego trudny okres i zapytać, czy chciałoby porozmawiać z psychologiem. Czasami po prostu łatwiej jest porozmawiać z innym dorosłym niż rodzic. Warto reagować wcześnie, żeby nie dopuścić do rozwinięcia się np. epizodu depresyjnego.
Z jakimi problemami najczęściej zgłaszają się do Ciebie młodzi pacjenci i pacjentki?
Jeżeli mówimy o młodzieży, to w tej chwili coraz więcej pacjentów i pacjentek zmaga się z zaburzeniami lękowymi, co potwierdzają statystyki. Kiedyś na pierwszym miejscu była depresja, dzisiaj lęk. Coraz więcej zachorowań na depresję widzimy za to wśród młodszych pacjentów, do trzynastego roku życia. Pojawia się też coraz więcej zaburzeń zachowania. W młodszej grupie to są często trudności, które wymagają pogłębionej diagnozy pod kątem zaburzeń ze spektrum autyzmu, ADHD czy zaburzenia opozycyjno-buntowniczego.
Czy wsparcie psychologiczne dla dziecka można znaleźć w ramach NFZ?
Można, ale niestety nie jest to proste. W dużych miastach są długie kolejki zarówno do lekarzy psychiatrów, jak i poradni psychologiczno-pedagogicznych. To może być nawet około roku czekania. Są też poradnie zdrowia psychicznego, które często działają przy szpitalach wojewódzkich, ale nawet tam czas oczekiwania to może być kilka miesięcy. Warto jednak pamiętać, że w przypadku poważnego kryzysu można udać się na izbę przyjęć szpitala psychiatrycznego. Tam lekarz psychiatra, nawet jeśli nie przyjmie dziecka na oddział, może w trybie ambulatoryjnym dokonać oceny stanu pacjenta i włączyć farmakoterapię. Natomiast później i tak trzeba poszukać pomocy w przychodni. Niestety są też miejscowości, gdzie po prostu nie ma dostępu do pomocy w ramach NFZ.
A z jakimi kosztami wiąże się opieka prywatna?
To zależy od miasta, bo w większych ośrodkach zazwyczaj ceny są wyższe. W tej chwili konsultacja u psychologa kosztuje najczęściej około dwustu złotych. Spotkanie z psychoterapeutą to koszt od dwustu do trzystu złotych. Wizyta u psychiatry dziecięcego jest najczęściej jeszcze droższa. Z tego, co wiem, pierwsza wizyta, która trwa najczęściej dłużej niż kolejne, może kosztować nawet w okolicach pięciuset czy siedmiuset złotych. To są ogromne koszty, a dodatkowo nawet w opiece prywatnej długo czeka się na wizytę. Ja mieszkam i pracuję w Gdańsku, tutaj sytuacja i tak nie jest najgorsza, ale mimo to ten czas oczekiwania na wizytę jest długi.
Co w takim razie zrobić, kiedy wiemy, że dziecko ma problem, w opiece publicznej nie ma bliskich terminów, a w prywatnej koszty są zbyt wysokie?
Przede wszystkim nie wolno bagatelizować sytuacji. Im szybciej zareagujemy, tym większa szansa, że profesjonalna pomoc będzie mniej potrzebna. Warto też pamiętać, że w większości szkół i w wielu przedszkolach pracuje psycholog. To powinna być pierwsza osoba, z którą się skonsultujemy, jeżeli coś się dzieje. Po pierwsze, psycholog szkolny jest dostępny, a po drugie, on z reguły po prostu zna dziecko, nawet jeśli nie widuje go codziennie. On może wziąć dziecko na rozmowę indywidualną i ocenić, na ile potrzebna jest pomoc długoterminowa w postaci psychoterapii albo wizyty u psychiatry. Czasami wystarcza wsparcie w placówce albo poinstruowanie rodziców, co oni mogliby zmienić. Myślę między innymi o zbyt wysokich oczekiwaniach. Zdarza się, że wystarczy wprowadzenie niewielkich zmian, odpuszczenie zajęć pozalekcyjnych albo danie dziecku czegoś w rodzaju "urlopu", czyli umówienie się z nim, że raz w miesiącu, jeżeli jest zmęczone, może po prostu zostać w domu i odpocząć. Tutaj chciałabym się odnieść też do dosyć smutnego raportu Galileo Medical z marca tego roku, który dotyczy zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży w Polsce z perspektywy rodziców. On potwierdza, że coraz więcej dzieci doświadcza kryzysu psychicznego, ale znalazło się tam też pytanie "czy Twoje dziecko korzystało lub korzysta obecnie z jakiejkolwiek specjalistycznej pomocy?". Mimo że zgodnie z danymi, blisko 60% dzieci doświadcza problemów, to ponad 41% z nich nie ma tego wsparcia, dlatego że duża część rodziców nie widzi takiej potrzeby. Chciałabym zaapelować do rodziców, że jeśli dzieje się coś złego, to nie warto czekać, aż problem się pogłębi. Lepiej wybrać się właśnie choćby do psychologa, aby otrzymać potrzebną pomoc albo usłyszeć, że zachowanie dziecka mieści się w normie rozwojowej i/lub jest adekwatne do jego sytuacji życiowej.
Wspomniałaś o tym, że psycholog szkolny może ocenić stan dziecka. Czy zdarza się, że tacy specjaliści udzielają też wsparcia, pomagają rozwiązać problem?
Jak najbardziej, właśnie po to psychologowie są w szkołach. Szkoła nie jest miejscem na terapię, ale wsparcie psychologiczne jest możliwe. Niestety problemem mogą być warunki, bo psychologów szkolnych ciągle jest za mało, a ci, którzy pracują, często są zbyt mocno przeciążeni biurokracją. Formalnie, żeby uznać, że wsparcie zostało udzielone, potrzebne jest jedynie piętnaście minut tygodniowo. To bardzo mało, bo konsultacja z psychologiem w gabinecie trwa zwykle 50 minut. Niestety mało który psycholog szkolny może zapewnić większe wsparcie, dlatego że musi też prowadzić warsztaty i spotkania edukacyjne z rodzicami. Często też wspiera nauczycieli i nauczycielki w bieżącej pracy z uczniami, którzy wymagają wsparcia. Do tego ma mnóstwo dokumentów, które musi wypełniać. Ja to wszystko znam z autopsji, bo sama przez wiele lat pracowałam jako psycholożka w szkole. Do tego wszystkiego dochodzi brak zaufania. Dzieci często boją się, że jeśli pójdą do psychologa szkolnego, to wszyscy się o tym dowiedzą. To nie wynika z tego, że psychologowie i psycholożki chodzą i opowiadają o tym, co dzieci im powiedziały. Problem polega na tym, że gabinety często są umiejscowione w nieprzemyślany sposób, a przecież one powinny zapewniać jak największą anonimowość. W szkołach niestety często też “straszy się" dzieci psychologiem i potem psycholog szkolny bywa postrzegany jako osoba, do której chodzi się jak się “jest niegrzecznym", a nie jako osoba, która udziela wsparcia. Dochodzi też kwestia formalna, bo pracę psychologa w szkole reguluje prawo oświatowe, które mówi, że za wszystko, co dzieje się w szkole, odpowiada dyrektor. Czyli nie ma czegoś takiego jak tajemnica zawodowa. W publicznej albo prywatnej opiece psycholog musi o pewnych kwestiach informować jedynie rodziców, w szkole dochodzi do tego dyrektor i inni nauczyciele. To się odbywa bez zgody zainteresowanego. O ile psycholog w szkole musi być dyskretny, to z nauczycielami jest pod tym względem bardzo różnie. Czasami słyszę od uczniów, że ich problemy są omawiane w pokoju nauczycielskim czy na korytarzu w czasie przerwy. To jest wielka bolączka, bo powoduje właśnie brak zaufania. A przecież wszystkim nam powinno zależeć, żeby to wyglądało inaczej, bo psycholog czy psycholożka pracująca w szkole stanowi pierwszy front. Tam wszyscy mogą szukać pomocy, i rodzice, których coś niepokoi, i uczniowie. Warto pamiętać, że coraz częściej to właśnie rówieśnicy zgłaszają, że z ich kolegą czy koleżanką dzieje się coś niedobrego. Oni często dowiadują się o problemach jako pierwsi.
Jak przygotować dziecko do pierwszej wizyty u psychologa?
Po pierwsze, powiedzieć, że wizyta u psychologa do niczego nie zobowiązuje i nie świadczy o tym, że coś jest z nim nie tak. Z mojego doświadczenia wynika, że dzisiaj większość nastolatków nie ma już z tym problemu. Często nawet same zwracają się o pomoc. Natomiast jeśli opór się pojawi, to warto powiedzieć, że taka konsultacja to tylko niezobowiązujące pierwsze spotkanie, które ma pokazać, czy dziecko faktycznie potrzebuje pomocy. Jeżeli natomiast mamy już zalecenie od lekarza, to trzeba podkreślić, że to jest element leczenia, który nie podlega dyskusji. Warto natomiast zadbać o poczucie sprawczości nastolatka i jeśli on nie czuje się dobrze z danym specjalistą, to poszukać kogoś innego. To jest możliwe w systemie prywatnym.
