"Nie do końca myślę, że taki przesadny profesjonalizm, czy status materialny jest tak istotny. Można przygotować do parlamentaryzmu, polityki dowolnego człowieka, ponieważ najważniejszym kryterium, oprócz formalnych, to rozpoznawalność" - mówi gość programu "Danie do Myślenia" w RMF Classic specjalista ds. wizerunku i marketingu politycznego Piotr Tymochowicz. "Inaczej jest w USA, bo tam pierwszy milion na kampanię trzeba wyłożyć z własnych pieniędzy. Jeszcze inaczej jest w Niemczech. Tam nie trzeba być bogatym, żeby być politykiem, ale trzeba być profesjonalistą. W Polsce nie doszliśmy ani do jednego ani do drugiego"- dodaje gość RMF Classic. Pytany o to, jak wygląda szkolenie przygotowawcze odpowiada: to, co ma się zdarzyć, np. wywiad, symulujemy sobie w zacisznym, spokojnym miejscu. "Przeprowadzamy je dotąd, aż nasz klient potrafi wyjść z kryzysowych sytuacji, czyli kiedy jest atak, zarzuty, problem" - zdradza Piotr Tymochowicz.

"Nie do końca myślę, że taki przesadny profesjonalizm, czy status materialny jest tak istotny. Można przygotować do parlamentaryzmu, polityki dowolnego człowieka, ponieważ najważniejszym kryterium, oprócz formalnych, to rozpoznawalność" - mówi gość programu "Danie do Myślenia" w RMF Classic specjalista ds. wizerunku i marketingu politycznego Piotr Tymochowicz. "Inaczej jest w USA, bo tam pierwszy milion na kampanię trzeba wyłożyć z własnych pieniędzy. Jeszcze inaczej jest w Niemczech. Tam nie trzeba być bogatym, żeby być politykiem, ale trzeba być profesjonalistą. W Polsce nie doszliśmy ani do jednego ani do drugiego"- dodaje gość RMF Classic. Pytany o to, jak wygląda szkolenie przygotowawcze odpowiada: to, co ma się zdarzyć, np. wywiad, symulujemy sobie w zacisznym, spokojnym miejscu. "Przeprowadzamy je dotąd, aż nasz klient potrafi wyjść z kryzysowych sytuacji, czyli kiedy jest atak, zarzuty, problem" - zdradza Piotr Tymochowicz.
Poranny gość Tomasza Skorego Piotr Tymochowicz /Michał Dukaczewski /RMF FM

Posłuchaj rozmowy z Piotrem Tymochowiczem

Tomasz Skory: Sprzysiężenie niekorzystnych okoliczności, pod nazwą korek, sprawiło, że się pan spóźnił, tak bywa. Jak wizerunkowo wychodzi się z takich sytuacji?

Piotr Tymochowicz: Z poczuciem winy, ale często niesłusznym, dlatego że...  

Przeprasza się po prostu, darujmy sobie...

Poza anteną już to uczyniłem.

To prawda, przyznaję.

Rozumiem, że dla słuchaczy nie ma to większego znaczenia, ale można inaczej, można powiedzieć  "moje spóźnienia wynikają z mojego optymizmu", ja po prostu zawsze zakładam optymistycznie, że z punktu a przejadę do punktu b.

Czyli mamy do czynienia z naiwniakiem...

I bardzo boję się tego dnia, kiedy przestanę się spóźniać, bo to może oznaczać, że straciłem swój życiowy optymizm...

No proszę, jaka gadka. Zupełnie jak u specjalisty od właśnie takich spraw... Z pańskich dokonań wiadomo, że nawet z ludzi z nikłym doświadczeniem, którzy zajmują się na co dzień sprawami bardzo odległymi od parlamentaryzmu, da się zrobić parlamentarzystę. To pytanie podstawowe, jakie chciałem zadać: jak to się robi?

Dyplomatycznie pan to powiedział...

Staram się.

Można przygotować do parlamentaryzmu, czy też, cokolwiek to oznacza, do polityki, dowolnego człowieka tak naprawdę. W Polsce - dowolnego człowieka, ponieważ najważniejszym kryterium, oprócz formalnych kryteriów, jest rozpoznawalność i zdobycie odpowiedniej liczby głosów.

A nie na przykład kompetencje, wiedza, doświadczenie?

W USA pierwszy milion dolarów trzeba wyłożyć z własnych pieniędzy na kampanię a to oznacza, że trzeba było się wykazać skutecznością w biznesie na przykład, ekonomii... Inaczej jest w Niemczech, tam nie trzeba być bogatym, żeby być politykiem, ale trzeba być profesjonalistą. W Polsce nie doszliśmy ani do jednego, ani do drugiego.

