Gibson byłby idealnym Janem III Sobieskim. Proszę go sobie wyobrazić z tym przyklejonym wąsem, ucharakteryzowanego na sarmatę - mówił w Porannej rozmowie w RMF FM Jarosław Sellin, wiceminister kultury. Polityk PiS komentował w ten sposób pomysł nakręcenia kasowego filmu, opowiadającego o historii Polski. "Uważam, że uruchomiliśmy dobry mechanizm produkcji filmów historycznych, które nie są niestety tanie" - zaznaczył Sellin. Dodał również, że gdy z konkursu na scenariusz filmu historycznego zostaną wyłonieni laureaci, to "znajdą się nowe źródła finansowania". "Spółki Skarbu Państwa też mogą się do takiego ważnego, narodowego działa dokładać" - mówił.

Posłuchaj całej rozmowy!

Robert Mazurek: Panie ministrze, dlaczego wczoraj w Gdyni nie było nikogo z resortu na otwarciu festiwalu?

Jarosław Sellin: Wczoraj zaczął się najważniejszy festiwal filmowy filmów polskich w Gdyni - już tradycyjnie w moim rodzinnym mieście, z czego się cieszę. Tradycyjnie też minister kultury będzie na zakończeniu tego festiwalu, na podsumowaniu tego festiwalu. Natomiast czasem się tak zdarza, że rzeczywiście kalendarz nie pozwala przybyć: mamy w tym tygodniu Sejm, dużo pracy w ministerstwie i po prostu się nie udało.

No i co? Nikt nie mógł przyjść?

Z Warszawy do Gdyni jest kawałek, a ja na przykład miałem bardzo wypełniony kalendarz, ważne spotkania. Przygotowuję się też do bardzo ważnej, kilkudniowej wizyty w Izraelu.

Może czekacie na te słynne filmy, o których mówił minister Błaszczak? Który chciałby wreszcie polskiej produkcji. Mówi tak: trzeba zatrudnić Toma Cruise'a, Mela Gibsona czy kogoś znanego na całym świecie, kto wcieliłby się w postać Polaka.

Czemu nie? Uruchomiliśmy taki dobry mechanizm produkcji filmów historycznych, które nie są niestety tanie. Informuję pana redaktora, że właśnie do wczoraj spływały pomysły scenariuszowe na film historyczny. I proszę zgadnąć, ile pomysłów scenariuszowych do nas przyszło na konkurs?

Sześćset.

Osiemset. Teraz komisja konkursowa będzie miała dużo pracy, żeby wybrać z tego pięćdziesiąt projektów, które dostaną dofinansowanie na bardziej szczegółowe napisanie scenariusza i myślę, że kilka ważnych produkcji filmowych, historycznych z tego wyjdzie.

A pan wolałby Gibsona czy Cruise'a?

Wydaje mi się, że Gibson byłby idealnym Janem III Sobieskim. Proszę go sobie wyobrazić z tym przyklejonym wąsem, ucharakteryzowanego na sarmatę.

Dzieci ma już sporo, jest taki bardzo... A Cruise to jednak scjentolog.

...Wiek mniej więcej ten sam, ale też dobra twarz, dobry aktor. Pamiętam jego rolę w filmie historycznym, grał Stauffenberga w takim fresku historycznym o spisku i zamachu na Hitlera. Dobrze udźwignął tę rolę.

Wszystko dobrze, tylko myśli pan, że tak naprawdę to jest droga na pokazywanie polskiej historii?

Tak poważnie mówiąc, po pierwsze: skoro pojawiło się osiemset projektów, to istnieje prawdziwa potrzeba społeczna, żeby takie filmy zgłaszać, i pomysły na takie filmy zgłaszać, i na pewno taka potrzeba istnieje, żeby takie filmy powstawały.

Ale kto miałby je robić? Państwo ogłaszałoby przetarg?

