W pierwszych dniach konfliktu z Iranem Katar miał zaproponować Teheranowi tajne porozumienie, by uchronić kluczowy kompleks gazowy Ras Laffan przed atakiem – informuje "The Washington Post", powołując się na źródła rządowe z Bliskiego Wschodu i Zachodu. Katar stanowczo zaprzecza tym doniesieniom, podkreślając, że oskarżenia są próbą podważenia jego roli mediatora w regionie.
- Bądź na bieżąco. Informacje z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.
Amerykański dziennik oparł się na informacjach zasięgniętych u przedstawicieli władz zarówno państw Bliskiego Wschodu, jak i Zachodu, którzy przekazali, że celem umowy była ochrona kompleksu gazowego Ras Laffan przez Katar przed atakami ze strony Iranu.
Według źródeł "WP", Katar proponował, że wstrzyma produkcję gazu. Tym samym gwałtownie wzrosną światowe ceny energii, co zwiększy presję na USA i Izrael, aby zakończyły wojnę. Osiągniecie swoje cele bez atakowania nas - miało brzmieć przesłanie do władz Iranu.
Katar zamknął Ras Laffan trzeciego dnia wojny, motywując to "atakami militarnymi na funkcjonujące instalacje". Ze zdjęć satelitarnych przeanalizowanych przez dziennik wynika jednak, że nie były wówczas widoczne żadne uszkodzenia kompleksu. Jednak ówczesne oświadczenia katarskich urzędników, wśród których było również ostrzeżenie ministra energetyki, że wojna "doprowadzi do załamania się gospodarek całego świata", zwiększyły powszechne lęki.
Niecałe dwa tygodnie później, 18 marca, obawy Kataru stały się rzeczywistością, gdy Iran ostrzelał liczne cele w regionie, w tym - Ras Laffan - po tym, gdy irańska infrastruktura gazowa została sparaliżowana wskutek izraelskich ataków powietrznych. Resort energii ocenił, że atak zniszczył krytyczną infrastrukturę, która odpowiadała za prawie 20 proc. katarskiego eksportu skroplonego gazu ziemnego. Oszacował, że naprawa szkód "zajmie od trzech do pięciu lat" i spowoduje wieloletnie zakłócenia w dostawach do Chin, Korei Południowej i Belgii. Dodał, że ataki "nie były jedynie atakiem na Katar", ale "na globalne bezpieczeństwo energetyczne i stabilność".
Katar kategorycznie zaprzeczył twierdzeniom amerykańskiej gazety, oświadczając że oskarżenie jest próbą "sabotowania trwających wysiłków mediacyjnych, mających na celu zakończenie konfliktu, zaszkodzenia reputacji Kataru i podważenia strategicznego partnerstwa między Katarem a Stanami Zjednoczonymi".
Jeden z katarskich urzędników przyznał w rozmowie z "Washington Post", że Katar "apelował do Iranu, aby nie atakował", ale powtórzył, że opisana propozycja nie miała miejsca.
Katar utrzymuje bliskie kontakty z irańskimi przywódcami w ramach swojej roli mediatora regionalnego - przypomniał dziennik. Umożliwia liderom wspieranego przez Iran ugrupowania terrorystycznego Hamas utrzymanie obecności w Dosze i dzieli się z Iranem dostępem do największego na świecie złoża gazu ziemnego. Niektórzy zachodni i regionalni urzędnicy sądzą, że Katar ma motywację do utrzymania status quo w Iranie, ponieważ Doha odniosła nieproporcjonalne korzyści ze wspólnego dostępu obu krajów do złoża gazu South Pars-North Dome - częściowo dlatego, że możliwości Iranu do eksploatacji swojej części złoża od lat są ograniczane przez sankcje ze strony Zachodu.
Jednocześnie Katar zacieśnił więzi ze Stanami Zjednoczonymi. Jego baza lotnicza Al-Udeid jest największą amerykańską bazą wojskową w regionie. Znaczna część infrastruktury energetycznej Kataru jest współwłasnością i jest zarządzana wspólnie z ExxonMobil i innymi amerykańskimi firmami - podkreślił "WP".
Katarski urzędnik, z którym rozmawiał amerykański dziennikarz, zaprzeczył, jakoby Doha widziała korzyść w przetrwaniu teokratycznego rządu Iranu. "Dla nas Iran zawsze stanowił zagrożenie, nawet przed rewolucją islamską" - powiedział.


