"Nie wiem, co się wszyscy do tych biednych siłowni przyczepili. Rozumiem biznes, ale jeżeli ktoś uprawia sport, to równie dobrze może uprawiać na świeżym powietrzu, kupić sobie hantle za parę groszy w domu i poćwiczyć" - mówił w internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM prof. Andrzej Horban. "To jest tylko problem pieniędzy, które tracą siłownie. Ale jest jakiś program pomocy dla tych ludzi - olbrzymi, bo wszyscy się na to w gruncie rzeczy składamy" - ocenił główny doradca premiera ds. walki z Covid-19.

Jeszcze nie - mówił w Porannej rozmowie w RMF FM prof. Andrzej Horban - główny doradca premiera ds. Covid-19, zapytany o to, czy już czas na luzowanie obostrzeń. 

Nie mamy jeszcze takich obostrzeń, jak w krajach ościennych. Puściliśmy łaskawie dzieci z klas 1-3 (do szkół - przyp. red.). Wszyscy się na to zgodzili i czekamy, co dalej z tego wyniknie - zastrzegł gość RMF FM. 

Jeszcze się nie spieszmy, bo cały nasz wysiłek przez rok czyniony, potężny, demolujący właściwie życie społeczne, może wziąć w łeb - ostrzegł ekspert, nawiązując do kolejnych przypadków otwierania przez przedsiębiorców obiektów objętych restrykcjami. Mamy już szczepionkę, ale w ilościach jeszcze niewystarczających przynajmniej dla tej grupy najbardziej wrażliwej - tłumaczył.

Nie dokręcamy śruby, nie ma u nas godziny policyjnej - mówił w Porannej rozmowie w RMF FM prof. Andrzej Horban - główny doradca premiera ds. Covid-19. 

Jest lepiej, zdecydowanie jest lepiej, ale nie tak dobrze. Spada nam liczba nowo zdiagnozowanych zakażeń, co jest efektem przedłużenia zaleceń czy obostrzeń, które obowiązywały do grudnia. Liczba zgonów też już maleje, ponieważ nie dochodzi do nowych zakażeń. Ci, co umierają, to są osoby starsze, schorowane - opisywał ekspert. 

Według prof. Horbana, luzowanie obostrzeń powinniśmy zacząć od oświaty. Przede wszystkim wydaje się, że najpierw należy otworzyć szkoły, dlatego że dzieci, nawet jeżeli chorują, to chorują w sposób łagodny - stwierdził. Nauczyciel też jest w miarę zdrowy. To nie jest osoba 80-letnia - powiedział. Przyznał jednocześnie, że wybór branż, które zostaną odmrożone w pierwszej kolejności, "to jest zawsze balansowanie na granicy".

Pełny tekst rozmowy:


Robert Mazurek, RMF FM: Panie profesorze, to jest czas na luzowanie obostrzeń?

Prof. Andrzej Horban: Trudne pytanie. Jeszcze trudniejsza odpowiedź. Jeszcze nie, aczkolwiek już żeśmy zaczęli. Po pierwsze: nie mamy jeszcze takich obostrzeń lub takich zaleceń, bo ja wolę słowo "zalecenia", niż w krajach ościennych. A po drugie, proszę zwrócić uwagę, już puściliśmy łaskawie dzieci z klas 1-3, wszyscy się na to zgodzili i czekamy, co dalej z tego wyniknie.

Tak, panie profesorze, ale co chwilę słyszymy i widzimy internecie, w telewizji, jak bawią się ludzie na imprezach, jak otwierają się kolejne dyskoteki, kolejne restauracje, jak nie wytrzymują właściciele siłowni, właściciele pensjonatów, etc. Ludzie po prostu mają tego już dosyć i nie stać ich na dłuższe czekanie. Co pan by powiedział tym wszystkim ludziom? Bo rząd mówi: jeszcze poczekajcie, jeszcze poczekajcie. Jak długo?

Ja myślę, że dokładnie to samo w tym momencie należy powiedzieć. Jeszcze poczekajmy. Jeszcze się nie spieszmy. Bo cały nasz wysiłek przez rok czyniony, potężny, w końcu demolujący właściwie życie społeczne, może wziąć w łeb. Mamy już szczepionkę, ale w ilościach jeszcze niewystarczających, przynajmniej dla tej grupy najbardziej wrażliwej. Po co w ogóle jest czyniony ten cały nieszczęsny lockdown albo też ograniczenia? Chodzi o to, żeby ochronić ludzi, którzy są najstarsi i którzy mają największe ryzyko ciężkiego przebiegu choroby i ich śmierci.

My wszyscy rozumiemy, że mamy chronić najsłabszych. Ale wy, kiedy wprowadzaliście obostrzenia, mówię również "wy", bo pan też to doradzał, mówiliście wtedy, kiedy liczba nowych przypadków się ustabilizuje albo zacznie słabnąć, wtedy porozmawiamy o tym, żeby te obostrzenia znosić. No i mamy, panie profesorze. Ja mam przed sobą wyniki trzech tygodni stycznia i średnią dzienną. W pierwszym tygodniu stycznia to było ponad 9000 przypadków, w drugim 7500, teraz mamy niespełna 6000. Trzeci tydzień stycznia. To nie jest wciąż mało, zwłaszcza jak się spojrzy na liczbę zgonów, która ciągle jest taka sama. Ale liczba nowych przypadków jednak spada.

Świetnie. I to jest właśnie ten czas, kiedy możemy rozmawiać na temat tzw. luzowania.

No to ja rozmawiam, a pan mówi: jeszcze nie teraz.

