Asteroida "Spooky"? "Pół kilometra skały zbliża się do ziemi. Takie okruchy zbliżają się do nas raz na kilka miesięcy. Tak się działo tysiące lat temu i będzie się tak działo w przyszłości" - mówi gość programu "Danie do Myślenia" w RMF Classic astronom z planetarium w Toruniu Jerzy Rafalski. Asteroida minie Ziemię 31 października i jest 32 razy większa, niż ta, która w 2013 roku rozpadła się w okolicach Czelabińska. "Jeżeli ziemia byłaby pomarańczą 12 centymetrową, kulką, to nasza asteroida przeleciała w odległości 5 metrów od naszej kulki. Czy to oznacza niebezpieczeństwo? To naprawdę bezpieczna odległość" - zapewnia Rafalski. Pytany o Enceladus - księżyc Saturna - odpowiada: "Jeżeli tam są dobre warunki do powstania życia, to dlaczego rzeczywiście nie poszukać tam życia?". "Jeżeli mamy szukać życia poza |iemią, to pal licho z Marsem, szukajmy gdzieś przy księżycach krążących wokół dużych planet" - uważa gość RMF Classic.

Zdjęcie ilustracyjne /Illustrations: NASA/CXC/M.Weiss /

Tomasz Skory: Czytam niepokojące wieści o tym, że zbliża się do Ziemi, z prędkością 35 kilometrów na sekundę, gigantyczna asteroida, która naukowo nazywa się 2015 TB145, a mówiąc po ludzku nazywana jest Spooky, czyli dziwna, groźna, złowroga być może. Kosmiczna skała jest 30 razy większa niż ta, która 3 lata temu niemal rozwaliła Czelabińsk. Mamy się bać? Będzie strasznie?
  No, pół kilometra skały, prawda?  Zbliża się do Ziemi...

To takie domy-centrum gigantyczne...

Co to znaczy "zbliża się" - to spróbujmy na szybko przeliczyć, jeżeli Ziemia byłaby taką większą pomarańczą, powiedzmy 12 cm kulką, to nasza asteroida przeleciała w odległości, no powiedzmy, 4, może  5 metrów od naszego - no nie wiem - jabłka czy od naszej kulki. Czy to oznacza niebezpieczeństwo? 5 metrów od - powiedzmy - pomarańczy? To jest naprawdę bezpieczna odległość.

O ile nie mylimy się w obliczeniach...

Ale gdybyśmy popatrzyli na statystyki, to takie okruchy zbliżają się do nas raz na kilka miesięcy i tak się działo sto lat temu i tysiące lat temu i będzie się działo w przyszłości. Takich okruchów jest naprawdę dużo, ale przestrzeni w kosmosie jest też bardzo dużo, więc one mają miejsce.

Wie pan, wyobraźnię pobudza skojarzenie z filmem "Armagedon", gdzie też na trzy tygodnie przed walnięciem asteroidy w Ziemię dopiero ją odkryto. Tutaj też odkryto ją bardzo późno...

Bo była mała.

To jest małe?!

Jak zobaczyć tak niewielką skałę? Zwykle to jest po prostu szara skała, prawie czarna. Ona nie świeci, ona nie promieniuje, teleskopy nie są zbyt wielkie, a więc taki duży - znaczy niewielki okruch - nawet, jeżeli ma wielkość pół kilometra, no to jeżeli  jest w odległości powiedzmy miliona kilometrów, to nie sposób go łatwo wyłuskać wśród innych gwiazd, ale jest system poszukiwania nowych obiektów czy właśnie takich niebezpiecznych obiektów, które gdzieś wokół nas się kręcą. Właśnie chodzi o to, żeby znaleźć ich jak najwięcej, żeby wiedzieć, czy w przyszłości nie będzie żadnego zagrożenia. A ten okruch zbliżył się, pójdzie sobie dalej, ale pamiętajmy, musimy bardzo dokładnie wyznaczyć orbitę, bo on okrąży Słońce i będzie znowu gdzieś w naszych okolicach.

Za jakiś czas wróci....

Tak.

Ale gdyby Spooky dotarł do Ziemi, to byłaby zagłada?

Na pewno nie. Popatrzmy - na przykład katastrofa tunguska 1908 rok - mówi się, że to był okruch może 100 metrowej wielkości, może trochę większy, no to wyobraźmy sobie taką katastrofę tunguską, tylko troszeczkę większą.

Czyli byłaby gigantyczna chmura przez kilka tygodni i mnóstwo położonego lasu. Dobrze, zostawmy Spooky, czyli 2015 TB145...

...przeszła bokiem, jest bezpiecznie, śpimy spokojnie!

...aczkolwiek przeleci jutro po południu nad Ziemią i będzie ją można nawet dostrzec...

...już w bezpiecznej odległości, już nie martwmy się.

Kolejna pobudzająca wyobraźnię kosmiczna rzecz, to badanie sondy Cassini, która została wysłana w okolicy Saturna i wykonała dwa dni temu dość dziwaczny manewr nurkowania w gejzery jednego z księżyców Saturna  - lodowego Księżyca Enceladusa. Pierścienie Księżyca to tak nawiasem mówiąc w większości materia z tych właśnie gejzerów. Dane z sondy już dotarły do Ziemi, zdjęć jeszcze nie ma, czekamy wciąż. Czego się spodziewać?

Życia. Może jakiś ośmiornic, może węgorzy....

Pan żartuje, ale tak poważnie.

Tak poważnie, to spróbujmy to wszystko poukładać, jeżeli mamy gejzery wodne, to znaczy, że pod skorupą lodową bardzo dużo się dzieje.

Tam jest gigantyczny ocean na całej powierzchni.

Tak i to znaczy, że to jest ciepła woda, gdzieś wewnątrz, na dnie muszą być jakieś kominy hydrotermalne, tam właśnie bardzo gorąca woda wydobywana jest gdzieś z wnętrza i przede wszystkim jest to woda wysokozmineralizowana a w takich właśnie wodach bardzo chętnie rodzi się życie. Życie narodziło się na Ziemi, 4 miliardy lat temu mniej więcej, właśnie w ciepłej wodzie, gdzieś tam przy kominach hydrotermalnych. Bardzo dużo dzieje się, jeżeli jest dużo ciepła, dużo wody i dużo składników mineralnych. Na Enceladusie było bardzo dużo czasu, też mieliśmy, powiedzmy, kilka milionów lat. Jeżeli tam są dobre warunki do powstania życia i jeżeli jest bardzo dużo czasu na to, żeby to życie wyewoluowało, no to dlaczego rzeczywiście nie poszukać tam życia?

Zwłaszcza, że tam znaleziono, zdaje się, jakąś materię organiczną, o której naturze nic nie wiemy...

Pewnie aminokwasy, bo aminokwasy występują dosyć powszechnie w naszym układzie słonecznym. Aminokwasy to są podstawowe cegiełki do budowy białek - a białka to z kolei budulec życia. Niektórzy mówią: jeżeli mamy szukać życia poza Ziemią, w naszym układzie słonecznym, to pal licho z Marsem, szukajmy właśnie gdzieś przy księżycach, krążących wokół dużych planet. Europa to księżyc krążący wokół Jowisza...

Też woda...

Też woda. Ale Enceladus to jest woda, która automatycznie jest wydobywana na zewnątrz. Mówi się, że NASA przygotuje misję, poleci na Europę, wyląduje na lodowej skorupie, przebije się czy przetopi przez lodową skorupę, żeby zanurkować w Oceanii. A tutaj, Enceladus...

Sam wodę wyrzuca...i można się jej przyjrzeć, co w niej jest...

O to chodzi, wystarczy pod nią podlecieć, czy przelecieć właśnie przez taki gejzer i poszukać, co tam jest. Dlatego, śmialiśmy się, może węgorze wyrzucane tam gdzieś spod lodu - kto wie. Może rzeczywiście, jakieś tam życie istnieje.

To jest swoisty paradoks, że życia nie należy szukać na odległych planetach, ale wewnątrz i to nie samych planet, ale może i księżyców. Ale, z drugiej strony, nikłe bardzo ciążenie, to jest ciało niebieskie, które ma 500km średnicy - to jest maleństwo, prawie -200 stopni w samo południe, czyli ta temperatura bardzo skromna, mówiąc delikatnie. Skromna atmosfera w okolicy biegunów, ale taka naprawdę śladowa - to jakie życie może powstać w takich warunkach?

A w wodzie właśnie, pod powierzchnią lodu, przecież takie życie nie potrzebuje atmosfery. Nie potrzebuje ciepła ze strony słońca, ono ma ciepło spod powierzchni gruntu. Całe ciepło bierze się od Saturna. Księżyc krąży wokół Saturna, to planeta ogromna i bardzo masywna. Tak i tarmosi tymi wszystkimi księżycami na prawo i lewo, a wiadomo, że jeżeli poruszamy dużą masą to jest tarcie. I właśnie wewnątrz takiego księżyca jest tarcie na tyle duże, że wzrasta temperatura stąd mamy podgrzewanie wody od środka.

 
Co oznacza dla nas odkrycie życia na Enceladusie? Przeczytaj całą rozmowę na www.rmfclassic.pl