Choć z głośnego wywiadu udzielonego dla Al-Arabija przez Alaksandra Łukaszenkę, na zachodzie głównie przebiły się słowa przeprosin pod adresem Wołodymyra Zełenskiego, to nie był najdziwniejszy fragment rozmowy. Białoruski dyktator przedstawił również alternatywną wersję najnowszej historii i zdradził, dlaczego trzydniowa "operacja specjalna" w Ukrainie trwa już piąty rok.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Łukaszenka przedstawia pierwsze, decydujące dni rosyjskiej inwazji w zupełnie nowym, oślepiającym świetle. Zdaniem białoruskiego przywódcy, Władimir Putin nakazał swoim wojskom odwrót spod Kijowa, bo został o to poproszony przez "pewnych polityków" i "siły", które twierdziły, że chcą zaprowadzić pokój. Owe zewnętrzne "siły" okazały się - jak to zwykle bywa w przypadku nieszczęsnego narodu rosyjskiego i białoruskiego - zdradliwe i oszukańcze.
W dalszej wypowiedzi, pytany przez zaciekawionego dziennikarza, Łukaszenka rozwija swoją myśl.
"Uważam, że gdyby (rosyjskie wojska) kontynuowały ofensywę w Kijowie, nie zostałby tam nikt, nawet (Wołodymyr Zełenski). (Rosjanie) zostali prawdopodobnie po raz kolejny oszukani. To Watykan i, co zaskakujące, lobby żydowskie, Izraelczycy - oni w imieniu Zełenskiego oświadczyli 'koniec, zawieramy pokój, zgadzamy się'. Tak samo zrobili oni, a tymczasem wojna się przeciągnęła" - mówił białoruski przywódca.
Według niego dni Ukrainy i Zełenskiego były policzone, i jedynie łaskawość Putina, który wydał rozkaz wycofania się z Kijowa, uratowały stolicę.
Sam Putin - zdaniem Łukaszenki - działał z pobudek wyłącznie altruistycznych. Chciał "przywrócić pokój między skonfliktowanymi stronami". Łukaszenka przyznał następnie, że wojna, trwająca już piąty rok jest trudna i nikt "nie osiąga swoich celów", acz - naturalnie - bliżej są Rosjanie, którzy, rzekomo, "posuwają się naprzód".
Co warto podkreślić, Łukaszenka wygłasza swoje kompletnie nieprzystające do realiów twierdzenia w saudyjskiej stacji. Z typową dla siebie subtelnością radzieckiego czołgu, dyktator wykorzystuje wywiad do powiązania Ukrainy i Zełenskiego z głównymi aktorami, za którymi - delikatnie rzecz ujmując - nie przepada się na Bliskim Wschodzie: Izraelem i Kościołem katolickim. Zabieg tyleż siermiężny, co łatwy do odczytania.
Jednym z najciekawszych fragmentów wywiadu był ten, w którym Łukaszenko przeprosił Zełenskiego.
"Jeśli Wołodymyr Zełenski poczuł się urażony, to przepraszam go za te słowa. Być może nie należało tego mówić, biorąc pod uwagę, że prowadzi on wojnę. Może nie trzeba było mówić o tym tak ostro" - powiedział białoruski przywódca.
Łukaszenka tłumaczył, że jego reakcja była odpowiedzią na słowa dowódcy ukraińskich Sił Systemów Bezzałogowych, Roberta Browdiego, który 26 maja stwierdził, że ukraińskie wojsko wytypowało już pierwszych 500 celów na terytorium Białorusi. W odpowiedzi na te słowa Łukaszenko zagroził wcześniej atakiem na jeden "bardzo poważny" cel na Ukrainie, którego współrzędne - jak twierdzi - Białoruś posiada. Prawdopodobnie, podobnie jak niezbite dowody na interwencję Watykanu i żydowskiego lobby w Kijowie.



