Prawo i Sprawiedliwość będzie miało w europarlamencie małe wpływy i słabe stanowiska. Obecnie frakcja Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR), do której należy PiS, jest na 5. co do wielkości miejscu w Parlamencie Europejskim. A grozi jej spadek na szóste - przyznają rozmówcy RMF FM w PiS, choć równocześnie ważny eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości zastrzega: "Ważniejsza jest jednak polityka w kraju". Osłabienie EKR to rezultat bardzo słabego wyniku brytyjskich torysów w wyborach europejskich i zmienionej konstelacji politycznej. W dodatku deklarującemu swoją proeuropejskość PiS-owi nie po drodze jest ze skrajnie antyeuropejskimi partiami, jak i ugrupowaniami otwarcie wyznającymi europejski federalizm. Przed partią Jarosława Kaczyńskiego ważna i trudna batalia o każdego eurodeputowanego.

Paradoksalnie wielkie zwycięstwo PiS w Polsce nie przekłada się na jego wpływy w Parlamencie Europejskim. Frakcja Europejskich Konserwatystów i Reformatorów spada z wysokiego trzeciego miejsca co do wielkości w PE na miejsce piąte.

Dużo się jeszcze może zdarzyć, ale jeżeli pozostanie tak, jak jest, to będzie kiepsko - przyznaje w rozmowie z brukselską korespondentką RMF FM Katarzyną Szymańską-Borginon doświadczony europoseł Prawa i Sprawiedliwości. Możemy spaść niestety nawet na szóste miejsce - martwi się i zaznacza: Nie ma większej grupy do przejęcia.

Jeżeli chodzi o alianse z różnymi partiami, to Prawo i Sprawiedliwość ograniczają także zbliżające się jesienne wybory do Sejmu i Senatu.

Tu nie chodzi o to, żeby prężyć muskuły w PE, ale o to, żeby pomóc, a przynajmniej nie zaszkodzić wyborom w Polsce - przyznaje eurodeputowany.

Bez wątpienia PiS z 26 europosłami obejmuje teraz przywództwo w EKR, dzielone do tej pory z brytyjskimi konserwatystami. Symbolicznym momentem była obecność Ryszarda Legutki na pierwszej Konferencji Przewodniczących Frakcji PE: brytyjski współprzewodniczący EKR Syed Kamall nie dostał się nawet do europarlamentu. Teraz tylko i wyłącznie od PiS będzie zależało "być albo nie być" EKR i obsada stanowisk w europarlamencie.

Obowiązuje w nim "kolejność dziobania", czyli zasada, że najważniejsze stanowiska przypadają poszczególnym frakcjom w kolejności od największej do najmniejszej. Łatwo obliczyć, że piąte czy szóste miejsce nie daje możliwości objęcia ważnych komisji jak te zajmujące się przemysłem, budżetem czy rynkiem wewnętrznym. Frakcja EKR może tym razem otrzymać szefostwo tylko jednej komisji (w poprzedniej kadencji, zajmując 3. miejsce, miała przewodnictwo komisji ds. rynku wewnętrznego, które sprawowała Brytyjka, oraz szefostwo podkomisji ds. bezpieczeństwa, które sprawowała Anna Fotyga).

W dodatku przyjęcie do EKR większej grupy politycznej trzeba będzie także opłacić jakimś stanowiskiem.

Dlatego PiS ma problem ze stanowiskami dla swoich ważnych polityków, którzy wygrali eurowybory jak Beata Szydło, Joachim Brudziński czy Witold Waszczykowski. Bo tych stanowisk do rozdania po prostu nie będzie albo będzie bardzo niewiele.

Negocjacje ws. pozycji EKR w Parlamencie Europejskim prowadzi prof. Ryszard Legutko. Oto jakie ma możliwości.

PiS z Fideszem Viktora Orbana?

Politycy Prawa i Sprawiedliwości przyznają, że dla ich frakcji węgierski Fidesz Viktora Orbana byłby "najlepszą partią".

Wszystko, co Orban robił ostatnio, jak np. jego wotum nieufności wobec (Manfreda) Webera, wskazuje, że jego droga prowadzi do EKR - mówi polityk PiS, odwołując się do wycofania przez węgierskiego przywódcę poparcia dla Webera jako kandydata Europejskiej Partii Ludowej na szefa Komisji Europejskiej.

Viktor Orban ma jednak wiele innych możliwości. Ma bardzo mocną pozycję przetargową, chociaż w Europejskiej Partii Ludowej jest tylko jedną nogą (Fidesz został zawieszony w prawach członka w związku z zarzutami wobec Węgier o łamanie zasad praworządności). EPL może jednak pozostawić Orbana u siebie, gdyż jego wyrzucenie oznaczałoby dla chadeków utratę 13 eurodeputowanych - a Europejska Partia Ludowa i tak jest osłabiona i grozi jej izolacja przez socjalistów i liberałów. Orban z kolei, który zawsze cenił sobie obecność w tej najsilniejszej frakcji, może szachować EPL na zasadzie: "jeśli mnie wyrzucicie, to mogę iść do frakcji Salviniego (polityka ) czy do EKR-u". I rzeczywiście: wszyscy o niego zabiegają.

Orban jest pragmatykiem, zdecyduje się, gdy sobie obliczy, co mu się najbardziej opłaca. Nie liczyłbym na niego - mówi Katarzynie Szymańskiej-Borginon jeden z rozmówców w PE. Węgrzy zawsze nas zostawiali na lodzie - przyznaje z przekąsem świeżo upieczony eurodeputowany PiS, a inny realistycznie ocenia: W interesie Orbana jest pozostanie tam, gdzie jest, i pogodzenie się z Weberem.