Już mówię: jak już będzie z tego całego konkursu wyłonionych kilka naprawdę idealnie dopracowanych scenariuszy, to znajdziemy nowe źródła finansowania. To mogą być źródła krajowe, to mogą być źródła zagraniczne.

Jasne, zmusimy PZU, żeby wydało kilkaset milionów.

Dlaczego nie? Spółki Skarbu Państwa też mogą się do takiego ważnego narodowego dzieła dokładać. Myślę, że polski biznes prywatny również, polskie środki publiczne również, ale na ogół takie filmy - duże freski historyczne - robi się w koprodukcji i tutaj właśnie jest ten moment, kiedy będziemy na przykład sprawdzać, czy...

...Czy Mel Gibson byłby w koprodukcji polsko-tureckiej o tym, jak Polacy leją Turków pod Wiedniem...

...Czy są jacyś chętni - Amerykanie na przykład - do kooperacji. Ja uważam, że Amerykanie robią najlepsze filmy historyczne i do tego doświadczenie, źródła...

Ale oni robią o swojej kawalerii, która tam - "patataj, patataj" - zasuwa w czasie wojny secesyjnej.

Ale nie tylko. Przykład filmu o Schaufenbergu świadczy o tym, że robią nie tylko o swoich filmy.

To zostawmy na moment przyszłe filmy z Melem Gibsonem, czy z Tomem Cruisem. Chcę pana spytać o rzeczy jak najbardziej aktualne. Pan ogląda czasami wiadomości telewizyjne? I w ogóle polską telewizję publiczną?

Staram się oglądać, bo tylko na to stać polityka, żeby znaleźć czas na kontakt z telewizją. Staram się oglądać programy informacyjne, czasami publicystykę.

Jest pan wieloletnim dziennikarzem. Jak panu się podobają wiadomości?

Wie pan, w porównaniu z tym, co było w poprzednich ośmiu latach, po pierwsze wróciła powaga, bo było bardzo dużo tematów tabloidowych w poprzednich ośmiu latach i to mnie zawsze denerwowało i te tematy zniknęły. Po drugie: wrócił serwis zagraniczny, bo w poprzednich ośmiu latach też w głównym dzienniku telewizji publicznej nie znajdowałem...

Same sukcesy...

...Nie znajdowałem tematów zagranicznych. Miałem takie wrażenie, że redaktorzy poprzedni uważali, że Polacy się w ogóle światem nie interesują.

Dobrze, ale to, co najbardziej wszystkich interesuje i polityków również - jak przedstawiana jest polska polityka? Jest rzetelniej? Obiektywniej?

To przedstawienie ma pewien pazur, ale to też dziennikarze mają do tego prawo, żeby surowo oceniać rzeczywistość polityczną i takie oceny też się zdarzają.

Pan jako dziennikarz jak patrzy na to i nie bolą pana zęby? Nic?

Wie pan, co do...

Uśmiecha się Jarosław Sellin.

...Co do warsztatu zawsze można mieć pewne uwagi. Natomiast uważam, że zmiany generalnie poszły w dobrą stronę.

Myślę, że nie wierzy pan w to, co mówi, ale zostawię pana z tym. Proszę powiedzieć - pana resort przygotowuje zamach na ukochane dziecko Donalda Tuska, czyli Muzeum II Wojny Światowej? W zasadzie już ten zamach się dokonał, tylko jeszcze dyrektor nie jest zmieniony. Odwołacie go?

Nie wiem, na czym ten zamach ma polegać, bo Muzeum II Wojny Światowej się buduje w ramach wieloletniego programu rządowego, który jest realizowany i będzie to muzeum stworzone, dokończone.

Już mówię - zamach polega na tym, że odwołacie obecnego dyrektora profesora Pawła Machcewicza.

O tym, kto będzie dyrektorem połączonych muzeów, bo łączymy Muzeum II Wojny Światowej z Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 w jedno muzeum, uznając, że nie ma sensu w jednym mieście, bo minister ma w jednym mieście dwa muzea...

Nie, to drugie tak naprawdę nie istnieje.

Istnieje, istnieje.

