Polak prowadzący wraz z żoną z Tajwanu restaurację Lil Bao w Brukseli padł ofiarą brutalnego ataku. Bezpodstawne oskarżenia o rasizm przyczyniły się do eskalacji przemocy.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Do zdarzenia doszło tydzień temu, jednak dopiero teraz Michał Mytkowski i jego żona Hsuan-Jia Lin są w stanie opowiedzieć o tym, co się wydarzyło. O sprawie zaczęły też informować lokalne media, m.in. "Sudinfo", "Nieuwsblad" i "Bruzz".

Atak miał miejsce w czasie protestów młodzieży ze szkół średnich, studentów i nauczycieli przeciwko cięciom w edukacji francuskojęzycznej w Belgii. Demonstracje momentami wymykały się spod kontroli. Właściciel Lil Bao wraz z zespołem przygotowywał się właśnie do otwarcia restauracji, gdy zauważył, że dwóch mężczyzn zabrało krzesło z ogródka.

Wybiegłem za nimi, żeby odzyskać swoją własność. Bałem się też, że krzesło może zostać użyte do rzucania w policję - opowiada w rozmowie z RMF FM Michał Mytkowski.

Sytuacja szybko się zaogniła. Wokół właściciela restauracji zgromadziła się agresywna grupa dorosłych i młodzieży.

Ci, którzy zabrali krzesło, byli wyraźnie północnoafrykańskiego pochodzenia. Zobaczyli białego człowieka i od razu padło hasło, że jestem rasistą. Zaczęły się nawoływania do bojkotu mojej restauracji - relacjonuje.

Mężczyzna został otoczony, a następnie pobity i skopany.

Nie było w ogóle możliwości rozmowy. Zaczęli krzyczeć: "rasista" i "bojkot", przedstawiając mnie jako tę złą osobę w tej historii, choć to ja zostałem zaatakowany - mówi.

"Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak bezpodstawnym zarzutem"

Michał jest wstrząśnięty nie tylko samą przemocą, ale także - jak podkreśla - manipulacją, która jej towarzyszyła. Oskarżenie o rasizm było kompletnie absurdalne. Mam przecież multikulturowy zespół. Sam jestem Polakiem, przyjechałem do Belgii z rodzicami, gdy miałem trzy lata. Moja żona pochodzi z Tajwanu. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak bezpodstawnym zarzutem - mówi w rozmowie z nami.

Dodaje, że sam wielokrotnie doświadczył w Belgii uprzedzeń wobec Polaków.

Tata nauczył mnie, żeby nie przekuwać takich doświadczeń w agresję. Powtarzał, że trzeba pokazywać, iż Polacy nie są tacy, jak czasem się o nich stereotypowo myśli i żeby zawsze pokazywać dobrą stronę naszych. To dało mi "moc". W takim duchu zostałem wychowany - opowiada.

Zdaniem polskiego restauratora fałszywe oskarżenie o rasizm wpłynęło na rozwój wydarzeń. Myślę, że zarzut o rasizm był sposobem na usprawiedliwienie ich własnej agresji, a także sposobem na podburzenie tłumu - ocenia.

Sytuacja stawała się coraz bardziej niebezpieczna. Jeden z napastników rzucił stołem w okno restauracji. Właściciel Lil Bao zwraca uwagę, że do agresji młodych ludzi zachęcały również starsze osoby stojące z boku, podczas gdy inni świadkowie wyraźnie bali się zareagować. Na szczęście z pomocą przyszło kilku sąsiadów oraz pracownicy okolicznych restauracji, w tym Polka, pani Angelika. Policja pojawiła się dopiero po pewnym czasie, gdy sytuacja zdążyła się już uspokoić. Funkcjonariusze ostrzegli, że napastnicy mogą wrócić.

"Nie można się bać"

Nie można się bać i nie można ignorować takich sytuacji. Potrzebujemy solidarności i odwagi, by przeciwstawiać się agresji - apeluje właściciel Lil Bao. Mężczyzna zwraca też uwagę na łatwość, z jaką - jego zdaniem - w Belgii padają oskarżenia o rasizm.

Tutaj "karta rasistowska" jest bardzo szybko wyciągana, a ludzie często nie mają pojęcia, do kogo to mówią. Nie wiedzą, co ten człowiek przeżył, skąd pochodzi ani jaką ma historię rodzinną - mówi.

Mimo traumatycznych doświadczeń Michał Mytkowski nie zamierza rezygnować z prowadzenia restauracji. Na razie zrezygnował tylko z ogródka.

Nasza restauracja jest połączeniem kultur. Serwujemy tajwańskie, wegańskie dania, ale staram się też wprowadzać elementy polskiej gościnności. Chcę przekonywać rodaków do nowych smaków i cieszę się, że wielu z nich chętnie do nas wraca - podkreśla z dumą.

Opracowanie: