​Premier Mateusz Morawiecki nie powinien publikować wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji – uważa Grzegorz Schetyna. Poseł PO i były przewodniczący tego ugrupowania argumentuje to… epidemią koronawirusa w Polsce. "Sugeruję premierowi Morawieckiemu, żeby wziął pod uwagę możliwość dalszych demonstracji, zaognienia sytuacji w Polsce, które będą na pewno następować po publikacji" – oświadczył gość Porannej rozmowy w RMF FM.

"Jesteśmy tu i teraz w środku wojny, jaką zorganizował Kaczyński. To jest element polityki" - tak Schetyna mówi o sprzecznych opiniach konstytucjonalistów na temat obowiązku publikowania wyroków TK. Jego zdaniem, takich przeczących sobie opinii będzie wiele.

Ponadto zdaniem posła Platformy Obywatelskiej Trybunał Konstytucyjny w obecnym składzie nie jest legalny i nie wydaje legalnych werdyktów.

Grzegorz Schetyna wezwał do wsparcia protestujących kobiet, aktywności i mobilizacji obywatelskiej. "Wszyscy jesteśmy teraz po stronie tych, które protestują o prawo wyboru, o własną godność, które chcą mieszkać i żyć w normalnym kraju i nie chcą być uczestnikami wojny domowej, którą organizuje Kaczyński" - mówił o strajku kobiet.

"Karma wraca. Chcę, żeby o tym pamiętali politycy PiS i Jarosław Kaczyński. Wróci do nich polityka gniewu, nienawiści" - stwierdził gość Roberta Mazurka.

Schetyna: Kaczyński chciałby Polski, w której Polacy biją się ze sobą. Właśnie o to mu chodzi

"Boję się, że obrazy z Placu Trzech Krzyży (z demonstracji Strajku Kobiet - red.) były inspiracją dla Jarosława Kaczyńskiego i wzorem do takich zachowań. Że on by chciał właśnie takiej Polski, takiej w której Polacy biją się ze sobą, ludzie biją się na ulicach. Właśnie o to mu chodzi" - mówił Grzegorz Schetyna w internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM. 


"Ja to rozumiem, że on taką Polskę widzi i chce, żeby taka była, tylko dlaczego wprowadzać w to policję państwową?" - pytał. "Policja powinna chronić demonstrujących, a nie być częścią tych demonstracji. Ona ma ich rozdzielać i gwarantować bezpieczeństwo. Po to jest, a nie po to, żeby straszyć i wykorzystywać swoją siłę" - oceniał nadmierne według niego zaangażowanie służb porządkowych w protesty kobiet.

Były przewodniczący Platformy Obywatelskiej mówił też o współpracy opozycji z rządem ws. przeciwdziałania epidemii Covid-19. "Nie chcę walczyć i dystansować się od polityki rządu. Ale widziałem brak współpracy z samorządami" - stwierdził. "Widzę, że państwo zrobiło krok w tył. Mówię o poziomie wojewodów. Nie ma państwa. Są szpitale, są medycy i uważam, że to nie wystarczy" - tłumaczył. 

Według niego ciężar zwalczania pandemii powinien spoczywać na barkach szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego. "On powinien walczyć z kryzysem. To zawsze tak było, że on ma całe instrumentarium w ręku. Powinien wpływać na wojewodów, koordynować wojewódzkie aktywności aparatu państwowego" - mówił gość Roberta Mazurka.

(...)


Robert Mazurek:
Panie pośle, czy premier powinien nie publikować wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji?

Grzegorz Schetyna: Bardzo trudna decyzja, bo przecież ma swoją historię ostatnich lat.

Pan mówił, że racją stanu jest nie publikowanie tego orzeczenia i to jest odpowiedzialność, która spada na premiera Morawieckiego.

Dzisiaj tak, i potwierdzam to. Uważam, że w tej sytuacji, przy takim zagrożeniu rosnącą liczbą zakażeń i zgonów w pandemii to jest powód, żeby przesunąć, a na pewno nie drukować, nie publikować teraz tego...