Marzeniem Matteo Salviniego, lidera włoskiej Ligi Północnej należącej do frakcji Europa Narodów i Wolności (ENF), jest natomiast stworzenie wielkiej frakcji, bo chce uczestniczyć w rozdziale stanowisk i mieć wpływ na decyzje. Fidesz bardzo by mu się przydał, gdyż należy do partii rządzącej w kraju.

PiS z Ruchem Pięciu Gwiazd?

PiS liczy na rozpad frakcji Europa Wolności i Demokracji Bezpośredniej (EFDD), a włoski Ruch Pięciu Gwiazd właśnie się tego rozpadu obawia. Jest jasne, że taki rozpad nastąpi wraz z brexitem, bo odejść będzie musiało wtedy 29 "brexitowców" Nigela Farage’a. Ruch Pięciu Gwiazd zostałby wtedy "na lodzie".

Już teraz nieoficjalnie mówi się, że politycy pod wodzą włoskiego komika Giuseppe Piero Grillo zaczęli rozmowy z Zielonymi, z którymi łączą ich hasła ekologiczne. Dla Zielonych, tak jak kiedyś dla liberałów, taki alians może być jednak nie do zaakceptowania ze względu na eurosceptycyzm Pięciu Gwiazd.

Już jedna z delegacji wśród Zielonych stanowczo się temu sprzeciwiła - ujawnia jeden z rozmówców dziennikarki RMF FM. Rozmowy PiS z Ruchem Pięciu Gwiazd wydają się bardzo możliwe - przyznaje polityk Prawa i Sprawiedliwości.

Szanse tych rozmów wzrosłyby, gdyby frakcja (EFDD) Nigela Farage’a rzeczywiście się rozpadła i Farage przeszedł do Salviniego. Za przyjęcie Ruchu Pięciu Gwiazd do EKR-u PiS musiałby jednak z pewnością "zapłacić" jakimś stanowiskiem - a tych do podziału będzie i tak niewiele. W dodatku alians Pięciu Gwiazd z PiS-em oznacza, że Farage ze swoimi 29 szablami przechodzi do Salviniego - i powstaje bardzo duża eurosceptyczna frakcja, która ma pond 100 europosłów i ogromną siłę przyciągania. A to "ssanie" może oznaczać dla EKR stratę kilku eurodeputowanych. Niektóre małe delegacje, jedno- czy dwuosobowe (a jest ich w EKR dużo), będą przyciągane przez przywileje dużej eurosceptycznej grupy: jak choćby więcej czasu na zabranie głosu na sesji plenarnej czy większy udział w dystrybucji funkcji w PE. Tym bardziej, że niektóre z tych delegacji - chodzi tu o Duńczyków, Holendrów czy Szwedów - były już w przyszłości członkami grupy Farage’a i przeszły do EKR, bo był on większą grupą - a teraz powstaje grupa jeszcze większa. Natomiast "przyciąganie" EKR po słabym wyniku brytyjskich konserwatystów znacznie zmalało.

PiS z Ligą Północną Salviniego?

Alians PiS-u z Salvinim wydaje się niemożliwy. Przeszkodą jest prorosyjska Marine Le Pen, która wzięła pożyczkę w banku rosyjskim i - po prostu - jest na pasku Moskwy. Nie do przyjęcia dla PiS jest także jej otwarty eurosceptycyzm.

Dla nas czerwoną linią jest obecność Le Pen - przyznaje w rozmowie z korespondentką RMF FM jeden z europosłów PiS.

A ze zwycięskiego w eurowyborach Frontu Narodowego Salvini nie zamierza zrezygnować.

Jest też blokada dla związku EKR z Salvinim ze strony brytyjskich torysów, chociaż mają oni już w EKR o wiele mniej do powiedzenia.

Teoretycznie istnieje możliwość, że Matteo Salvini mógłby utworzyć frakcję z partiami, które są "u władzy", a nie "w opozycji", czyli ściągnąć do siebie Fidesz i PiS, porzucając francuski Front Narodowy. Jednak rozmówcy RMF FM w PiS sami przyznają, że to raczej "marzenie ściętej głowy".

PiS z EPL?

Pomysł na związek z Europejską Partią Ludową, wciąż największą siłą polityczną w PE, powraca w związku z wielkim zwycięstwem PiS, ale jest gaszony w samym zarodku - z obu stron.

Jeden z nowo wybranych eurodeputowanych PiS marzy o wpływie, jaki mogłaby mieć Polska, gdyby PiS i PO-PSL znalazły się w jednej frakcji, właśnie EPL: Gdyby wstąpić do EPL, to razem mielibyśmy ponad 40 eurodeputowanych i bylibyśmy potęgą większą niż Niemcy.

To jednak polityczne science fiction, chociaż 14 lat temu taka opcja była poważnie brana pod uwagę.

Nasi wyborcy by tego nie rozumieli, zresztą w kraju nikt by tego nie zrozumiał - ucina te spekulacje swojego kolegi ważny i doświadczony europoseł PiS.

Także ze strony EPL i samej Platformy Obywatelskiej słychać stanowcze "nie". Istnieje umowa, że na przyjęcie do frakcji drugiej delegacji narodowej musi wyrazić zgodę ta, która już członkiem frakcji jest. Platforma taki ruch z pewnością by zablokowała.