"Marzę o tym i modlę się o to, ale myślę, że niestety musimy poczekać przynajmniej jedno pokolenie" - mówi w Popołudniowej rozmowie w RMF FM biskup pomocniczy warszawski Rafał Markowski odpowiadając na pytanie, czy dożyjemy dnia, kiedy rocznica katastrofy smoleńskiej nie będzie dzieliła Polaków, a będzie dniem wspólnej pamięci o ofiarach. "Żeby obiektywnie spojrzeć na sprawę Smoleńska, trzeba się wyzbyć uprzedzeń" - dodaje gość Marcina Zaborskiego. Jaką rolę w zasypywaniu podziałów ws. Smoleńska ma Kościół? "Nie możemy przekroczyć cienkiej linii, co sprawi, że staniemy się jedną ze stron" - odpowiada duchowny.

Marcin Zaborski, RMF FM: To pytanie wraca co roku, 10 kwietnia, jak skleić polską podzieloną pamięć o Smoleńsku?

Bp Rafał Markowski: To oczywiście bardzo trudny proces. Sama tragedia jest rzeczywiście taka wstrząsająca i trudna do zaakceptowania, dokonała się w momencie samego wypadku - śmierć wielu wartościowych ludzi, elit. Pamiętajmy, że elity to ogromne doświadczenie, ludzie, którzy odgrywali istotne role w życiu państwa, to ludzie, których kształci się latami. I potem, po tym (2010) roku drugi właściwie dramat związany z tą tragedią smoleńską - głęboki podział społeczeństwa.

Posłuchaj rozmowy Marcina Zaborskiego z bp Rafałem Markowskim

I doczekamy takiego momentu, kiedy ta rocznica nie będzie dzieliła, tylko będzie dniem wspólnej pamięci?

Marzę o tym i modlę się o to. Natomiast myślę, że niestety musimy poczekać przynajmniej jedno pokolenie.

To co się musi stać? To jak u Mojżesza - musi minąć jedno pokolenie, żeby pamięć się zatarła, żeby nie pamiętać do końca o tym podziale, który jest dzisiaj?

Ten podział wyrasta z różnego spojrzenia na tę tragedię. Żeby dojść do prawdy, pamiętajmy, potrzebne jest zachowanie obiektywizmu. Jest taka zasada epoché w fenomenologii, która mówi o zawieszeniu sądów. Żeby rzeczywiście obiektywnie spojrzeć na to, należałoby się pozbyć wszelkich uprzedzeń.

Pytanie czy można tego oczekiwać od polityków, bo oni tutaj są stronami sporów. Czy polityk w tej sprawie tak do końca może być obiektywny?

Racjonalnie rzecz biorąc wydawałoby się, że to jest oczywiste. Natomiast poziom emocji jest tak wysoki, ze niestety nie możemy się tego doczekać. Jest to dla mnie dramat osobisty, bo zginęło tam wielu ludzi, których znałem, a nawet paru przyjaciół. Natomiast nie mogę pojąć jak tego rodzaju tragedia może dzielić.

To jaką rolę do odegrania ma tutaj Kościół?

W przypadku Kościoła jest jedna rzecz, mianowicie czczenie pamięci , ogarnięcie modlitwą. I to jest to, co sprawia, że nie możemy przekroczyć takiej cienkiej linii, która sprawiłaby, ze Kościół stanie się jedną ze stron. Ponieważ ten podział jest bardzo głęboki, tym bardziej poruszanie się Kościoła w tej sferze jest niezwykle trudne.

Ale ten podział także jest w Kościele - to nie jest tak, że wszyscy biskupi, wszyscy hierarchowie, wszyscy duchowni, widzą Smoleńsk tak samo.

Tak, ale pamiętajmy - to są ludzie Kościoła, ludzie, którzy żyją w tym społeczeństwie, którzy wyrastają w tych rodzinach. Kapłani są tacy, jakie są rodziny, domy i społeczeństwo. Proszę nie mieć żalu ani pretensji o to, że w wielu kapłanach rodzą się emocje, które spływają z mediów, od ludzi, to jest bardzo ciężko - wybronić się. I tutaj dlatego zauważam ten problem wielu duchownych, którzy próbują zachować te granice. Nie zawsze są w stanie to wymierzyć.

To jakie słowa ma ksiądz biskup dzisiaj dla tych rodzin, które nadal nie chcą i głośno o tym mówią - nie chcą ekshumacji ofiar swoich bliskich?

I to absolutnie rozumiem, jestem absolutnie z nimi, uważam, że ich wola powinna być uszanowana, natomiast o jednym ich zapewniam - że bardzo głęboko swoją modlitwą tkwię przy nich.

A co mogą zmienić smoleńskie pomniki, jeśli już powstaną? Jeśli powstaną - jeśli powstaną, choćby w Warszawie?

To jest to, o czym wspomniałem na początku. To jest śmierć elity, to jest śmierć wielu bardzo, bardzo wartościowych ludzi, którzy odgrywali niepoślednią rolę w życiu państwa. To, że należałoby ich uhonorować - wydaje się to być rzeczą normalną. Ale ponieważ nie ma konsensusu, myślę, że nie to pokolenie powinno to robić.

