"Stacza mi do pierwszego" - mówi w rozmowie z Marcinem Zaborskim w RMF FM europoseł PO Dariusz Rosati. Dodaje jednak, że pensje ministrów nie były zwiększane przez wiele lat. "Powinni zarabiać więcej. Natomiast uważam za niesmaczne narzekanie, że nie starcza do pierwszego, jak to zrobił pan Jarosław Gowin" - podkreśla gość Popołudniowej rozmowy. Pytany o kandydaturę Zdzisława Krasnodębskiego na wiceprzewodniczącego PE odpowiada: "Będziemy się zastanawiać, jak w czwartek zagłosujemy". "Zdzisław Krasnodębski jest znany ze swoich antyeuropejskich wypowiedzi, z ataków na poważanych polityków polskich m.in. na Donalda Tuska" - tłumaczy Dariusz Rosati.

POSŁUCHAJ ROZMOWY Z DARIUSZEM ROSATIM

Marcin Zaborski, RMF FM: W Brukseli były minister spraw zagranicznych, eurodeputowany PO Dariusz Rosati. Dobry wieczór.

Dariusz Rosati: Dobry wieczór Państwu. Witam.

Panie profesorze, proszę wybaczyć mało dżentelmeńskie pytanie, ale jednak: starcza panu do "pierwszego"?

Starcza mi do "pierwszego".

Nie jest tajemnicą, że europosłowie zarabiają więcej niż ministrowie, a w Warszawie mamy dużą dyskusję o pensjach ministrów. Minister Gowin przeprasza za swoje słowa o ministerialnej pensji, za niskiej pensji. Pytanie, czy ministrowie zarabiają tyle, ile powinni?

Pensje ministrów nie były zwiększane przez wiele lat. Rzeczywiście, ja uważam, że ministrowie powinni zarabiać więcej. W końcu to są ludzie odpowiedzialni za cały kraj.

To może opozycja powinna uzgodnić z rządem podwyżki dla ministrów, wiceministrów od następnej kadencji? Nie teraz, ale od następnej?

Być może, gdyby rząd zwrócił się do opozycji z propozycją przedyskutowania tej sprawy, to może jakaś wspólna koncepcja by się wyłoniła. Natomiast uważam za niesmaczne w najwyższym stopniu narzekanie przy pensji - nie wiem - kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie, że się nie ma do "pierwszego" tak, jak to zrobił pan premier Gowin. To jest po prostu niepoważne. 

Problem nie jest nowy, pamięta pan opowieść komisarz Elżbiety Bieńkowskiej, wtedy pani wicepremier, o jej znajomej, która mówiła, że za 6 tysięcy to pracuje albo złodziej albo idiota. Miała rację?

Nie, nie. Zwracam uwagę, że to było 6 tys. w nawiązaniu do tego, że pani premier nie mogła znaleźć kandydatów na stanowisko wiceministrów za tę kwotę, za tę pensję. I ja uważam, że rzeczywiście, jeśli chce się mieć człowieka kompetentnego na stanowisku wiceministra, który ma pracować bardzo często po 16 czy 18 godzin na dobę, być dyspozycyjnym 7 dni w tygodniu, to te pensje muszą być wyższe. 

Panie profesorze, Zdzisław Krasnodębski może liczyć na pana głos, kiedy będzie wybieramy nowy wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego?

Dziś o godzinie 18, za kilka minut dosłownie, jak skończy się tylko debata o Polsce na sali plenarnej, mamy spotkanie delegacji PO, będziemy o tym rozmawiać.

Ale o czym to rozmawiać? Grzegorz Schetyna już 2 tygodnie temu zapowiadał, że będziecie głosować za.

Jest to z całą pewnością temat do rozmowy, dlatego że pan poseł Krasnodębski jest znany w PE ze swoich antyeuropejskich wypowiedzi, tweetów i z bardzo niewybrednych ataków na poważanych polityków polskich, m.in. na Donalda Tuska, któremu radził, żeby przyjął obywatelstwo niemieckie raczej, a nie polskie.To nie jest dobra rekomendacja po prostu.

