Wiadomość o dymisji Wacława Berczyńskiego, przewodniczącego podkomisji do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej, to w pewnym stopniu zaskoczenie – mówi w Popołudniowej rozmowie w RMF FM Janusz Śniadek. "Chociaż z drugiej strony, obserwując pana Berczyńskiego uderzające było dla mnie, że z całą pewnością nie jest on politykiem. Może to wydarzenie uświadomiło mu dopiero polskie realia, że cokolwiek powie będzie użyte przeciwko niemu" - uważa gość Marcina Zaborskiego. "Mówił rzeczy niepotrzebne, myślę, że tu bardziej jakaś megalomania doszła do głosu niż rzeczywista możliwość wpływu. W każdym razie poważny polityk, czy poważna osoba, a za taką uważałem go i nadal jeszcze uważam, nie powinna wypowiadać takich zdań publicznie, bo one były nieprawdziwe" - dodaje poseł PiS. Śniadek uważa, że Berczyński udzielając wywiadu, w którym mówił, że to on "wykończył caracale", stracił wiarygodność, stworzył bardzo niezręczną sytuację.

Marcin Zaborski: Poseł PiS Janusz Śniadek jest w naszym studiu. Dzień dobry.

Janusz Śniadek: Dzień dobry.

Posłuchaj Popołudniowej rozmowy w RMF FM

Do dymisji podał się Wacław Berczyński, szef podkomisji utworzonej w MON. Taką informacje podaje portal wPolityce.pl. Zaskoczenie?

No w pewnym stopniu tak, chociaż z drugiej strony myślę, że obserwując pana Berczyńskiego uderzające było dla mnie, że z całą pewnością nie jest on politykiem i widać, że te polskie realia jeszcze nie do końca... Może to wydarzenie uświadomiło mu dopiero te realia, że cokolwiek powie, to będzie użyte przeciwko niemu...

Powiedział za dużo w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej", gdy mówił: "To ja wykończyłem caracale?"

Mówił rzeczy niepotrzebne, myślę, że tu bardziej jakaś megalomania doszła do głosu niż rzeczywista możliwość wpływu. W każdym razie poważny polityk, czy poważna osoba również, a za taką uważałem go i nadal jeszcze uważam, nie powinna wypowiadać takich zdań publicznie, bo one były nieprawdziwe. 

To on przekonywał, że przekonał ministra Macierewicza czy rząd do rezygnacji z zakupu caracali, a MON dementowało i mówiło, że to absolutnie nieprawda. Czy w takim razie to dementi pokazuje, że Wacław Berczyński stracił wiarygodność?

Sądzę, że w oczach opinii publicznej w jakimś stopniu tak, a w każdym razie stworzył bardzo niezręczną sytuację, bo absolutnie nie było w jego kompetencji podejmowania tego rodzaju decyzji, chociaż z drugiej strony można powiedzieć tak, że osoby odpowiedzialne: rząd, urzędnicy rządowi, mogą wysłuchiwać różnych opinii...

Ale to może oznaczać, jak mówi opozycja, że ktoś nieuprawniony zaglądał w papiery przetargowe, do których nie mógł mieć dostępu.

Przechodzimy już w tej chwili, przepraszam, w konfabulacje, bzdury. Rzeczywiście choćby sam fakt, że swoją niezręcznością dał pretekst do tego typu spekulacji, no jest trochę dyskwalifikujący. 

Bo opozycja mówi o tym, że potrzebna jest przynajmniej praca prokuratury, a może nawet komisja śledcza w tej sprawie. 

Tak, wie pan, jak na razie to jeszcze kilkadziesiąt komisji śledczych jest potrzebnych, żeby wyjaśnić afery i nadużycia PO.

A tutaj nie potrzeba tej sprawy sprawdzić? 

W mojej ocenie nie.

Posłowie PO liczą na dymisję kogoś innego, na dymisję szefa MON. Zapowiadają, że jutro złożą wniosek o wotum nieufności. Pan będzie bronił do ostatniej kropli krwi Antoniego Macierewicza?

