Politycy wymyślają nowe świadczenia, patrzą w wyniki badań i przyrzekają poprawę w ochronie zdrowia i środowiska, budowie mieszkań i dróg. Nowy tydzień zacznie się więc zapewne od kłótni, kto złożył lepsze obietnice oraz od szacunków, ile będą kosztować. Tymczasem na świecie pojawia się coraz więcej sygnałów o osłabieniu gospodarczym, które zaczyna być odczuwalne również w Polsce.

W nowym tygodniu pojawią się pewnie pytania o to, jaką część z obiecanych przez PiS podwyżek pensji minimalnej pożre inflacja i czy aby na pewno prawdą jest, że PiS - mimo zapowiedzianych wypłat trzynastej emerytury w 2020 oraz dodatkowo czternastej w 2021 - nie będzie podnosił podatków. Deweloperzy polubią PSL, który obiecuje transfer pięciu miliardów rocznie na "wkłady własne" dla młodych chcących zaciągnąć kredyt na zakup mieszkania. Przedsiębiorcy będą zapewne narzekać, że planowany przez PiS wzrost płac ma się odbyć głównie ich kosztem. 

Obiecywane przez rządzącą i prowadzącą w sondażach partię podniesienie płacy minimalnej nie powinno na razie bardzo mocno martwić pracodawców, bo przecież i tak nadal brakuje rąk do pracy. Według niektórych komentarzy, jeśli nic się nie zmieni, pulę pracowników może wkrótce zasilić nieoczekiwana fala wracających z emigracji. Twardy, konfliktowy brexit mógłby również sprawić, że część z przenoszonych na kontynent zakładów produkcyjnych trafi do Polski. 

W nowym tygodniu Boris Johnson będzie parł nadal do wyjścia kraju z Unii z trzaśnięciem drzwiami. Na razie wizja twardego brexitu nie służy dobrze brytyjskiej gospodarce. Pojawiają się też nowe problemy. Na przykład szefowie sieci supermarketów skarżą się, że niepewność wokół daty i sposobu wyjścia z Unii sprawia, że nie są w stanie zaplanować zapasów i uprzedzają, że po "godzinie B", w sklepach nie będzie importowanych przysmaków.  

W brytyjskich mediach niedawno ukazała się satyryczna ilustracja, która ukazuje trzech jeźdźców Apokalipsy - gospodarczego, klimatycznego i trzeciego z podpisem "Chiny Iran Rosja" oraz czwartego jeźdźca, miniaturowego, na małym koniku z podpisem Brexit, który pyta pełnowymiarową trójcę, czy mógłby do nich dołączyć. 

W nowym tygodniu uwaga całego gospodarczego świata będzie się zatem skupiać nie tyle na breksicie, co na amerykańsko-chińskim handlowym konflikcie, nowych danych z największych gospodarek oraz na reakcjach władców pieniądza. 

W niedzielę w Chinach ukazały się dane o eksporcie w sierpniu, który był niższy niż rok wcześniej o 1 proc., w tym do USA aż o 16 procent. To wynik słabszy od oczekiwań i zwiastujący dalsze ruchy władz na rzecz rekompensowania spadku eksportu poprzez zwiększenie popytu wewnętrznego. 

Podobne kroki oczekiwane są wkrótce w Stanach Zjednoczonych, a w Europie już w czwartek, pakujący się powoli przed końcem kadencji, szef Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi ogłosić może powrót do tzw. polityki luzowania ilościowego, która z grubsza rzecz ujmując nie jest niczym innym jak drukowaniem pieniędzy. 

W tym tygodniu zbierze się również Rada Polityki Pieniężnej, ale u nas działania na rzecz zwiększenia akcji kredytowej nie są spodziewane.

Nie należy się też spodziewać szczególnych zmian w cenach na stacjach paliw. Ostatnio ceny spadają. Benzyna jest najtańsza od wiosny, a diesel nie był tak tani od wiosny zeszłego roku. Na razie światowe ceny ropy wzrosły, a dolar jest drogi, więc najpewniej wkrótce skończy się okres spadków cen.