Czy nie jest oczywistą oczywistością, że Polacy powinni popierać Polaków?

To proszę zapytać rządu PiS. Kiedy była kandydatura Tuska, rząd PiS nie chciał poprzeć.

Ale Grzegorz Schetyna jednak mówił: "Jeśli będzie przedstawiona kandydatura profesora Krasnodębskiego, to politycy PO zagłosują za Polakiem".

Właśnie o tym dziś będziemy rozmawiać.

Jan Grabiec, rzecznik PO, mówi, że wątpliwości są daleko idące, i pytanie teraz: jeśli wybór będzie taki: Estończyk z Zielonych albo Polak od konserwatystów, to co pan zrobi?

Jeszcze raz: mamy dzisiaj spotkanie delegacji, będziemy dziś się zastanawiać, jakie ostatecznie stanowisko przyjmiemy, jak będziemy głosować jutro w wyborze wiceprzewodniczącego PE. W tej chwili nie jestem w stanie panu odpowiedzieć na to pytanie.

Nie było tłumów na debacie o polskiej praworządności, debacie, która pewnie lada moment się zakończy na sali plenarnej. Nie ma zainteresowania tym tematem w europarlamencie?


No nigdy nie było. Ani na pierwszej debacie, ani na drugiej. To jest bodaj piąta czy szósta debata. Szczerze powiem, ja wcale się nie dziwię, że wielu posłów ma po prostu dosyć. Te same argumenty z jednej strony, ze strony komisji, i te same odpowiedzi nie na temat, ze strony posłów PiS. No i jak długo można tego słuchać? Szczerze powiem, to są sytuacje, które stawiają Polskę i nas osobiście posłów w bardzo niewygodnej sytuacji. Ja chciałbym, żeby więcej takich debat nie było.

No była kolejna debata, będzie kolejna rezolucja. Głosowanie w czwartek. Jeden z projektów mówi o tym, że PE z zadowoleniem przyjmuje decyzję Komisji Europejskiej o uruchomieniu art. 7.1 w stosunku do Polski. Pan zagłosuje za taką właśnie rezolucją?

Mogę panu w tej chwili powiedzieć, że z całą pewnością ja z zadowoleniem takiej decyzji nie przyjmuję. I żaden poseł PO nie ma powodu do radości, jeżeli słyszymy takie słowa... Natomiast jeśli chodzi o głosowanie za rezolucją, będziemy o tym rozmawiać dzisiaj. Podejmiemy ostateczną decyzję. Są różne poglądy, są różne stanowiska w ramach naszej grupy. Musimy jeszcze to skonsultować z zarządem krajowym PO, będziemy się zastanawiać. Dziś wieczorem podejmiemy decyzję, jaka będzie linia głosowania. 

W tym projekcie jest takie zdanie: "PE wzywa Radę Europejską do podjęcia szybkich działań zgodnie z przepisami artykułu 7.1". Pan osobiście podpisałby się pod takim sformułowaniem? 

Nie, nie odpowiem na to pytanie, dlatego że ja nie chcę działać indywidualnie. Partia polityczna działa w sposób uzgodniony. W związku z tym, wysyłanie takich sygnałów, że jeden będzie głosował tak, a drugi nie, a jeszcze trzeci się wstrzyma, a czwarty w ogóle nie będzie głosował, to nie jest działanie, które zapewnia skuteczność funkcjonowania partii politycznej. Proszę mnie nie ciągnąć za słowa. W tej sprawie wypowiemy się dopiero jutro. 

Będzie dyscyplina wśród eurodeputowanych PO?

Nie wiem. Jeszcze nie podjęliśmy tej decyzji, czy będzie dyscyplina, jakie będzie stanowisko, czy dopuścimy wolne głosowanie każdego członka naszej delegacji. Nie wiem. Nie ma jeszcze tej decyzji. 