Czemu mnie to nie dziwi, a powiedzmy trochę śmieszy, bo tego rodzaju wnioski... No w tej chwili celem kto się staje? Celem się stają ci, którzy najskuteczniej czyszczą, czy porządkują swoje obszary. Z całą pewnością pan minister Macierewicz należy do najskuteczniejszych osób sprzątających stajnię Augiasza...

Ale może w tym sprzątaniu popełnia jednak błędy?

Być może, ale na pewno nie dyskwalifikujące.

Ale takie, za które powinien przeprosić?

W tej chwili tak naprawdę to Platforma powinna gorąco przepraszać Polaków za te swoje lata rządów, za to ulatnianie się miliardów złotych z budżetu, które teraz nagle okazuje się, odzyskujemy, więc tutaj nie licytujmy się w tych kategoriach... Ja wiem, że w tej chwili sposobem czy metodą opozycji na próbę odbudowywania swojej wiarygodności jest nieustanny atak. Oni w najmniejszym stopniu dzisiaj nie troszczą się o dobro Polski i obywateli. Jedyną ich troską jest, jak skompromitować PiS, żeby odzyskać władzę, żeby było tak, jak było. 

Panie pośle, ale to nie tylko posłowie opozycji mówią o tym, że Antoni Macierewicz powinien osobiście przeprosić. Mówił o tym dziś na przykład na korytarzach sejmowych Tadeusz Cymański, wiceprzewodniczący klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości.

Ale to właśnie ma pan dowód kwitnącej demokracji, że nikt nikomu u nas ust nie zamyka...

Ale pan nie uważa, że te przeprosiny są potrzebne?

Do kogo skierowane?

Do Polaków - mówił do pani, do pana, do mnie, czyli do Tadeusza Cymańskiego.

Miałby za co przeprosić?

Za to, co zrobił albo czego nie zrobił. Nie ma żadnych błędów, za które powinien przeprosić?

Wie pan, to pozostawiam odczuciu pana ministra Macierewicza, ja takiego oczekiwania wobec niego nie formułuję...

To spróbuję panu coś podpowiedzieć, pani pośle...

Natomiast powiem w ten sposób - ja nigdy nie mam problemu ze swojej strony, jeśli dzieje się wokół mnie coś takiego, za co powinienem przeprosić czy widzę oczekiwanie - jestem zawsze otwarty na wyciągnięcie ręki, powiedzenie słowa "przepraszam" z łatwością mi przechodzi przez gardło, natomiast absolutnie nie uważam, żeby wymuszane na kimkolwiek przeprosiny miały sens.

Tydzień temu usłyszeliśmy, że Bartłomiej Misiewicz, czyli bliski współpracownik Antoniego Macierewicza nie nadawał się, nie miał żadnych kompetencji do tego, aby zajmować kolejne stanowiska i on sam poniósł konsekwencje, ale już konsekwencji nie poniósł ten, który go na te stanowiska promował, czyli Antoni Macierewicz. Pan to rozumie?

Rozumiem to i widzę zupełnie zasadniczą różnicę....

Czyli nie powinien ponieść konsekwencji nikt, kto go powoływał mimo braku kompetencji.

O ile mam świadomość i przekonanie, że pan Misiewicz, też zważywszy na jego młody wiek, tak naprawdę troszkę padł ofiarą pewnej nagonki...

Ale to nie on się zatrudniał, panie pośle.

... którą sam sprowokował, no pewną arogancją, pychą wręcz, którą zaczął w pewnym momencie przejawiać, po prostu nie wytrzymał ciśnienia...

Ktoś go zatrudniał, panie pośle.

... i woda sodowa troszkę mu uderzyła do głowy, sprawa została ucięta - koniec. Natomiast z całą pewnością nie popełnił on takich rzeczy, które poza odpowiedzialnością polityczną, żeby stałby się narzędziem wykorzystywanym przeciwko Prawu i Sprawiedliwości i dlatego został usunięty - po to, żeby takiego pretekstu nie stwarzać.