Czyli dzisiaj nie publikować, a 11 grudnia 2015 roku w Lublinie mówił pan tak: "w Polsce trwa pełzający zamach stanu. Apeluję do premier Szydło, aby stać ją było na decyzję o opublikowaniu wyroku Trybunału. Jeśli nie, premier Szydło musi zdawać sobie sprawę, że wkracza na drogę ku Trybunałowi Stanu". Czyli w grudniu 2015 premier Szydło musiała natychmiast publikować wyrok Trybunału, bo inaczej czeka ją Trybunał Stanu. Teraz Mateusz Morawiecki ma nie publikować wyroku Trybunału Konstytucyjnego, bo inaczej, czeka go gniew Grzegorza Schetyny.

Jest głęboka logika w tym, co pan cytuje...

Ale bardzo skrywana.

...bo wtedy ten Trybunał Konstytucyjny był Trybunałem legalnym. Trybunałem, wybranym zgodnie z prawem i z zapisami ustawy, a ten Trybunał, który funkcjonuje, Trybunał Julii Przyłębskiej nie jest Trybunałem legalnym. I jego orzeczenia, werdykty są nielegalne. Natomiast sugeruję panu premierowi Morawieckiemu, żeby wziął pod uwagę możliwości dalszych demonstracji, zaognienia sytuacji w Polsce, które będą na pewno następować po publikacji tego orzeczenia.

Panie pośle, ja naprawdę chciałby podważyć pańskich umiejętności, talentów konstytucyjnych, ale np. Adam Bodnar mówi, że nie wyobraża sobie, żeby ten wyrok był nieopublikowany. Jeśli tak by się stało, to będzie to oczywiste złamanie konstytucji. To mówi Rzecznik Praw Obywatelskich. Ja rozmawiałem z Andrzejem Rzeplińskim. Andrzej Rzepliński mówi dokładnie to samo: wyrok musi zostać opublikowany bezzwłocznie.

A zastępczyni Adama Bodnara mówi, żeby tego wyroku nie publikować, podobnie jak prof. Zoll. Tych kłótni będzie wiele. My mówimy: jesteśmy tu i teraz. W środku, wojny, którą (zaprojektował - red.) Kaczyński. I to jest sposób polityki. Dziś to jest element polityki - to, co będzie konsekwencją tej publikacji.

Tak, ma pan rację. To jest element polityki, ale tak samo było w roku 2015, kiedy pan wzywał do publikowania, ale zostawmy już...

Ale nie zostawiajmy, bo jeszcze raz powtórzę: tamten Trybunał Konstytucyjny był wybrany legalnie i funkcjonował legalnie. Ten z jednym dublerem i dwoma następcami dublerów nie jest trybunałem legalnym i nie wydaje legalnych orzeczeń i werdyktów. I tyle. Kropka.

To jest pańska opinia. Jak widać, Adam Bodnar ma inną, ale zostawmy już te spory między wami konstytucjonalistami. Mam do pana inne pytanie, bo Jarosław Kaczyński wzywa do obrony kościołów, opozycja wzywa do protestów. A Grzegorz Schetyna do czego?

Oczywiście do wsparcia protestujących kobiet. Do aktywności i mobilizacji obywatelskiej. Wszyscy jesteśmy dzisiaj po stronie tych, które protestują o prawo wyboru, własną godność. O to, że chcą mieszkać i żyć w normalnym kraju, że nie chcą być uczestnikami wojny domowej, którą organizuje Kaczyński. Ja bym był w trudniejszej sytuacji do wczorajszego popołudnia...

A widział pan wczorajsze obrady Sejmu, przepraszam? Widział pan, jak poseł Nitras przewracał posła Krajewskiego z PiS? Widział pan swoją koleżankę partyjną, panią Jachirę która, zanim znalazła sobie we włosach coś i skonsumowała, to stała nad Jarosławem Kaczyńskim i wykrzykiwała rozmaite hasła. Czy to jest język debaty i styl debaty, który pan aprobuje?

