Tajne finansowanie, tworzenie grup zakupowych, kopiowanie - tak szkoły radzą sobie z niedoborem podręczników. Chodzi o książki finansowane przez MEN - pisze "Dziennik Gazeta Prawna".

Według "DGP", problem dotyczy podręczników dla klas IV i V podstawówek oraz I i II w gimnazjach - czyli darmowych, finansowanych z dotacji ministerialnej. Pieniądze na zakup książek resort edukacji przekazuje szkołom przez gminę. Szkoła sama musi dogadać się z wydawnictwem co do cen.

GIS: Co drugie dziecko w wieku wczesnoszkolnym nosi za ciężki plecak

Co drugie dziecko w wieku wczesnoszkolnym nosi za ciężki plecak - wynika z badania Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Problem ten w szczególności dotyczy pierwszoklasistów - aż 65 proc. z nich nosi tornistry, które ważą ponad 10 proc. masy ciała dziecka. czytaj więcej

Wydawnictwa uważają, że kwota ustalona przez MEN jest za niska. Urzędnicy resortu przekonują natomiast, że dotacja jest odpowiednia, i ostrzegają, że podręczniki i materiały edukacyjne do obowiązkowych zajęć szkoła musi zapewnić uczniom bezpłatnie.

Szkoły - jak pisze "DGP" - wybierają różne rozwiązania, by poradzić sobie z niedoborem podręczników.

Niektóre nawiązały grupy zakupowe, by wzmocnić swoją pozycję przetargową wobec wydawnictwa i dzięki temu móc taniej kupić np. ćwiczenia do języków obcych.

Czasem - jak czytamy w gazecie - dyrekcja przymyka oko i pozwala rodzicom na dodatkowe koszty, a czasem - sama dogaduje się z radą rodziców, by ta kupiła podręczniki, choć to teoretycznie zakazane.

(edbie)