Pani pośle, 910 tysięcy podpisów w Sejmie dzisiaj w sprawie referendum szkolnego. Zagłosuje pan w Sejmie za przeprowadzeniem takiego referendum?

Jeszcze chwilkę potrwa, zanim rozstrzygnie najpierw Państwowa Komisja Wyborcza pewną poprawność...

Sprawdzi, czy się to zgadza, ale zakładając, że to jest prawie milion - potrzeba pół miliona. 

Również kwestia tego pytania - ja zastanawiam się, co miałaby znaczyć twierdząca odpowiedź na to pytanie - jakie skutki dalej. I skutki...

Pytanie można zmienić w pracach sejmowych, panie pośle. 

... i skutki tego dalej dla Polski, a przede wszystkim dla polskich dzieci, byłyby dramatyczne.

Czyli będzie pan przeciw referendum?

Cofanie, wstrzymywanie dzisiaj tej reformy, to by oznaczało - żeby szukać takiego porównania - to jest tak, jakby ktoś skaczący w dal, odbił się już od deski i kazano mu wracać. Albo ktoś przeprawiający się przez rzekę, prawie dopłynął do drugiego brzegu i ma zawracać. Więc dzisiaj skutki odwracania tej reformy w sytuacji, kiedy w województwie pomorskim, z którego pochodzę, 99 proc. gmin podjęło już decyzję uchwały o sieci szkół... Tak naprawdę zastanawiam się, czy nawet w sensie prawnym możliwe jest odwrócenie tego wszystkiego. Trwają już nabory do szkół. 

To jasne. Ale wracając do tego, co działo się w poprzedniej kadencji Sejmu, kiedy był pan w opozycji, a PO nie chciała referendum szkolnego właśnie i Donald Tusk mówił "nie" takiemu głosowaniu, pan komentował w ten sposób: "Dla mnie to arogancja władzy, wynikająca z braku odwagi zderzenia się z poglądami ludzi".


Dokładnie tak.

I dalej: "Nasza oświecona władza uważa, że naród jest za głupi, żeby decydować o czymkolwiek". Dzisiaj naród jest też za głupi, żeby zdecydować?

I bez przerwy to powtarzam, natomiast też jest odpowiedzialnością rządzących, żeby poddawać pod decyzje sprawy, które się do tego nadają. 

Ta się nie nadaje?

Więc zadaję pytanie, czy możliwe jest w tej chwili odwracanie tej decyzji, gdzie ona już jest w pełnym biegu? Czy to nie zabrnęło już tak daleko... Nie chcę mówić, że mleko się wylało, bo to złe porównanie, ale po prostu są pewne zdarzenia, fakty dokonane, których odwrócenie może się okazać stokroć bardziej szkodliwe, a to co, jest w ogóle podstawowe, najgorsze w tym wszystkim, że nie dobro dzieci ma tu decydować, a rozgrywka polityczna. A dzieci stają się zakładnikami w tej grze politycznej. 

Śniadek o Donaldzie Tusku: Nie odczuwam najmniejszej obawy wobec tego pana

Nie odczuwam najmniejszej obawy wobec tego pana - mówił w internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM Janusz Śniadek, odnosząc się do możliwego startu Donalda Tuska w wyborach prezydenckich w Polsce w 2020 roku. Jego start jest mi absolutnie obojętny, ja na pewno nie będę na niego głosował. Jako szef związku (NSZZ Solidarność – przyp. red.) czułem się wielokrotnie oszukany przez pana Tuska - stwierdził poseł PiS. Marcin Zaborski pytał swojego gościa o język debaty publicznej. Cytował słowa Jarosława Kaczyńskiego o "osobach specjalnej troski". Nie pochwalam tego, uważam, że to jest wielkie zło. Platforma Obywatelska ma swój udział w zaostrzeniu języka w Polsce. Cała taktyka Platformy polegała na walce z PiS-em - uznał Śniadek.