Księże biskupie, zaczyna się szczególny czas w Kościele, też w wielu domach Wielki Tydzień - przygotowujemy się do świąt Wielkiej Nocy. W Wielki Czwartek papież Franciszek odprawi mszę w więzieniu i umyje nogi więźniom. Co w ten sposób chce pokazać?

Pochylanie się cały czas nad człowiekiem, to co jest misją Kościoła. Papież Franciszek sytuuje się w szeregu tych wielkich papieży XX wieku i przełomu XX i XXI wieku, ale jest tym człowiekiem, wydaje mi się, opatrznościowym, jeżeli chodzi o ten czas, w którym żyjemy. Za mało jest pochylania się nad człowiekiem, za mało pochylania się nad ludzką biedą i niedolą, i on chce to obudzić w nas kolejny raz.

I on o tym mówi, nie tylko do wiernych, ale i do księży, kiedy mówi o tym, że najbardziej niebezpieczną chorobą w Kościele jest klerykalizm, który oddala od wiernych i sprawia, że duchowni stają się urzędnikami.

To jest trudne, dlatego, że w przypadku kapłaństwa następuje pewnego rodzaju profesjonalizacja. To prawda, to jest nie tylko misja, ale też pewnego rodzaju profesja. To, przed czym papież nas nieustannie przestrzega to to, żebyśmy nie zatracili wrażliwości misji, jaką mamy, żebyśmy nie utonęli w profesjonalizacji, to jest budzenie tej kapłańskiej wrażliwości i ostrzega nas przed jednym: przed rutyną.

No właśnie, mówi: "Pasterz musi pachnieć owcami, a nie drogimi perfumami" albo "Ksiądz nie musi być supermanem i nie musi flirtować ze światowym życiem". Tak mówi papież Franciszek do księży. Pytanie: czy tymi słowami rzeczywiście ich zmienia? Czy to jest tak, że Franciszek odmienił oblicze choćby polskich duchownych?

Papież zawsze był punktem odniesienia i to jest prawda. Także słowa jego zapadają w ludzkie serca i również, jeśli chodzi o księży, rozmawiamy na temat Franciszka, rozmawiamy na temat jego przesłania, na temat tego, co czyni - to budzi pewnego rodzaju nieraz kontrowersje. Na przykład papież zawsze sprawował w Wielki Czwartek w Bazylice Św. Piotra mszę Wieczerzy Pańskiej...

... a on, od kilku lat, wędruje po więzieniach, ośrodkach dla osób chociażby z niepełnosprawnością.

Tak, tak, ale to jest to novum, które wnosi Franciszek i do tego się przyzwyczajamy.

Papież pracuje, ale też co jakiś czas powtarza, że nie wie do końca, czy będzie pracował w nieskończoność czy nie pójdzie w ślady Benedykta XVI i czy nie przyjdzie czas na emeryturę. Czyli za jakiś czas możemy mieć trzech papieży, w tym dwóch seniorów.

Być może. Papież Benedykt rzeczywiście w sposób nietuzinkowy uświadomił nam, że jednak jest pewien koniec swojej misji, kiedy sił już nie starcza. I w ten sposób dał wiele do myślenia, być może papież Franciszek też tak to postrzega, ale jak na razie widzę w nim bardzo dużo dynamizmu i sądzę, że to nie nastąpi szybko, jeśli w ogóle nastąpi.

Nie tak dawno, przy okazji swoich 80. urodzin, mówił, że ma wrażenie, że jego pontyfikat będzie krótki: 4-5 lat. No to, jakby nie liczyć, ten czas może się już zbliża.

Ale jednocześnie Watykan ogłasza kolejne pielgrzymki, teraz papież wybiera się do Kairu, chociaż jest tam bardzo niespokojnie, myśli o Fatimie... Także być może ta myśl mu towarzyszy, ale z drugiej strony widać w nim tę energię, która myślę, że nie sprawi nic takiego jak abdykacja. 

Bp Rafał Markowski: Nasza znajomość islamu jest nikła - terroryzm to jego margines

"Nasza znajomość świata islamu jest nikła" - stwierdził w internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM bp Rafał Markowski. Duchowny Archidiecezji Warszawskiej mówił, że nieznajomość tej religii "dotyka wszystkich". "To jest wyzwanie dla nas po to, żeby sięgnąć i naprawdę poznać - bo islam sam w sobie to nie tylko terroryzm, który stanowi margines zjawiska znanego islamem.(...) Bardzo często widzę - również w dyskusjach publicystycznych, że mówi się o islamie nie mając do końca świadomości, czym on jest" - ocenił. Marcin Zaborski pytał też o stanowisko biskupów ws. zmiany prawa aborcyjnego w Polsce. "Nie ma wątpliwości co do jednego - nie może być mowy o jakimkolwiek karaniu (za aborcję - red.), to co się pojawia nieraz w dyskusjach, to jest zupełnie nie do przyjęcia, do zaakceptowania, nie w duchu Ewangelii" - stwierdził bp Markowski, dodając, że "życie jest wartością, nad którą nie powinno się w ogóle dyskutować".