Maria Ejchart, wiceminister sprawiedliwości, odniosła się do pojawiających się w mediach doniesień na temat aresztowanego dziennikarza Leszka K. Zapewniła, że nie został on zakwalifikowany jako osoba stwarzająca poważne zagrożenie społeczne lub dla bezpieczeństwa zakładu karnego.
- Najnowsze informacje z Polski i świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Postępowanie przeciw Leszkowi K. prowadzi Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Dziennikarz jest podejrzany o posiadanie bez zezwolenia broni palnej i amunicji, a także o grożenie śmiercią komendantowi powiatowemu policji w Piasecznie w celu zmuszenia go do podjęcia interwencji w konkretnej sprawie. Podejrzany nie przyznał się do popełnienia zarzuconych mu czynów.
W sobotnim wpisie na platformie X wiceszefowa MS napisała: "W związku z pojawiającymi się informacjami dotyczącymi tymczasowo aresztowanego, mocą decyzji sądu, Leszka K., podejrzanego o kierowanie gróźb karalnych wobec Komendanta Powiatowego Policji w Piasecznie oraz nielegalne posiadanie broni palnej, przedstawiam faktyczny przebieg wydarzeń".
Podkreśliła, że Leszek K. nie jest osobą o statusie N., oznaczającym osobę "stwarzającą poważne zagrożenie społeczne albo poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa zakładu karnego".
Ejchart przekazała, że we wtorek, 9 czerwca Leszek K. został doprowadzony do Aresztu Śledczego w Grójcu, jednak z uwagi na brak miejsc w celi przejściowej, tego samego dnia został przewieziony do Aresztu Śledczego Warszawa-Białołęka. W momencie zatrzymania miał na sobie odzież cywilną (szorty, T-shirt, lekką kurtkę), a w jednostce penitencjarnej zapewniono mu regulaminową odzież więzienną.
Poinformowała, że w piątek, 12 czerwca w godzinach porannych do aresztu zgłosiło się dwóch pełnomocników podejrzanego Leszka K. Wizyta - jak podała Ejchart - opóźniła się z przyczyn organizacyjnych, polegających na czasowym braku wolnych pokoi w dziale czynności procesowych. Dodała, że zrealizowano ją niezwłocznie po zwolnieniu odpowiedniego pomieszczenia.
Wiceszefowa resortu sprawiedliwości podkreśliła również, że administracja otrzymała zgłoszenie o pojawieniu się pluskiew w czteroosobowej celi, w której przebywał podejrzany.
"Podkreślam, że pluskwy w jednostkach penitencjarnych - podobnie jak w innych miejscach zbiorowego pobytu - pojawiają się najczęściej poprzez przenoszenie ich na odzieży czy w rzeczach osobistych. Rotacja osadzonych sprzyja ich rozprzestrzenianiu, co nie wynika z zaniedbań higienicznych, lecz specyfiki takich obiektów. Najważniejsza jest tu natychmiastowa reakcja i właśnie takie działania sanitarne zostały podjęte w tym przypadku. Cela zostanie poddana dezynfekcji" - wskazała.
Według wiceministry zgłoszenie zostało zweryfikowane, a osadzeni z tej celi zostali profilaktycznie zbadani przez lekarza i pielęgniarkę i skierowani do łaźni. Następnie wydano im nowe ubrania i pościel oraz przeniesiono do innej celi mieszkalnej. Zaznaczyła, że to standardowa procedura.
Prokuratura uzasadniła wniosek o areszt, do którego przychylił się sąd, m.in. wysokim prawdopodobieństwem możliwości popełnienia zarzucanych mu czynów, grożąca mu wysoką karą, obawą matactwa i wpływania na świadków, gdyby był na wolności oraz obawą ukrywania się przed wymiarem sprawiedliwości.


