"Zdecydowaliśmy wspólnie z ministrem sprawiedliwości i ministrem koordynatorem służb specjalnych o powołaniu zespołu analitycznego i być może także rozpoczęciu śledztwa, jeśli analizy potwierdzą nasze obawy, w związku ze skandalem w USA związanym z pedofilią" - poinformował premier Donald Tusk. Chodzi o sprawę amerykańskiego milionera Jeffreya Epsteina i pojawiające się w ujawnionych dokumentach polskie wątki.
Jak państwo wiecie, to jest sprawa bez precedensu. Zajmuje uwagę polskiej opinii publicznej, pań i panów ministrów tą sprawą ze względu na tzw. ślady polskie - mówił premier Donald Tusk.
Każdy przyzwoity człowiek powinien wykluczać jakiekolwiek relatywizowanie pedofilii. To zbrodnia przeciwko dzieciom - podkreślał lider Koalicji Obywatelskiej.
Jeśli ktoś ma jakikolwiek polityczny powód, żeby przemilczać albo zakładać, że nic się nie działo, to jest dla mnie oczywiste, że nic na tym nie ugra. Straci dobre imię i wstyd zostanie z kimś takim do końca jego życia. Nie możemy pozwolić, aby ktokolwiek lekceważył tę kwestię - stwierdził Tusk.
Szef rządu zwrócił uwagę, że do tej pory ujawniono ponad 3,5 miliona różnego rodzaju materiałów (dokumenty, maile, zdjęcia itp.) związanych z aferą Epsteina, a prawie drugie tyle czeka na upublicznienie.
Pojawiły się pierwsze informacje dotyczące osobników, którzy informowali Epsteina z Krakowa, że mają już grupę polskich kobiet lub dziewcząt. Tych śladów jest więcej - analizował Tusk. Jak dodał, poprosi prokuratorów i służby specjalne o "bardzo szczegółową, szybką, rzetelną analizę plik po pliku" każdego dostępnego materiału.
Nie wykluczył zwrócenia się do Amerykanów o udostępnienie plików, które nie zostały ujawnione, a mogą dotyczyć polskich pokrzywdzonych czy śladów. Niewykluczone, że będziemy namawiać innych partnerów, aby śledztwo w tej sprawie miało charakter międzynarodowy - zaznaczył Tusk.
Tusk zwrócił uwagę na fakt, że coraz częściej komentatorzy sugerują odpowiedzialność rosyjskich służb specjalnych za aferę Epsteina. Jak dodał, wciąż niewyjaśnione jest pochodzenie pieniędzy, którymi obracał milioner.
Coraz więcej komentatorów i ekspertów zakłada, że jest bardzo prawdopodobne, że była to operacja rosyjskiego KGB - tzw. honey trap, słodka przynęta, pułapka, zastawiona na elity świata zachodniego, głównie USA - analizował premier.
Mówiąc o poszlakach sugerujących rosyjskie powiązania Epsteina Tusk wymienił m.in. jego współpracę z wieloma młodymi Rosjankami, które były przez niego stręczone. Nikt nie umie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego było to tak łatwe - dodał. Zwrócił też uwagę, że ponad 1000 z upublicznionych dokumentów ze sprawy Epsteina dotyczy bezpośrednio Władimira Putina, a 9000 - moskiewskiego środowiska politycznego.
FBI twierdzi, że dysponowało informacją, że Epstein zarządzał częścią majątku Władimira Putina - podkreślił lider KO.
Tusk zaznaczył, że jeśli potwierdzi się teza o tym, że rosyjskie służby współorganizowały siatkę, której twarzą był Epstein, może się okazać, że dysponują materiałami kompromitującymi aktywnych do dzisiaj przywódców.
Premier ocenił, że ta sprawa musi być wyjaśniana również ze względu na bezpieczeństwo Polski. Nie wykluczył, że Polska będzie zabiegać o międzynarodowe śledztwo ws. afery Epsteina.
Podczas wtorkowej konferencji po posiedzeniu rządu rzecznik rządu Adam Szłapka był pytany o zapowiedziany przez premiera Donalda Tuska tego dnia zespół analityczny ws. ewentualnych polskich wątków związanych ze skandalem dotyczącym pedofilii w USA - chodzi o tzw. aferę Epsteina.
Na polecenie premiera taki zespół powstanie w koordynacji: minister, prokurator generalny Waldemar Żurek oraz minister-koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak. Przewodniczył temu zespołowi będzie pan minister Żurek i zespół będzie się składał z prokuratorów, policji i funkcjonariuszy służb - poinformował rzecznik.
Dodał, że skład zespołu będzie wąski i niejawny. W tej sprawie będzie komunikował pan minister Żurek, ale rozpocznie on działania niezwłocznie - podkreślił.
W piątek amerykański Departament Sprawiedliwości opublikował około 3 mln stron dokumentów z akt spraw dotyczących Jeffreya Epsteina, nieżyjącego już amerykańskiego finansisty, który utrzymywał kontakty w wieloma bogatymi i wpływowymi ludźmi z całego świata i który, jak się później okazało, zajmował się stręczycielstwem. Akta zawierają korespondencję Epsteina z prominentnymi osobami albo wzmianki o nich.
W 2008 roku finansista został skazany za nakłanianie nieletnich do prostytucji. W 2019 roku, oczekując na proces federalny, Epstein został znaleziony martwy w celi - oficjalnie uznano, że popełnił samobójstwo.
Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio
W dokumentach Epsteina pojawiają się m.in. dwie wzmianki o spotkaniu z byłym tenisistą Wojciechem Fibakiem w październiku 2013 r. W jednym z e-maili z września 2013 roku Epstein składa mu gratulacje (powód nie jest znany) i pyta, czy będzie w Paryżu na przełomie września i października. Fibak odpowiada: "Tak, merci. Zadzwoń kiedy chcesz! wojtek". Pozostałe dokumenty to kalendarz Epsteina z przypomnieniem, że ma się spotkać z Fibakiem 5 października w Paryżu. Obok imienia Fibaka w nawiasie znajduje się adnotacja "Fine Art Investments" (inwestycje w dzieła sztuki) oraz wymazane przez resort nazwisko. To sugeruje, że w spotkaniu miała brać udział jeszcze jedna osoba.
W rozmowie z PAP były tenisista wyraził zdziwienie, że pojawił się w aktach Epsteina. Ten pan odegrał marginalną rolę w moim życiu. Byliśmy sąsiadami w Nowym Jorku. Ledwo się znaliśmy. Miałem apartament blisko niego i spotykaliśmy się czasem przypadkowo w restauracjach czy na ulicy. To była tego rodzaju znajomość. Nie zakolegowaliśmy się. Nie umawialiśmy się - podkreślił.
Były tenisista dodał, że mieszkał na Manhattanie ponad 20 lat, a Epstein - podobnie jak on - inwestował w nieruchomości i kolekcjonował sztukę. Pewnie chciał pochodzić po galeriach w Paryżu, bo zbierał sztukę. Domyślam się, że o to chodziło, bo nawet nie napisał, dlaczego. Nie byłem przez niego nigdzie zapraszany - powiedział Fibak.