Wspomniałaś, że nastolatki często już nie mają oporu przed pójściem do psychologa. A jak to wygląda w przypadku trochę młodszych dzieci?
To zależy. Ja zawsze powtarzam rodzicom, że jeżeli kiedykolwiek sami korzystali z pomocy psychologa, to warto o tym powiedzieć. Dobrze też po prostu wytłumaczyć, kim jest psycholog, w słowach, które dziecko zrozumie, czyli powiedzieć, że to jest osoba, która pomaga radzić sobie ze smutkiem, strachem czy złością. Warto pamiętać, że psycholog z reguły pracuje z dziećmi poprzez zabawę, gry terapeutyczne albo rysowanie, więc to nie jest tak, że małe dziecko musi siedzieć naprzeciwko obcej pani i przez godzinę mówić. To, co budzi największy lęk, to niewiedza. Kiedy dziecko już wie, co się dzieje, jest mu łatwiej. W gabinecie to jest już nasza odpowiedzialność, żeby nawiązać więź i pokazać, że przychodzenie do nas pomaga.
A jak rodzice mogą rozmawiać z dzieckiem o emocjach i problemach, żeby nie pogłębiać trudności, tylko realnie pomóc?
Jeżeli wcześniej nie było w naszym domu przestrzeni na rozmowę i kultury rozmowy, czyli nie przyzwyczailiśmy dziecka do tego, że rozmawia się o trudnościach, to kiedy ono będzie już nastolatkiem, trudniej będzie nam to zrobić. Na to tak naprawdę pracuje się od momentu, w którym dziecko się rodzi. Dzieci nie uczą się przez to, co im mówimy, tylko przez obserwację. Jeśli dorośli rozmawiają o trudnościach i nie szukają winnych, tylko rozwiązań, to jest większe prawdopodobieństwo, że dziecko w trudnym momencie przyjdzie i powie, co się dzieje. Kiedy już faktycznie pojawi się taka sytuacja, to przede wszystkim trzeba dziecka wysłuchać bez oceniania i operując faktami. Jeśli rozmowa dotyczy gorszych ocen, to typową reakcją rodziców są zdania typu: "Bo Ty się nie uczysz, tylko ciągle siedzisz z tym telefonem". To nie ułatwia rozmowy, tylko ją zamyka. Lepiej mówić o faktach, czyli powiedzieć dziecku, że widzimy, że te oceny się pogorszyły, że wcześniej to były np. piątki i czwórki, a teraz wpadło kilka jedynek. Dobrze też wytłumaczyć, że nas to po prostu martwi i zapytać, czy dziecko ma jakieś trudności, o których chciałoby porozmawiać. Żelazna zasada mówi, że kiedy rozmawiamy z dzieckiem, to powinniśmy nastawić się na słuchanie i ewentualne pytania. Rodzice często pytają, jak rozmawiać na trudne tematy, np. o seksie. Powinniśmy odpowiadać na pytania dzieci, a nie robić im wykłady. To samo dotyczy nastolatków, warto ich po prostu wysłuchać i spróbować przyjąć ich perspektywę. Oni mogą być zmęczeni albo mieć inne trudności. Nauczyciele często naprawdę przesadzają z ilością sprawdzianów.
Jako psycholożka, udzielasz wsparcia psychologicznego, ale form pomocy dla dzieci i młodzieży jest więcej. Kiedy zabrać dziecko do psychologa, kiedy do psychoterapeuty, kiedy do psychiatry, a kiedy do szpitala?
Do szpitala należy udać się niezwłocznie, gdy istnieje bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia, na przykład w przypadku aktywnych myśli samobójczych. Jeśli zagrożenie tu i teraz nie jest aż tak duże, to pierwszym kontaktem powinien być psycholog. On oceni poziom trudności i stwierdzi, czy potrzebna jest dalsza diagnoza, którą też może przeprowadzić. Często jednak na końcu procesu diagnostycznego jest lekarz psychiatra, który potwierdza diagnozę psychologa oraz ocenia, czy konieczna jest farmakoterapia lub psychoterapia. Psychoterapeuta pomaga w wielu zaburzeniach, np. lękowych, depresji czy problemach wynikających z traumy. W mniej poważnych przypadkach, takich jak naturalne lęki w wieku nastoletnim czy kryzysy emocjonalne, często wystarcza wsparcie psychologa. Psycholog zapewnia też psychoedukację, która może pomóc między innymi osobom z ADHD czy będącym w spektrum autyzmu.
Coraz częściej mówi się, że mamy do czynienia z kryzysem zdrowia psychicznego u młodych ludzi. Co to właściwie znaczy, tak w praktyce?