Nie, nie. Już zaczynamy, przepraszam najmocniej, ja właśnie zauważyłem, że po pierwsze nie dokręcamy śruby. Nie ma u nas godziny policyjnej, jak jest choćby zaprzężonym w kraju Zachodu.

Nie tylko. Stan wyjątkowy wydłużono... Właśnie. Bo jak to jest? Czy my jesteśmy zieloną wyspą, czy po prostu mamy nie wierzyć naszym statystykom? Pytam o to, dlatego...

Należy wierzyć statystykom.

No to statystyki pokazują, że jest lepiej, niż było.

Jest lepiej. No zdecydowanie jest lepiej, ale nie tak dobrze. Już sam pan łaskawie zauważył. Spada liczba nowo zdiagnozowanych zakażeń, co jest efektem przedłużenia zaleceń, obostrzeń, które obowiązywały do grudnia. Niestety efekt spotkań świątecznych, no nie wszyscy się stosują w 100%, to zresztą jest zrozumiałe, do zaleceń "nie spotykajmy się ze starszymi ludźmi". Efekt pan widzi w postaci liczby zgonów.

Panie profesorze, dobrze. Tylko porozmawiajmy o tym, co się dzieje na świecie, dookoła nas, bo to jest bardzo ważne.

Jeszcze tylko, żeby skończyć z tymi zgonami, pół zdania pan pozwoli. Ta liczba zgonów też już maleje, ponieważ nie dochodzi do nowych zakażeń, w związku z tym nie ma dużej liczby zgonów. Ona zaczyna spadać, ale ci, co umierają, to są właśnie te osoby, które właśnie klasycznie u nas, wszędzie umierają, to są osoby starsze, schorowane.

Rozumiem, że dlatego właśnie szczepimy seniorów, żeby przed tym uchronić. Jak popatrzymy dookoła nas, to widzimy raczej obraz nędzy i rozpaczy, a tak naprawdę obraz walki z trzecią falą koronawirusa. Z tymi groźnymi mutacjami. W Niemczech przedłużono twardy lockdown, a nawet zaostrzono. Będzie obowiązywał co najmniej do połowy lutego. Jest tam pomysł zakazu rozmów w środkach komunikacji publicznej oraz nakaz noszenia profesjonalnych maseczek. Zwykłe nie wystarczą. W Czechach stan wyjątkowy wydłużony do połowy lutego. Słowacja wprowadza kolejne nowe obostrzenia, drakońskie zupełnie. Nie będzie można wyjść z domu właściwie, bez negatywnego wyniku testu. W Belgii zakaz ruchu turystycznego. Mogę mnożyć. Właściwie cała Europa się zamyka, a nie otwiera. Profesorze, a my mamy lepiej. To co, wierzyć statystyce, że jesteśmy zieloną wyspą, jak za Tuska?

Wierzyć jak najbardziej. Liczby są tutaj dosyć twarde. To wynika z dwóch powodów. Po pierwsze: myśmy jednak tego typu obostrzenia wprowadzili znacznie wcześniej, nie aż tak, ale właśnie po to, żeby nie wprowadzać aż tak drakońskich ustaleń. Zostało to wprowadzone wcześniej i zostało to przedłużone.

To jest jakaś odpowiedź. Ludzie się cały czas teraz emocjonują, trudno się dziwić, wszyscy się emocjonujemy, szczepieniami. Ale co będzie po szczepieniach? Bo jak słyszę, Izrael, który zaszczepił w zasadzie prawie wszystkich swoich obywateli, wszystkich Żydów. Palestyńczyków nie zaszczepił. No to jest ich sprawa, zostawmy to na razie, jednocześnie ten Izrael zamyka granice na tydzień. Wszystkie granice. Wszystkie połączenia lotnicze zostały zamknięte. A z kolei prof. Johnathan Van-Tam, czyli zastępca głównego lekarza w Wielkiej Brytanii powiedział, że wszyscy, nawet zaszczepieni będą musieli nosić maseczki, bo szczepionka nie daje stuprocentowej pewności. No to profesorze. Proste pytanie. Po co te szczepienia? Po co nam ten cały wysiłek, wydawanie forsy, skoro i tak będziemy musieli żyć jak byśmy nie byli szczepieni?

Nie, nie. Będziemy szczepieni. I tu, i tu jest inna sytuacja. Dlaczego? Dlatego, że Wielka Brytania zdecydowała się szczepić jedną dawką.

Ale to jest inna szczepionka, prawda?

Ta sama szczepionka - Izrael, Wielka Brytania. My też używamy tych samych szczepionek. Tylko szczepi jedną dawką. Wiemy, że po jednej dawce odpowiedź nie jest stuprocentowa, czyli w tym przypadku 90-paro procentowa. Odpowiada po pierwszej dawce mniej więcej 50-60%. Oni się zdecydowali na ten krok, który jest krokiem trochę desperackim z punktu widzenia tzw. HPL-u i danych, które my mamy pochodzących z badań klinicznych poczynionych przez firmę. Ale...

Proste pytanie: czy jeśli my się zaszczepimy, to będziemy bezpieczniejsi? Czy też będziemy musieli stosować te same obostrzenia?

Oczywiście. Ja zaraz pociągnę ten wątek, tylko skończy odpowiadać na to pierwsze pytanie, jeżeli pan redaktor pozwoli. W Wielkiej Brytanii trwa wyścig pomiędzy zakażaniem się - oni mieli w szczycie 60 tysięcy przypadków, w tej chwili mają 40 tysięcy osób zdiagnozowanych.

Wielka Brytania szczepi jednak inną szczepionką. To jest Astra Zeneca. My szczepimy Pfizerem. Ale zostawmy teraz to...

Ale jeśli chodzi o Astrę Zenecę, oni też szczepią Pfizerem.