"Frankowicz powinien złożyć pozew - ale nie powinien z automatu przestać spłacać (kredytu). (…) Czasem klienci boją się, że ich działanie będzie postrzegane jako niekonsekwentne. Nie. Można pozwać i spłacać" - mówi RMF FM radca prawny Mariusz Korpalski, pytany o to, co po wyroku TSUE powinien zrobić frankowicz. Jak zaznacza: "Jeżeli bank nie chce się porozumieć, to sąd to za niego zrobi". Jak potwierdza: po odfrankowieniu kredytu nie będzie nas interesować, ile wynosiła wartość naszego kredytu we frankach - działamy tak, jakbyśmy od początku mieli kredyt w złotówkach i przy oprocentowaniu LIBOR - czyli tym najniższym.

Krzysztof Berenda, RMF FM: Co teraz, po wyroku TSUE, ma zrobić frankowicz?

Mariusz Korpalski, radca prawny (law24.pl): Frankowicz powinien złożyć pozew - ale nie powinien z automatu przestać spłacać (kredytu). Dlatego że wstrzymanie spłat to jest bardzo konfliktogenna sytuacja, trafia się do rejestru dłużników, aż ukaże się prawomocny wyrok, bank rozpoczyna windykację. To nie jest potrzebne. Czasem klienci boją się, że ich działanie będzie postrzegane jako niekonsekwentne. Nie. Można pozwać i spłacać. I to jest w 95 procentach przypadków najlepsze wyjście.

"Jeżeli bank nie chce się porozumieć, to sąd to za niego zrobi"

Po decyzji TSUE są, rozumiem, dwa warianty: albo przewalutowanie na kredyt złotowy z LIBOR-em, albo unieważnienie całej umowy.

Tak.

Sprawa frankowiczów. Co oznacza wyrok TSUE?

W czwartek poznaliśmy wyrok TSUE w głośnej sprawie frankowiczów. Unijny Trybunał Sprawiedliwości uznał, że europejskie prawo nie stoi na przeszkodzie, by frankowe umowy kredytowe, w których znalazły się nieuczciwe warunki, zostały unieważnione. Efekt jest taki, że frankowicze mają szansę odzyskać... czytaj więcej

W pierwszym wariancie: jak będzie wyglądało to odfrankowienie kredytu? To bank ma do mnie przyjść z ofertą, ja mam do niego przyjść czy mam iść od razu do sądu?

To jest pytanie do banków, dlatego że do tej pory nie przejawiały żadnej woli ugodowego załatwiania spraw. Dlatego ja mogę powiedzieć jako prawnik procesowy, że wyrok prawomocny ustala harmonogram spłaty na przyszłość w wersji: złotówka na LIBOR-ze, jak to się powszechnie mówi. Czyli jeżeli bank nie chce się porozumieć, to sąd to za niego zrobi.

Prawomocny wyrok sądu upoważnia mnie jako Kowalskiego, który wziął w 2008 roku kredyt na 400 tysięcy złotych, żeby przeliczyć, pójść do jakiegoś matematyka, finansisty, obojętnie kogo, zapłacić mu 400 złotych, żeby mi przeliczył według tego wyroku harmonogram i powiedział: "Panie Mariuszu, pan ma do spłaty w tym momencie nie tak, jak bank mówił, 500 tysięcy - tylko wychodzi mi, że 250 tysięcy". I proszę dać bankowi wyrok i nasze wyliczenie - i w tym momencie nie musimy nawet dostać od banku nowego harmonogramu, w sensie: tabelki z wyliczeniem. Klienci boją się, że bank im nie da harmonogramu - nie musi dać. Musimy to zrozumieć: harmonogram spłaty jest dokumentem wtórnym, ważna jest umowa, ewentualnie wyrok sądowy - a harmonogram obiektywnie może wyliczyć każdy, kto umie posługiwać się excelem i danymi o kursach.

To przewalutowanie, odfrankowienie po jakim kursie następuje?

Można obrazowo powiedzieć, że cofamy się do momentu wypłaty kredytu i wszystko przeliczamy po tym samym kursie, po którym zostało wypłacone. Po to, żeby wyeliminować jakikolwiek wpływ kursu walutowego (zmian kursu) na wysokość raty i wysokość salda.

Także możemy to postrzegać jako ponowne przeliczenie czy przewalutowanie po - tak obrazowo mówiąc - jakimś kursie, ale to jest ten sam kurs, po którym bank wypłacił. W związku z tym można powiedzieć jeszcze prościej, że to jest wygumkowanie, wykreślenie, wycięcie tej indeksacji.

Czyli w tym momencie będziemy umówieni z bankiem tak, jakby tych franków nigdy nie było?

Tak.

Czyli wziąłem kredyt na mieszkanie, załóżmy 300 tysięcy złotych i ile to było we frankach mnie nie interesuje. Teraz zachowujemy się tak, jakbym od początku miał kredyt na te 300 tysięcy złotych tylko przy oprocentowaniu LIBOR-owym, a nie WIBOR-owym, czyli na tym najniższym.

Tak to clou problemu. Nie musimy sobie tutaj niczego przeliczać, tylko obrazowo można powiedzieć eliminujemy franka z umowy, wycinamy kawałek z umowy i tak samo wycinamy kawałek z wyliczeń i zostaje nam złotówka na LIBOR-ze, co jest bardzo korzystne dla konsumenta. Ale trzeba pamiętać, że to jest element kary dla banku i element oddziaływania na rynek w przyszłości. I to jest wpisane wprost w preambule dyrektywy, tej o której mówimy i w prawie unijnym ten element jest bardzo mocno podkreślany przez Trybunał.

"Zostaje nam złotówka na LIBOR-ze, co jest bardzo korzystne dla konsumenta"

Unieważnienie umowy to jest drugi wariant, który mamy do wyboru. Polega na tym - jak rozumiem - że to, co mam do spłacenia, też przekształcamy znowu na złote i usuwamy franki. Ja wtedy muszę oddać bankowi te pieniądze, które jestem winien z jakiegoś innego kredytu.

W największym uproszczeniu to jest oddanie kwoty głównej bez jakichkolwiek kosztów - bez franków, bez odsetek - umowa jest nieważna i nie ma podstaw do naliczania jakichkolwiek kosztów. Są niuanse prawne polegające na tym, że mamy różne terminy przedawnienia i może się okazać, że w ogóle nic nie trzeba oddawać.

Ale tutaj nie chodzi o dzielenia włosa na czworo, ale o zrozumienie zasady. A zasada jest taka, że jeżeli jest nieważna umowa, to bank nie może żadnych kosztów pobierać. A kwestia, czy klient ma oddać i ile ma oddać kwoty głównej należy do sądu.