Mamy prawie 7,5 tysiąca kandydatów na posłów, to są księgowi, technicy, leśnicy, strażacy, inżynierowie, rolnicy, historycy...

Kucharze...

Kucharze, tak. Oni wszyscy potrzebują pomocy. Siedzą teraz przy głośnikach, słuchają. Co im pan powie? Dajcie sobie spokój?

Nie. Ja bym tak nie dyskryminował tych ludzi, dlatego, że ja też nie do końca myślę, że taki profesjonalizm przesadny, czy status materialny jest tak istotny. My zawsze lubimy siebie widzieć  w takich czarnych barwach, ale piękno demokracji jednak polega na tym, że wszyscy, niezależnie od statusu materialnego, niezależnie od wykształcenia, od tego na ile są profesjonalni, to wszyscy mają, przynajmniej w początkowym momencie, równe szanse. Zwykła kucharka z przedszkola może zostać prezydentem kraju i nie ma w tym nic złego.

Ale jak jej pomóc? Sadzamy gościa przed sobą, niech się pan przedstawi i potem on mówi, a pan po kolei mówi: "źle", "jeszcze raz", "zmień".

Aż takie mentorskie to nie jest. To są lata  90., 80., kiedy można było robić mentorskie szkolenia. Teraz głównie się robi symulacje, czyli to, co ma się zdarzyć, na przykład wywiad, symulujemy sobie w zacisznym, spokojnym lub niespokojnym miejscu. I te symulacje przeprowadzamy dotąd aż nasz klient nie tylko poprawnie potrafi coś powiedzieć, ale również wtedy, kiedy potrafi wyjść z kryzysowych sytuacji. A kryzysowe sytuacje to takie, kiedy jest atak, kiedy są jakieś zarzuty, kiedy jest jakiś problem, czyli wywiady prowokatywne są takim przebojem treningowym tak naprawdę.

Budowa wizerunku, to nie jest tylko jego kreowanie i poprawianie, ale często właśnie obrona w sytuacjach kryzysowych.

Mogę prawdę powiedzieć? Bo RMF Classic tak prowokuje do jakiejś powagi związanej z prawdą, "prawda was wyzwoli" itd...

Bardzo proszę.

Nigdy nie byłem kreatorem wizerunku. To pojawiało się jako skutek uboczny moich działań. Nie jestem PR-owcem. Dlatego robię rzeczy sprzeczne dla PR-owców polskich. Jestem komunikatorem, uczę ludzi komunikacji a to jest troszkę co innego. Efektem końcowym może być PR, ale w zupełnie innym wydaniu. To znaczy staram się uczyć ludzi, jak sprzedawać prawdę, natomiast nie, jak manipulować. Mówię o tym dlatego, że najgorszy wizerunek ma Tymochowicz. Bo nigdy Tymochowicz sam nie pracował nad swoim wizerunkiem. Zawsze uważałem, że moi klienci są ważniejsi. No i co? I pozwoliłem na to, żeby wykreowano mi wizerunek naczelnego manipulatora RP.

No cóż, tak było... Ale chciałem przywołać z życia kilka sytuacji kryzysowych, w jakich może się znaleźć polityk. Na przykład żona idzie na policję i mówi, że ją pobiliśmy, zabraliśmy jej telefon a tak w ogóle to jesteśmy strasznym draniem w sytuacjach obyczajowych itd... Co robić?

Ważne jest nastawienie psychiczne. Ja powiem coś, czemu także uległem kiedyś. Jest takie fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Jeżeli wiemy, że nic złego nie zrobiliśmy, płacimy podatki, VAT, itd. i  możemy sobie spojrzeć w lustro codziennie, to często nabieramy takiego  fałszywego przekonania  o własnym bezpieczeństwie, że nikt nam nic nie zarzuci, nikt nam nic nie może zrobić. Prawda jest inna. Każdego człowieka, za pomocą żony, prostytutki, księgowej, czy kogokolwiek, można zniszczyć.

I trzeba być na to przygotowanym... Co zrobić w takiej sytuacji?

Nie ma na to recepty. Może dobrze nawet. Ja bym kłamał, gdybym powiedział tak, jestem Alfą i Omegą, znam pewną uniwersalną receptę. Nie ma żadnej recepty, nie ma żadnego klucza. Każda kwestia jest indywidualna, do każdej kwestii trzeba podejść indywidualnie. 

Co to jest "publiczne palenie argumentów"? Przeczytaj cała rozmowę na rmfclassic.pl