"Dynamika sejmowa jest taka, że wszystko się może wydarzyć, ale myślę, że minister Hennig-Kloska się obroni. Deklaracje są jasne. Chyba tylko jeden poseł zagłosuje przeciw" - powiedział w Popołudniowej rozmowie w RMF FM wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała, odnosząc się do głosowania nad wotum nieufności dla szefowej resortu klimatu i środowiska. Podkreślił, że rozmowa na klubie parlamentarnym Polski 2050, do której doszło we wtorek, była merytoryczna. "Obyło się bez awantur" – zapewnił.
Wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała odniósł się w Popołudniowej rozmowie w RMF FM m.in. do kwestii jego politycznej przyszłości.
Medialne doniesienia wskazują na to, że może on stracić stanowisko w resorcie.
Umówiłem się na konkretne rzeczy, które mamy tutaj dowieźć. Stoję przy swoim. Jeśli będę miał ponieść konsekwencje tego, że realizuję to, na co się umówiliśmy, to te konsekwencje poniosę - stwierdził, podkreślając także, że wbrew temu co mówią politycy PSL "nie czuję się słabym ogniwem".
Czuję się bardzo mocnym ogniwem, bo dwa i pół roku dostaję z każdej strony. Od lutego 2024 r. trwa festiwal odwoływania mnie z Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Jakoś funkcjonuję i dużo dobrych rzeczy zrobiliśmy w tym czasie - dodał.
Na pytanie prowadzącego Piotra Salaka o to, czy na wtorkowym spotkaniu na klubie parlamentarnym Polski 2050 był mocno krytykowany, stanowczo zaprzeczył. Zupełnie nie. Nie uczestniczyłem w podejmowaniu decyzji o tym klubie. To było dobre spotkanie, bez jakiejś negatywnej atmosfery. Bez awantur. Mam tam (w Polsce 2050) dużo ludzi, których lubię, szanuję i uważam, że ta polityka trochę niestety nas wszystkich zmienia. Trzeba przy tym nie zwariować - wskazał.
Ale w czwartek na antenie radia RMF FM Mikołaj Dorożała komentował nie tylko swoją polityczną przyszłość, lecz także szefowej resortu klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloski. W czwartek odbędzie się w Sejmie głosowanie nad wotum nieufności dla byłej polityk Polski 2050, obecnie w klubie parlamentarnym Centrum.
Dynamika sejmowa jest taka, że wszystko się może wydarzyć, ale myślę, że minister Hennig-Kloska się obroni. Deklaracje są jasne. Chyba tylko jeden poseł albo pójdzie do toalety, albo zagłosuje przeciw - powiedział, sugerując, że deklaracja, jaką publicznie złożył poseł Bartosz Romowicz o zagłosowaniu za odwołaniem Hennig-Kloski nie wiele da, i szefowa MKiŚ zachowała piastowane stanowisko.
Prowadzący zasugerował, że Mikołaj Dorożała naraził się niemal wszystkim siłom politycznym w Polsce. Jak to mówi stare niemieckie porzekadło politische macht, czyli ta sprawczość polityczna jest bardzo ważna w polityce. Umówmy się, to politycy PSL-u głównie mnie atakują. Powiem tak: oni jako Trzecia Droga (nieistniejący już sojusz polityczny PSL z Polską 2050 - red.) podpisali się pod większością tych postulatów, o których dzisiaj mówimy, które ja realizuję, jak chociażby wyłączenie 20 proc. lasów z wycinki i tworzenie nowych rezerwatów, parków narodowych. My te rzeczy realizujemy - odpowiedział gość Popołudniowej rozmowy w RMF FM.
Jednocześnie komentując swoją polityczną przyszłość stwierdził, że bierzę pod uwagę i taki scenariusz, w którym będzie musiał odejść z resortu.
Wyobrażam sobie taki scenariusz, bo to jest polityka. Biję się o rzeczy, o które mamy się bić i pod którymi się popisaliśmy. Ale też idę na kompromisy w tych sprawach, gdzie te kompromisy są potrzebne, bo rozumiem, że polityka wymaga kompromisu - stwierdził.
Za przykład pójścia na pewne ustępstwa podał kwestię zakazu spalania pełnowartościowego drewna. Uwzględniliśmy postulaty branży pelletowej. Takim kompromisem była kwestia ochrony gatunków ptaków. Mieliśmy zdjąć z listy łowieckiej siedem gatunków, zdjęliśmy pięć. Na takie kompromisy idę. Jestem człowiekiem rozsądku - tłumaczył.
Za to mało kompromisowe - jak się okazuje - wiceminister klimatu i środowiska ma zdanie na temat kwestii odstrzału dzików. Zapytany przez prowadzącego Piotra Salaka o to, czy stało się to już sprawą polityczną w Polsce, stwierdził, że niestety tak.
Doprecyzował, że w Polsce w ciągu dziesięciu lat liczba dzików zmalała prawie pięciokrotnie. W Bieszczadach nie mamy w ogóle dzików. Kilkanaście dzików żyje w Bieszczadzkim Parku Narodowym. Za to są w miastach. Ale dlaczego są w miastach? Dlatego, że były masowo odstrzeliwane przez wiele, wiele lat. Na to poszły ogromne pieniądze. Pół miliarda złotych ze Skarbu Państwa - stwierdził.
Podkreślił, że dwa lata temu podnosił kwestię dzików na zespole do spraw reformy łowiectwa. Jak mówił, nie udało się z tym nic zrobić, bo Marcin Możdżonek - poseł Konfederacji - przeprowadził bojkot tego zespołu.
Dziki są inteligentne, uciekły do miast, bo tu są bezpieczne. Do tej pory do nich strzelano. I mają niestety też łatwy dostęp do jedzenia, bo to jest kwestia też segregacji odpadów, więc mówiłem o tym dwa lata temu, ale nikt mnie nie słuchał. Tylko znowu było: Dorożała musi odejść, a okazuje się, że miałem rację - podsumował gość Popołudniowej rozmowy w RMF FM Mikołaj Dorożała.