Muzeum Westerplatte nie istnieje.

Wie pan, ja, na przykład, 1 września byłem w Gdańsku...

Ja też.

...I się zastanawiałem, co zrobi Muzeum II Wojny Światowej 1 września - jeden z najważniejszych dni do upamiętnienia. Nie zrobiło nic.

Może dlatego, że jeszcze nie istnieje?

A Muzeum Westerplatte, które rzekomo nie istnieje, zrobiło wielki koncert niepodległości na Westerplatte. Więc proszę nie mówić, że Muzeum Westerplatte nie istnieje.

Do niedawna zatrudniało jedną osobę.

Nie, zatrudnia kilkanaście osób i robi aktywności, skupuje zbiory.

Do niedawna zatrudniało jedną osobę, teraz daliście pieniądze.

I przypomnę też, że Muzeum II Wojny Światowej zostało powołane najpierw jako Muzeum Westerplatte, dopiero potem nazwa została zmieniona.

Odwołacie Pawła Machcewicza?

To jest decyzja ministra kultury, to jest jego władztwo. Kiedy połączone zostaną oba muzea - to nastąpi 1 grudnia - zapadnie również decyzja o tym, kto będzie tym połączonym muzeum kierował.

Porozmawiajmy chwilę o polityce. Cieszy się pan z tego, że został zawieszony pan Misiewicz, czyli członek rady nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej?

Nie traktuję tego w kategoriach emocjonalnych - cieszę się, nie cieszę się.

No nie, ale powinien się pan cieszyć, że zachodzi jakaś dobra zmiana - stop nepotyzmowi, stop kolesiostwu.

Śledzę doniesienia medialne i wypowiedzi publiczne w tej sprawie i rozumiem, że pan Bartłomiej Misiewicz podjął decyzję po ataku na niego przez jeden z tygodników, z resztą po atakach wielu, które miały miejsce w ostatnich tygodniach o tym, że sam chce zawiesić swoje funkcjonowanie w resorcie, a minister obrony tę prośbę przyjął.

Ale panie ministrze, pan naprawdę nie widzi tutaj, że to atak atakiem, ale było coś na rzeczy? Że może Bartłomiej Misiewicz nie powinien zostawać, zwłaszcza jak nie ma żadnych uprawnień, członkiem rady nadzorczej największego polskiego holdingu zbrojeniowego?

Wiem jedno, że minister obrony narodowej ma prawo właśnie do największego polskiego holdingu zbrojeniowego wysłać do rady nadzorczej osobę zaufaną.
 
Będzie się pan smażył w dziennikarskim piekle za mówienie takich rzeczy, że wiadomości są OK, a Misiewicz ma prawo tam zasiadać.

Nie, że minister obrony ma prawo wysłać do rady nadzorczej największego koncernu zbrojeniowego zaufaną sobie osobę. To jest, wydaje mi się, naturalne.

Nawet jeśli ta osoba nie ma żadnych uprawnień. I czym się to rożni od tego, co robiła Platforma?

Nie znam uprawnień, które są tam wymagane, ale minister obrony na pewno ma prawo mieć taka osobę w tej radzie nadzorczej.

Ostatnie pytanie: Ewa Kopacz powiedziała, że Donald Tusk powinien być wspólnym kandydatem opozycji na prezydenta.

Problem opozycji.

Myśli pan? A pan jako wiceszef sztabu Andrzeja Dudy nie uważa, że to byłoby zagrożenie dla reelekcji obecnego prezydenta.

Powiem szczerze. Myślę, że w polityce polskiej czas Donalda Tuska się skończył, że jest w pewnym sensie emerytem politycznym, tak jak Lech Wałęsa czy Bronisław Komorowski. I nie widzę takiej perspektywy, żeby ponad 50 proc. Polaków zechciało zagłosować na Donalda Tuska jako prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej.

Na emeryturę wysłał Donalda Tuska Jarosław Sellin.

W polskiej polityce, podkreśliłem.