Chciałem odpowiedzieć, bo pyta pan o wsparcie i o tę sytuację, która jest dzisiaj na polskich ulicach i byłoby mi być może trudniej mówić o relacjach w polityce, jak powinny wyglądać, gdyby nie wypowiedzi i wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego wczorajsze. Ono mówi wszystko i nie zasłoni tego przechodzenie Sławomira Nitrasa między posłami PiS-u czy członkami Straży Marszałkowskiej czy też nagrywanie filmów przez posłankę Jachirę. Bo to jest dzisiaj czysta polityka - czystą polityką jest przekaz Jarosława Kaczyńskiego. To jest wezwanie do wojny domowej.

Jeśli jest coś stałego w Grzegorzu Schetynie to to, że każde na pytanie odpowiada "Kaczyński". Ja przypominam moje poprzednie rozmowy z panem... Cieszę się, że pan się uśmiecha, ale tak. Jest coś stałego na świecie i to jest dobre, bo musi być coś stałego. Ale najpierw jednak pana pytam o to, co się wydarzyło w Sejmie, a później - jeśli pan oczywiście pozwoli - o wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego. Bo to, co się stało w Sejmie, to jest pytanie do pana. Czy pan akceptuje taki sposób prowadzenia debaty publicznej?

Żeby zacząć od początku. W Sejmie było tak, najpierw zaczął obrażać posłanki, posłów opozycji marszałek Terlecki, mówiąc że mają maseczki z wzorami gestapo czy SS i Hitlerjugend. Od tego się wszystko zaczęło. Jeżeli ktoś sieje wiatr, to zbiera burzę. Wszystko, co dalej było na posiedzeniu, było konsekwencją tego.

Posła Nitrasa naprawdę nie trzeba jakoś specjalnie prowokować. Ale naprawdę: czy pan odpowie na to pytanie? Jest proste pytanie: czy panu odpowiada ten styl prowadzenia debaty, panie pośle?

Oczywiście, że nie. Nie odpowiada mi sposób prowadzenia przez marszałka Terleckiego...

A posłów opozycji, pańskich koleżanek i kolegów?

...nie odpowiada mi wzywanie Straży Marszałkowskiej po to, żeby chronić Jarosława Kaczyńskiego. Nie odpowiada mi szarpanie i przepychanie posłanek i posłów, popychanie przez Straż Marszałkowską. To mi nie odpowiada. To nie jest język debaty. Ale jest początek i konsekwencja.

Pan pozwoli, że zadam pytanie...

Jest początek i koniec - to znaczy ktoś zaczął taki sposób procedowania na sali plenarnej. I to był marszałek z PiS.

To, co robili posłowie Koalicji Obywatelskiej, czyli np. właśnie przewracanie, przepychanie posła i przewracanie go przez Sławomira Nitrasa tudzież zachowanie posłanki Jachiry i innych posłanek - żebyśmy byli tutaj sprawiedliwi - Koalicji Obywatelskiej... Pytam pana o to z jednego prostego powodu. Bo pan jest wystarczająco długo w polityce, by wiedzieć, że karma wraca. I spotka dokładnie to samo, co wy robicie teraz.

Karma wraca i chcę, żeby o tym pamiętali działacze PiS, politycy PiS i Jarosław Kaczyński. Wróci do nich polityka gniewu, nienawiści. I tego, co robią od 5 lat. Mówiliśmy o tym wcześniej i powtarzamy. Jeżeli jest akcja, jest reakcja, panie redaktorze. Tak jest zawsze i wszędzie. Nie może być tak, że w sposób bezkarny będzie łamany dobry obyczaj w Sejmie. I prawo. Nie może tak być. Jeżeli ktoś łamie prawo, to musi się liczyć z adekwatną odpowiedzią. I tak było wczoraj w Sejmie. Ale sposób komunikacji, rozmowy to coś innego niż to, co robili posłowie PiS czy robi marszałek Terlecki obrażając posłów opozycji. Przecież to jest codziennie. To jest na każdym posiedzeniu. To jest najbardziej się za właściwe nie czekać niczego innego myślę.