Gościem Tomasza Weryńskiego w rozmowie 7 pytań o 7:07 w internetowym Radiu RMF24 był poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz prezes Związku Sadowników RP, Mirosław Maliszewski. Pytany był m.in. o to kto odpowiada za tak horrendalne ceny w polskich sklepach, jak zatrzymać galopującą inflację żywności oraz czy na wiosnę możemy spodziewać się spadku cen. Poruszono także kwestię ukraińskiego zboża, i tego co polski rząd robi w tej kontrowersyjnej sprawie.

REKLAMA

W tych trudnych warunkach wojny za naszą granicą potrzebne są specjalne mechanizmy pomocy dla producentów w formie rekompensat kosztów energii, czy umożliwienia zatrudnienia pracowników z innych państw. Wielokrotnie apelowaliśmy o to do rządzących. Rząd jednak na nasze prośby nie reaguje albo reaguje niewystarczająco - mówił w rozmowie 7 pytań o 7:07 w internetowym Radiu RMF24 Mirosław Maliszewski.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Maliszewski: To będzie kolejny trudny rok dla polskich sadowników

Gość Tomasza Weryńskiego pytany był także o to, czy możemy liczyć, że na wiosnę ceny warzyw i owoców spadną. Powinno być nieco taniej, wtedy kiedy pojawią się warzywa uprawiane w gruncie. Z drugiej strony nie chciałbym, żebyśmy doprowadzili do sytuacji, że tanie warzywa doprowadzą do bankructwa polskich rolników - odpowiedział Maliszewski.

Inflacja na półkach

Tomasz Weryński zwrócił uwagę, że w Polsce inflacja żywności wynosi ponad 22 procent i że odczuwamy ją wszyscy, ale najbardziej dotyka ona osoby najbiedniejsze. Rzeczywiście to widać nawet po zakupach warzyw. Dziś sprzedają się "najprostsze" warzywa, takie jak cebula czy ziemniaki. Z nich konsumenci zrezygnować nie mogą. Natomiast te najbardziej wyrafinowane jak papryka, czy ogórek sprzedają się w mniejszych ilościach. Wynika to oczywiście z ich cen na rynku, ale także z preferencji konsumpcyjnych oraz zasobności portfela - ocenił gość Radia RMF24.

Jak zatrzymać wzrost cen? Zdaniem posła PSL konieczna jest interwencja rządu. Mechanizm zamrożenia cen energii, który wprowadzono kilka miesięcy temu, został bardzo szybko wyczerpany, bo został on limitowany. Niecała energia zużywana do produkcji warzyw, owoców czy mleka była objęta zamrożeniem cen, dlatego że rolnicy bardzo szybko wykorzystali limit i dzisiaj muszą znowu płacić wysokie ceny. Aby sprostać tym kosztom, żądają wyższych cen za produkt - podkreślił.

Gdybyśmy na rynku paliw, oleju napędowego bardzo ważnego w rolnictwie, urealnili ceny wynikające ze spadku cen ropy naftowej na rynkach światowych, gdybyśmy urealnili cenę nawozu w oparciu o taniejący gaz na rynkach światowych - a to wszystko robią koncerny państwowe - to doprowadzilibyśmy do tego, że opłacalność produkcji rolnej w produkcji warzyw byłaby na dobrym poziomie. Ale w tym zakresie żadnej reakcji nie widzę - dodał.

Limity w supermarketach

Maliszewski pytany był także, czy Polskę czeka scenariusz taki jaki dotknął Wielką Brytanię, gdzie w supermarketach wprowadzono limit trzech pomidorów na klienta, czy Holandię gdzie można kupić maksymalnie dwie papryki. Polscy rolnicy mają świadomość, że muszą wyżywić swój kraj, więc będą się starali wyprodukować wystarczającą ilość produktu. Polscy rolnicy wiedzą czego oczekują klienci, ale nie są w stanie produkować niezgodnie z zasadami ekonomii. Jeśli nie ma opłacalności produkcji, to w kolejnym sezonie nie będzie jej odnowienia. Gospodarstwa będą upadać i wtedy dopiero będziemy mogli mówić, że jest zagrożenie, że Polacy na śniadanie zamiast 5 pomidorów, tylko 2 czy 3. Podobnie z ogórkami, czy niektórymi owocami. Potrzebna jest tu pilna interwencja. Wyjściem z tej trudnej sytuacji jest ingerencja w sektor i pomoc producentom rolnym, aby ich koszty nie rosły. To musi być jednak długofalowa pomoc - podkreślił.