W tych debatach w Parlamencie Europejskim, tu w Polsce w Platformie, słyszę takie zapewnienia, że europosłowie PO są gotowi do współpracy z rządem i eurodeputowanymi PiS, jeśli chodzi o budżet, o te wielkie pieniądze z budżetu dla Polski w kolejnej perspektywie budżetowej. No to pytanie: kiedy europosłowie PO i PiS usiądą przy jednym stole, żeby szukać wspólnej strategii, jak działać, żeby te pieniądze wywalczyć?

Tak, ja myślę, że to jest akurat sprawa, która nas wszystkich łączy. Mam przynajmniej taką nadzieję, że posłowie PiS będą chcieli jednak, aby Polska dostała jak najwięcej pieniędzy...

... I zaprosicie ich do wspólnego stołu rozmowy?


Chociaż słyszę wypowiedzi z ust poważnych polityków PiS-owskich, że właściwie pieniądze unijne są Polsce niepotrzebne. Więc chętnie byśmy się upewnili co do tego, że rzeczywiście mamy w tej sprawie przynajmniej jednolite stanowisko i wtedy z całą pewnością...

To wtedy jest szansa, żeby zaprosić europosłów PiS-u na takie rozmowy.

... i wtedy z całą pewnością możemy zacząć o tym rozmawiać.

Zaprosi pan do rozmowy?

Ja przynajmniej do takich rozmów byłbym gotów, naturalnie.

Jeśli premier Morawiecki, na przykład, zaprosi wszystkich europosłów i z PO, i z PiS-u, i z PSL-u, i powie: "Rozmawiajmy o tym, jak te pieniądze razem wywalczyć", to eurodeputowani PO przyjdą?

Myślę, że z całą pewnością pojawią się na takim spotkaniu. Ja osobiście przyjdę i będę moich kolegów do tego namawiał. Oczywiście, jeżeli zakładamy, że nie będzie jakiegoś kontekstu wyjątkowo nieprzyjaznego czy wyjątkowo niekorzystnego dla takich spotkań, bo to też się może zdarzyć, prawda? Ale jeżeli z dobrą wolą takie zaproszenie padnie, to myślę, że PO nie odmówi.

Szef PO, Grzegorz Schetyna, twardo mówi, że PO nie zgodzi się na wiązanie unijnych funduszy z oceną praworządności w poszczególnych krajach UE. Jak PO zamierza walczyć o to, żeby ta zasada nie była wprowadzona?

Będziemy starali się przekonać naszych partnerów naszej frakcji politycznej - Europejskiej Partii Ludowej, a także naszych sojuszników gdzie indziej, żeby jednak tego zapisu nie było. Nie chcemy go z dwóch powodów. Po pierwsze: taki zapis powoduje, że w przypadku naruszenia praworządności, co jest stwierdzone przez komisję i zapewne będzie stwierdzone przez radę, ucierpieliby po prostu zwykli obywatele, zwykli Polacy. Dlatego, że te pieniądze idą na samorządy, na rozwój infrastruktury, na wsparcie dla rolnictwa, itd. My nie chcemy, żeby to Polacy płacili cenę za szalone decyzje obecnego rządu. I drugi powód jest taki, że za 2 lata, mamy nadzieję, ten rząd odejdzie w niebyt, a perspektywa finansowa jest planowana na 7 lat. Nie chcielibyśmy, żeby przez 7 lat Polska była karana i ponosiła konsekwencje polityki PiS-u, która jest polityką bardzo szkodliwą dla Polski.

Wierzy pan, że dyskusja o euro, którą proponuje PO, będzie tym, co porwie tłumy za PO i pomoże wam dogonić w sondażach PiS?

W ogóle nie o to nam chodzi. Nam chodzi o to, żeby po prostu rozwiać całą masę fałszywych stereotypów, jakichś obaw nieuzasadnionych i lęków, jakie się pojawiły wokół euro, głównie zresztą spowodowanych antyeuropejską propagandą PiS. Ja chcę zresztą powiedzieć w tym kontekście o wielkiej hipokryzji polityków PiS, którzy ostrzegają przed euro, krzyczą: "Broń Boże euro", natomiast sami gromadzą swoje oszczędności w euro. Proszę sprawdzić choćby oświadczenia majątkowe europosłów PiS. Większość ich pieniędzy jest trzymana w euro.