To znaczy, że doświadczenie kryzysu psychicznego w wieku nastoletnim staje się nową normą. Taki stan rzeczy wynika z kilku rzeczy. Po pierwsze aktualna młodzież to jest pokolenie, które w pandemii długo było w izolacji. Czynnikiem, który chroni przed kryzysami psychicznymi, są relacje, a dzieci, które dorastały w czasie izolacji, nie miały jak ich zawierać. Do tego dochodzi pęd życia, presja, dalekie dojazdy do szkół, przez które dzieciom znów trudniej jest nawiązywać naturalne więzi rówieśnicze. Kolejnym problemem są media społecznościowe. Dorośli stworzyli ten wirtualny świat, który często bardzo negatywnie wpływa na życie najmłodszych. Tutaj raczej nie pomoże wprowadzenie zakazu korzystania z telefonów w szkołach czy zakaz korzystania z mediów społecznościowych do 16 r.ż., bo to jest przerzucanie odpowiedzialności na użytkowników. A przecież to firmy zarządzające mediami społecznościowymi pozwalają na to, by nieodpowiednie treści były podsuwane dzieciom. One mogą nawet dotyczyć samobójstwa czy zachęcać do okaleczania się. Do tego wszystkiego dochodzi lęk, niepewność jutra. Za naszą granicą toczy się wojna, statystyki dotyczące bezrobocia młodych ludzi rosną, dużo mówi się o zmianach klimatu. To wszystko wpływa też na dzieci. Ten kryzys to nie jest tylko kwestia dostępności opieki, ale też warunków, w jakich najmłodsi funkcjonują.
Czy będąc rodzicem da się ustalić zdrowe granice dotyczące korzystania z telefonu i Internetu przez dzieci?
Da się, ale one wymagają konsekwencji i zaangażowania całej rodziny. Większość dorosłych nie przestrzega zasad higieny cyfrowej i w ten sposób tego samego uczy swoje dzieci. Nie może być tak, że w domu są pewne zasady, które dotyczą tylko dziecka. Jeśli mówimy dziecku, że musi odkładać telefon na noc, to sami powinniśmy robić to samo. Ograniczenie dostępu do elektroniki wymaga też większego zaangażowania rodziców. Jeśli nie dajemy telefonu, sami musimy coś zaproponować. Trzeba się pobawić, zawieźć dziecko na zajęcia, czy wypuścić je na podwórko albo kupić rzeczy, którymi ono może zajmować się w domu. Warto też pamiętać, że media społecznościowe nie są jednoznacznie złe. Tam można znaleźć też sporo treści edukacyjnych. Zdarza się, że dziecko w Internecie dowiaduje się, czym jest depresja albo zaburzenia lękowe i zgłasza rodzicom, że potrzebuje pomocy.
Wspomniałaś wcześniej, że jeśli pojawiają się myśli samobójcze, czyli zagrożone staje się życie i zdrowie dziecka, to należy niezwłocznie zabrać je do szpitala psychiatrycznego. A po czym poznać, że dziecko zmaga się z takimi myślami?
To jest bardzo trudne, dlatego że często dzieci o tym rodzicom nie mówią. Wskazaniem do wizyty u specjalisty są jakiekolwiek samookaleczenia. Warto zwrócić uwagę też na słowa dziecka. Jeśli np. ono mówi, że nie chce mu się żyć albo, że nie wie, po co żyje, to mogą być myśli rezygnacyjne, które powinny nas zaalarmować. Tak jak mówiłam, treści dotyczące samobójstwa czasami pojawiają się w mediach społecznościowych. Nie pochwalam naruszania prywatności dziecka, ale jeśli zauważymy, że coś takiego mu się wyświetla albo że ten temat pojawia się wśród jego znajomych, to warto o tym porozmawiać. Dobrze jest mieć jak najlepszy kontakt z przyjaciółmi naszego dziecka, dlatego, że często to właśnie oni jako pierwsi widzą, że coś się dzieje. Jeśli przyjaciel czy przyjaciółka dziecka powie nam, że ono ma takie myśli, to nie wolno tego bagatelizować.
Podsumowując całą naszą rozmowę, w czym psycholog może pomóc dziecku?
Psycholog może pomóc dziecku w zrozumieniu swoich emocji i ich przyczyn, ale też w zdjęciu poczucia winy i poczucia, że jest się niewystarczającym i pomóc mu odnaleźć zasoby, z których może korzystać i na których może budować swoje poczucie własnej wartości. Może też wesprzeć w dokonaniu życiowych zmian, często w porozumieniu z rodzicami lub nauczycielami, bo psycholog, który zajmuje się dziećmi, tak naprawdę współpracuje z całym środowiskiem. Często, żeby pomóc dziecku, potrzebne są zmiany w zachowaniu rodziców albo organizacji domu.