Problemy sadowników

Prezes Związku Sadowników RP przyznał także, że rok 2023 będzie kolejnym, trudnym rokiem dla polskich sadowników.

Szczególnie dla producentów jabłek. Spotykamy się niestety z dwoma zjawiskami. Jeden to wysokie koszty produkcji, a drugi to zamknięte rynki zbytu. Mamy zamknięty rynek zbytu rosyjski, który przez ostatnie kilkadziesiąt lat był naszym tradycyjnym miejscem sprzedaży. Ale uwaga, mamy też zamknięty rynek zbytu egipski, do którego w ostatnim czasie eksportowaliśmy ogromne ilości polskich jabłek. Są problemy na tym rynku z popytem, dlatego niestety producenci jabłek sprzedają je dziś poniżej kosztów wytworzenia - stwierdził.

Prezes Sadowników przyznaje jednak, że są pewne nadzieje dotyczące ożywienia rynku egipskiego. Być może konsumenci przestawią się z drogich warzyw na tańsze owoce, w tym jabłka.

Natomiast faktem jest, że producenci owoców są dotknięci dziś ogromnym kryzysem i wiele z tych gospodarstw ma problemy by dotrwać do następnego sezonu i odnowić produkcję.

Gość programu zwrócił również uwagę na jeszcze jeden istotny kryzys, jaki dotyka polskie gospodarstwa sadownicze.

To ogromy kryzys, jeżeli chodzi o następców sadowniczych. Młodzi ludzie widząc jak ciężko pracują ich rodzice i jak mało pieniędzy za to otrzymują, nie decydują się na przejmowanie gospodarstw. A ci, którzy się decydują - za co trzeba im bardzo podziękować - mierzą się z różnymi problemami. Dlatego musimy zrobić wszystko, aby stworzyć takim młodym ludziom odpowiednie warunki do przejmowania tych biznesów - ocenił.

Ukraińskie zboże

Poseł PSL pytany był także co sądzi na temat ukraińskiego zboża, które mocno wymknęło się spod kontroli w Polsce.

To jest ogromny problem. Mniej więcej rok temu Unia Europejska przyjęła warunki sprzedaży ukraińskiego zboża do krajów potrzebujących go najbardziej, zwłaszcza do krajów Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, gdzie te kraje są skazane na import, bo same tego zboża nie produkują. My jako PSL przewidywaliśmy, że to zboże po drodze zamiast do Afryki może trafiać do polskich magazynów i zajmować miejsce, które jest przeznaczone dla polskiego zboża. Tu zawiniła niestety opieszałość urzędników - szczególnie ministerstwa rolnictwa - którzy byli zbyt optymistyczni, że nie będzie z tego powodu większych problemów i pozwolili na niekontrolowalny import - mówił gość Radia RMF24.

Maliszewski przypomniał, że PSL w tej sprawie przygotowało projekt, którzy przewiduje wprowadzenie systemu kaucyjnego. Na czym miałoby polegać to rozwiązanie? Importer zboża do Afryki, przewożąc go przez Polskę, wpłaca po przekroczeniu przez to zboże polskiej granicy kaucję w wysokości 1000 złotych od tony i ta kaucja jest mu zwracana, kiedy te zboże opuści granice Polski. To oznacza, że nie opłaciłoby się temu importerowi zostawić tego zboża w Polsce i go wprowadzić na rynek polski. Niestety ten pomysł nie został zaakceptowany. Do tej pory ten projekt nie jest uruchomiony do prac parlamentarnych przez panią marszałek. Ale dzisiaj ten pomysł jest rozważany nawet na poziomie Komisji Europejskiej, więc zwracam się do rządzących, by wykorzystywali to, co my fachowcy proponujemy, nie patrząc na, to która partia polityczna to zgłasza - wytłumaczył.