Wiele włoskich miejscowości mierzy się z problemem nadmiernej turystyki. Niedaleko Rzymu znajduje się jednak miejsce, gdzie od tłumów i zgiełku można odpocząć. Dotrzeć na wyspę Palmarola nie jest łatwo, ale spokój, jaki daje - według CNN - może wynagrodzić wysiłek.
- Palmarola to jedna z dziewiczych i wysp Włoch, oferująca unikalny wypoczynek z dala od masowej turystyki, bez nowoczesnej infrastruktury i tłumów.
- Przeczytaj cały tekst, by dowiedzieć się, dlaczego Palmarola zachwyca nawet najbardziej doświadczonych podróżników.
- Ciekawe informacje z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.
Palmarola to jedna z najbardziej dziewiczych wysp Włoch. Należąca do archipelagu Wysp Poncjańskich, położona około 8 km od Ponzy i niedaleko Rzymu, pozostaje niemal nieznana zarówno turystom, jak i samym Włochom. Brak tam miast, dróg, elektryczności, zasięgu telefonii komórkowej czy nawet funkcjonującego standardowo portu. Na wyspę można dostać się jedynie małą łodzią, co skutecznie odstrasza masową turystykę.
Na wyspie znajduje się tylko jedna plaża i sieć ścieżek prowadzących w głąb lądu. Brak tu nowoczesnej infrastruktury, a jedynym śladem cywilizacji jest restauracja O’Francese, serwująca świeże ryby i oferująca kilka prostych pokoi na wynajem wykutych w dawnych grotach rybackich. Za nocleg trzeba zapłacić około 150 euro za dobę. Na wyspie jest pełno małych zatoczek i wulkanicznych klifów.
Goście, którzy decydują się na pobyt na Palmaroli, rezerwują miejsca z dużym wyprzedzeniem. Miejsca noclegowe są urządzone skromnie, a pobyt przypomina powrót do dawnych czasów. Jedną z takich osób jest Maria Andreini - pracowniczka sektora IT z Treviso, która z mężem i nastoletnim synek co roku odwiedza Palmarolę.
Jest tam tyle do zrobienia, a zarazem tak niewiele - twierdzi. Spędzamy dni na snorkelingu i opalaniu się na plaży z różowych kamyków. W nocy leżymy na plaży i obserwujemy gwiazdy, chodzimy z latarkami. O świcie właściciele budzą nas, by zabrać na wędrówkę na najwyższy szczyt wyspy, aby podziwiać wschód słońca. To zachwycające - mówi CNN Andreini.
Ścieżkami można też dojść do ruin średniowiecznego klasztoru i pozostałości prehistorycznej osady. Wyspa zachwyca dziką przyrodą - na lądzie spotkać można jedynie dzikie kozy, a wśród klifów widać czarne pasma obsydianu, cennego kamienia używanego przez ludzi pierwotnych.
Na kolację jemy świeżą rybę prosto z sieci. Przez cały tydzień czujemy się, jakbyśmy przeżywali pierwotne, rozbitkowe doświadczenie, trochę jak rodzina Flintstonów na wakacjach - mówi Andreini, który radzi odwiedzającym zabrać ze sobą buty do wędrówek wraz z ubraniem plażowym.
Kobieta, która zwiedziła wiele miejsc na świecie, w tym Malediwy, twierdzi, że wdzięk Palmaroli jest nie do pobicia.
Palmarola nie była nigdy zamieszkana na stałe. W czasach starożytnych Rzymianie wykorzystywali ją jako punkt obserwacyjny, lecz nigdy nie zdecydowali się na kolonizację. W XVIII wieku wyspę podzielono między neapolitańskie rodziny. Dziś wyspa podzielona jest na wiele prywatnych działek należących do rodzin wciąż mieszkających na Ponzy.
Na klifach wciąż można zobaczyć proste domki wykute w skałach, dawniej służące rybakom za schronienie podczas burz. Najważniejszym miejscem kultu jest mała kaplica św. Sylweriusza papieża wygnanego na Palmarolę w VI wieku. Co roku w czerwcu mieszkańcy Ponzy przypływają tu, by uczcić swojego patrona, niosąc kwiaty i drewnianą figurę świętego.
Lokalne legendy mówią o cudownych interwencjach św. Sylweriusza, który miał ratować żeglarzy z morskich opresji. Według przekazów, pojawiał się on nad wodą i prowadził rozbitków do bezpiecznych grot na Palmaroli.


